15. Festiwal Filmowy Pięć Smaków – TOP10

15. Festiwal Filmowy Pięć Smaków – TOP10

Tegoroczna 15. edycja Festiwalu Filmowego „Pięć Smaków” odbyła się hybrydowo. Po tygodniu zadumy wracamy do Was z listą 10 naszych ulubionych filmów ze święta azjatyckiego kina. Niektóre tytuły z programu dostępne były tylko dla wybrańców przybyłych na salę kinową: tak będziemy bronić braku w naszym zestawieniu Labiryntu Lijo Jose Pellissery’ego. Uznaliśmy również, że uwzględnianie w top 10 filmów z retrospektywy Wong Kar-waia mijałoby się z celem, w naszych sercach hongkoński reżyser ma bowiem specjalne miejsce i nie będziemy mieszać jego dzieł w rachunki.

10. Wędrowcy na krawędzi (2021, reż. Zhang Yimou)

Wędrowcy na krawędzi plakat

Propaganda przyjmuje różne odcienie. Często polega na manipulowaniu historią i rzeczywistością po to, by skłonić odbiorców do określonych postaw. Może ona też jednak polegać na mówieniu o prawdziwych wydarzeniach we względnie zgodny z faktami sposób, bo przecież prawda też jest bronią.

Przykładem takiej propagandy historycznej jest najnowszy film jednego z najważniejszych twórców piątej generacji chińskich reżyserów – Zhanga Yimou. Znany z rozmachu reżyser największą sławę zdobył w 1991 roku za sprawą swojego oscarowego arcydzieła Zawieście czerwone latarnie. W ostatnich latach mocno zaangażował się w tę wspomnianą słuszną stronę propagandy. W 2011 roku zrealizował kontrowersyjne Kwiaty wojny opowiadające o masakrze dokonanej przez Japończyków w 1937 roku w Nankinie. Gwiazdą tej stworzonej przy współpracy z Amerykanami produkcji był Christian Bale.

Wędrowcy na krawędzi to swoista kontynuacja tamtego blockbustera. Tym razem przyjdzie widzom śledzić samobójczą misję czwórki szpiegów wysłanych do Mandżukuo zimą na przełomie 1934 i 1935 roku (na stronie festiwalu jest błędna informacja o roku 1931). Wyszkoleni w ZSRR agenci mają za zadanie wydostać z marionetkowego japońskiego tworu jedynego żywego uciekiniera z obozu Tōgō w twierdzy Zhongma, gdzie od 1930 roku Japończycy dokonywali eksperymentów biologicznych na więźniach. Zadanie to jednak nie będzie proste, bo po zdradzie jednego z konspirantów na bohaterów poluje armia wroga.

To przepięknie sfilmowany przez Zhao Xiaodinga (m.in. Dom latających sztyletów i Cień) trzymający w napięciu film gatunkowy, gratka dla wszystkich fanów klasycznego szpiegowskiego kina wojennego w duchu Dział Navarony J. Lee Thompsona czy Tylko dla orłów Briana G. Huttona. Z tą ostatnią produkcją łączy film Zhanga także zimowa aura: opady białego puchu pięknie komponują się z czarnymi płaszczami agentów i agentek, a przedzieranie się komandosów przez zaspy dodaje dramaturgii.

Wędrowcy na krawędzi to wspaniałe kino rozrywkowe, któremu paradoksalnie wobec oczekiwań wielu dużo bliżej do Wielkiego Muru tego samego reżysera lub wspomnianych wcześniej amerykańskich produkcji wojennych, niż święcącego w ostatnich latach triumfy koreańskiego kina szpiegowskiego spod znaku Gry cieni Kima Jee-woona czy Szpiega Yoon Jong-bina. To może być dla wielu widzów rozczarowujące, więc ostrzegamy.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

9. Rehana (2021, reż. Abdullah Mohammad Saad)

Druga fabuła Abdullaha Mohammada Saada, reżysera rewelacyjnego Dhaka na żywo (konkurs festiwalu Pięć Smaków w 2017 roku), godna uwagi jest już z samego faktu bycia pierwszym w historii bangladeskim filmem w oficjalnej selekcji festiwalu w Cannes. Nieuczciwym jednak byłoby sprowadzanie tego filmu do roli forpoczty niszowej kinematografii, gdyż to przede wszystkim bardzo ciekawy i oferujący świeże spojrzenie obraz. Tytułowa bohaterka (wybitna rola Azmeri Haque Badhon) jest asystentką na uniwersytecie medycznym w Dhace i samotną matką. Pogrążając się w pracy, ma mało czasu dla swojej córki, ciężar opieki nad którą przerzuca na prowadzącego bardzo studenckie, imprezowe życie młodszego brata. Wszak przełamać szklany sufit nie jest łatwo w tak patriarchalnym społeczeństwie. Pewnego dnia przypadkiem staje się świadkinią molestowania jednej ze studentek przez swojego przełożonego. Od tego momentu jej nowym celem życiowym jest rozbicie gwałcicielskiego układu na uczelni.

W walce o powyższe bohaterka nie cofnie się przed niczym: przed żadnym kłamstwem, manipulacją i desperackim ruchem w imię wyższego dobra. A wraz z nią z minuty na minutę film będzie coraz bardziej odchodził od realistycznego kina społecznego. Zawsze powtarzam, że kluczowe w kinie krajów „trzeciego filmowego świata” jest to, by łączyć uniwersalne problemy i znaczenia z lokalnym kolorytem i kontekstem, by tworzyć kino po pierwsze ciekawe, a dopiero na drugim miejscu „tamtejsze”. Saad potrafi to robić i dzięki temu możemy mu wróżyć jeszcze wielką karierę.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

8. Żona szpiega (2020, reż. Kiyoshi Kurosawa)

Na festiwalu Pięć Smaków znalazły się aż dwa filmy traktujące o nigdy nierozliczonych zbrodniach Japończyków w Mandżurii. Dzięki temu możemy poznać dwa punkty widzenia: chiński reprezentowany przez Wędrowców na krawędzi Zhanga Yimou (nasz numer 10) oraz japoński, któremu patronuje Kiyoshi Kurosawa, reżyser Żony szpiega.

