Śpiąca Królewna – recenzja filmu „Początek” – Nowe Horyzonty

Śpiąca Królewna – recenzja filmu „Początek” – Nowe Horyzonty

Jedną z największych sensacji zeszłego roku był wyprodukowany przez samego Carlosa Reygadasa Początek. Gruziński film w reżyserii debiutantki Dei Kulumbegashvili najpierw został wybrany do selekcji Cannes (festiwal się jak wiadomo nie odbył), a następnie pokazywany był m.in. w Toronto (nagroda FIPRESCI) czy San Sebastián (nie tylko Złota Muszla, ale też trzy inne laury). Po raz pierwszy w Polsce obraz został zaprezentowany w ramach festiwalu Nowe Horyzonty, a niebawem trafi do regularnej dystrybucji.

Młoda reżyserka osadza akcję w prowincjonalnym miasteczku w Gruzji. Mieszka w nim małżeństwo David (Rati Oneli) i Yana (Ia Sukhitashvili) wraz z synkiem Giorgim (Kakha Kintsurashvili). On przewodzi miejscowej organizacji Świadków Jehowy, a ona, choć pochodzi z tych stron, przyszłość wiązała z Tbilisi, lecz przed siedmiu laty porzuciła karierę aktorską i wróciła tu z mężem. Od tego czasu kobieta lojalnie wspierała małżonka, będąc jego prawą ręką w zborze. Jednak ich wspólnota nie jest mile widziana przez większość prawosławną. O tej niechęci dowiadujemy się już na początku filmu, gdy podczas katechezy świątynia zostaje podpalona przez nieznanych sprawców. Pomoc nie nadchodzi, dziwnym trafem nawet w oddali nie słychać syren policyjnych ani strażackich. Lokalna społeczność, choć milczy, aż nazbyt wyraża swoją dezaprobatę wobec odmienności zgromadzenia.

David chcąc nie chcąc musi jechać do centrali po środki finansowe na budowę nowego kościoła dla swoich wiernych, a mimo namów jego żona postanawia zostać w wiosce i czuwać nad przygotowaniami do chrztu syna. Za to odstępstwo i oznakę niezależności spotka Yanę za kilka chwil okrutna i niezasłużona kara. Patriarchalny system nie zna jednak litości, każdy ruch wykonany wbrew zasadom może zostać odebrany jako próba indywidualizmu, wroga każdej struktury ufundowanej na podległości jednostek wobec idei. Sama Kulumbegashvili musiała doznać szoku kulturowego po powrocie ze studiów na amerykańskich uczelniach. Jej optyka uległa wszak „wypaczeniu” przez zachodnie postrzeganie ról płciowych, przesiąkła tam też z pewnością tym „zgniłym” umiłowaniem wolności. Podobne odczucia rodacy mogą mieć wobec innej gruzińskiej debiutantki, której film prezentowano w programie Nowych Horyzontów. Juja Dobrachkous, zamieszkała obecnie w Londynie, opowiada także w Bebia, moje jedyne pragnienie (premiera w Rotterdamie) o młodej kobiecie powracającej z obczyzny do zatrzymanego w czasie kraju.

Początek

W postsowieckiej Gruzji bezruch i apatia wydają się immanentnymi zjawiskami, wręcz budulcami tkanki społecznej i tym, co jest fundamentem trwałości tradycji i przyzwyczajeń. Choć Świadkowie Jehowy traktowani są jak ciało obce w tej narodowej układance, także ich postrzeganie świata podtrzymuje skrajnie konserwatywny układ, w którym kobiecie odmawia się praw, ale pamięta się zawsze o jej obowiązkach i powinnościach. Jak wykazuje Stasia Budzisz w znakomitym reportażu Pokazucha. Na gruzińskich zasadach, miejscowe dziewczęta od najmłodszych lat uczone są wstydu. Jedna z jej rozmówczyń podsumowała: „To wszystko wynika z naszej kultury, z zamknięcia naszych rodzin i domów. Tu panuje kultura płotów. Chowamy się przed oczami innych ludzi. Wstyd też musi być zakryty, schowany za fasadą. To jest bardzo gruzińskie”.

Kulumbegashvili w rozmowie z Martą Bałagą (do wysłuchania na stronie festiwalu Nowe Horyzonty: TUTAJ) przyznaje, że w jej ojczyźnie w ikonografii nie istnieje tak naprawdę gwałt, jest to temat tabu, kompletnie wykluczony z dyskursu. W miasteczku, gdzie kręcono Początek, dochodzi do gwałtów bardzo często, ale kobiety zgłaszają je nader rzadko, zresztą władze i tak nie podejmują żadnych działań. We wspomnianej wyżej książce Stasia Budzisz przywołuje haniebną, choć wpisaną w gruzińską kulturę, prawidłowość: rodzina przez gwałt zostaje okryta hańbą. Jakby ofierze brakowało cierpień fizycznych i psychicznych, musi się przede wszystkim przejąć tym, że członkowie jej familii, mowa tu rzecz jasna o mężczyznach, będą musieli tłumaczyć się sąsiadom. Jest to tak zakorzenione, że istnieje specjalne określenie „unda grccwenodes”, oznaczające „jesteś we wstydzie”. Kobiety w takiej sytuacji decydują się na jedną z dwóch opcji: przemilczeć zajście lub popełnić samobójstwo.

Choć polityczny wymiar tej historii jest oczywisty i może on zdominować ewentualne dyskusje po filmie, trudno pominąć fakt, że Kulumbegashvili nie czyni ze swego debiutu rewolucyjnego pamfletu czy feministycznego plakatu propagandowego. Reżyserka napełnia filmowe naczynie nie tylko społecznym dramatem, ale meandruje w kierunku kryminału i kina slow cinema z poetyckim zacięciem. Do tego pierwszego porządku należą podpalenie zboru (kto i dlaczego?) oraz pojawienie się w wiosce przyszłego oprawcy Yany, którego tożsamość i fach poznamy na samym końcu, lecz nie wyjaśni to ani na jotę jego postępowania. Do najlepszych tradycji slow cinema nawiązuje zaś Gruzinka w scenie, gdy bohaterka postanawia odpocząć na łonie natury, ot przysnąć na łące – ciekawe ilu nowohoryzontowym widzom przymknęły się oczy wówczas choć na chwilę?

Początek

Na festiwalu Nowe Horyzonty nie brakowało innych filmów, w których protagonistki musiały radzić sobie z traumą po napaści seksualnej. Kobiety z Titane Julii Ducournau (NASZA RECENZJA), Lingui Mahamata-Saleha Harouna (NASZA RECENZJA) czy Czarnej Meduzy duetu Youssef Chebbi i Ismaël podejmowały zazwyczaj radykalne działania wobec swoich oprawców. Mściły się na płci przeciwnej za swoje cierpienia, walczyły z maczystowskimi układami, często wynikającymi z religii czy kulturowych uwarunkowań, lub dążyły do tego, aby jakoś skruszyć mur obojętności. Inaczej jest w Początku, Yana nie widzi większych szans interwencji na policji, wycofuje się przecież z posterunku, a podzielenie się prawdą o zajściu z mężem czy członkami wspólnoty wydaje jej się jeszcze większym koszmarem niż sam gwałt. Wie, że milczenie jest kluczowe, żeby nie narażać się współobywatelom. Tak było w domu rodzinnym, gdzie matka przymykała oko na agresję jej ojca i na fakt, że potrafił ją wyrzucić na mróz z dziećmi, i gdzie siostra obecnie wstydzi się powiedzieć partnerowi o niechcianym dziecku.

Kulumbegashvili podkreśla wyraźnie dualizm kaukaskiego żywota, co objawia się w tym, jak ukazuje zabudowania wiejskie, związane z męskim światem (wąskie kadry w domu, uporządkowana przestrzeń kościelna) i naturę, zwyczajowo należącą do kobiecego uniwersum, w której wyraźnie Yana odżywa (szerokie plany oznaczające wolność, przełamane tylko jedynym zbliżeniem, które implikuje komfort bohaterki w tym środowisku). Jej matka wspomina choćby fakt, że jako niemowlę zasypiała pod drzewem i potrafiła spokojnie przespać całą noc. Ona sama ucieka, z dala od cywilizacji, do lasu czy nad potok – symbolika wody jest w ogóle bardzo ważna dla Początku, Yana dozna największej krzywdy w takim anturażu, jej syn Giorgi przygotowuje się do chrztu, dokonywanego przez Świadków Jehowy przez zanurzenie, a w samym finale ten żywioł powraca w scenie łazienkowej. Reżyserka podpowiada, że nawet sfera, gdzie protagonistka początkowo czuje się wolna i czysta, zostaje wkrótce zbrukana. Podobnie dzieje się zresztą w jej ułożonym życiu w ramach wspólnoty religijnej, gdy do zboru zostaje wrzucona płonąca żagiew. Kolejny żywioł, ogień, trawi nie tylko budynek, gdzie zbierali się wierni, lecz i złudzenia kobiety, która zdaje sobie sprawę, że jej dotychczasowa egzystencja nastawiona na zadowolenie męża i starszyzny była ułudą.

Początek opisuje koszmarne stadium rozpaczy i braku zrozumienia, będące doświadczeniem wielu gruzińskich kobiet, a odczuć to pomagają realizacyjne umiejętności ekipy zgromadzonej przez Kulumbegashvili. Szczególnie muszę pochwalić autora zdjęć Arseniego Khachaturana (wcześniej np. nigeryjskie Eyimofe) oraz francuskiego montażystę   Matthieu Taponier (pracował przy Synu Szawła i Schyłku dnia – NASZA RECENZJA). Gruzińska reżyserka z ich pomocą przełamuje tabu. To, że krąży wokół tematyki gwałtu, jest już w tych stronach odwagą samą w sobie, ale Kulumbegashvili nie poprzestaje na tym, szczególnie ważne dla niej było wprowadzenie do ikonografii obrazów tych czynów. Żeby jednak nie popadać w pornograficzną dosłowność i nie epatować przemocą, w najważniejszej scenie filmu, czyli tej, gdy bohaterka zostaje zaatakowana przez oprawcę przy strumieniu, kamera jest oddalona tak, że widzimy, co się dzieje, ale słyszymy jedynie dźwięk rwącej wody. Twórczyni wyjaśniła to klarownie podczas sesji Q&A: założenie było takie, żeby ukazać gwałt z perspektywy przechodnia, kogoś, kto z daleka widzi akt seksualny, a z uwagi na odległość nie może stwierdzić czy to napaść, czy namiętność dwojga ludzi. Podkreśla to doskonale, że w Gruzji głos kobiet jest po prostu niesłyszalny. Trudno sądzić, że Początek coś w tym względzie zmieni, ale wszak kropla drąży skałę, kiedyś kultura płotów zostanie zwalczona.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Początek plakat

Początek

Tytuł oryginalny:
Dasatskisi

Rok: 2020

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Gruzja, Francja

Reżyseria: Dea Kulumbegashvili

Występują: Ia Sukhitashvili, Rati Oneli, Kakha Kintsurashvili i inni

Dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Ocena: 4/5