W tym drugim zaglądamy do wczesnych lat 40. do ważnego japońskiego ośrodka miejskiego Kobe. Prowadzący tu firmę import-eksport Yūsaku Fukuhara (Issey Takahashi), z czystej natury swej profesji utrzymujący kontakty międzynarodowe, chętnie ubiera się w zachodnie stroje, a w domowym zaciszu popija whisky zamiast krajowego Yamazaki czy nihon-shu. Co gorsza dla swej młodej małżonki Satoko (przekornie obsadzona ulubienica publiczności Yū Aoi) z podróży z Mandżurii Yūsaku przywozi tajemnicę, o której dla dobra Cesarstwa nie powinna dowiedzieć się opinia publiczna. Kobieta będzie musiała sama zdecydować, czy pomóc mężowi, czy może zaufać emablującemu ją nowemu dowódcy oddziału Kempeitai, w którym rozpoznaje Taijiego, przyjaciela z dzieciństwa.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

7. Szukając kobiety z kłami i wąsami (2019, reż. Khyentse Norbu)

Dla autora Pucharu Himalajów, Podróżników i magów oraz Hemy, Hemy (NASZA RECENZJA) jak zwykle film staje się szansą na rozważania nad kondycją człowieczeństwa. Tym razem na głównego bohatera wybiera osobę niewierzącą, choć żyjącą w sercu buddyjskiego ekosystemu. Jego świeckie nastawienie, zupełnie wyzbyte religii i wszelkich mistycznych doznań, jest wsparte dodatkowo przez kosmopolityczne ciągoty, fascynację Zachodem i wszelkimi modami stamtąd przychodzącymi. Tenzin (Tsering Tashi Gyalthang) nie tylko ubiera się jak Europejczyk, ale ma też know-how odpowiedni do tego, żeby nie czuć się wobec przybyszów jak obywatel z rubieży. Biegle posługuje się angielskim, w kieszeni nosi iPhone’a i marzy o tym, żeby w Katmandu otworzyć kawiarnię typu speciality. Jednym słowem, żeby Nepalczycy mogli pić kawusię z dripa i aeropressa jak mieszkańcy Berlina, Kopenhagi czy Warszawy. Wszak wszyscy żyjemy w globalnej wiosce.

Nocami zamiast o ziarnach z Gwatemali i rodzajach filtrów bohater śni jednak o łące i enigmatycznej młodej kobiecie. Sam nie umie odnaleźć żadnego sensu w owych marach, ale z pomocą przychodzi mu jego przyjaciel, z którym uczęszcza na muzyczne komplety, Jachung (Tulku Kungzang). Pozostaje on jako praktykujący buddysta w kontakcie z pewnym lamą. Właśnie ten ekscentryczny mnich doradza Tenzinowi, co ma zrobić dalej, tym samym wyznaczając oś fabuły całego filmu. Duchowny wkracza do życia protagonisty w momencie, gdy ten ma zaraz otwierać swoją wymarzoną kawiarnię, i trzeba przyznać, że już samych wyglądem i metodami przekonuje rozmówcę, że nie jest byle jakim mistrzem. Otóż przywdziewa on słoneczne okulary, na szyi nosi wielkie słuchawki, a w momentach niepewności chętnie pyta „wujka Google’a” na swoim tablecie. Być może to jego nowoczesne oblicze zapewnia posłuch u niedowiarka Tenzina. Tak jak głosi tytuł dzieła Norbu, aby odsunąć od siebie widmo rychłej śmierci, bohater będzie musiał znaleźć kobietę z kłami i wąsami, a najlepiej z trzema oczami.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

6. Pajęcze lilie (2007, reż. Zero Chou)

Pajęcze lilie to jeden z cennych, przełomowych portretów miłości kobiet w historii kina, nie tylko tajwańskiego. Film pokazuje, że codzienne dramaty i traumy dotykające każdego sprawiają, że nie można mówić o uniwersalnej etykietce normalności. Cichą, melancholijną Takeko i uroczą, czarującą Jade łączy trudna przeszłość i chęć manifestacji siebie przez tatuaże – u pierwszej postaci dania upustu pragnieniom, a u drugiej – wyrażenia kontroli nad pożądaniem. Reżyserka Zero Zhou opowiada o ich miłości bez nuty fałszu. Młodsza Jade próbuje przypomnieć swojej ukochanej z dzieciństwa dawne uczucie i rozpalić je ponownie w teraźniejszości. Kiedy leżą w łóżku otoczone złotą, zmysłową poświatą, wyrażają w rozmowach lęk przed zranieniem. Takeko zagaduje: „Dlaczego wszystko pamiętasz?”. „Czy raczej wolałabyś zapomnieć?” – pyta Jade retorycznie w odpowiedzi. Motyw pamięci i proces zapominania są tu na pierwszym planie. Kwiaty jaśminu skojarzone z Jade wyrażają pamięć, podczas gdy tytułowe trujące pajęcze lilie – odnoszące się do Takeko – w japońskim folklorze symbolizują drogę zmarłych ku odrodzeniu.

Ważnym i aktualnym tematem poruszanym w filmie jest samotność i izolacja. Zarabiająca na kamerkach Jade dorastała w epoce internetu i znajduje wytchnienie w wirtualnym świecie. Mieszanie świata realnego z wyobrażonym przypomina klimatem wczesne dzieła Kiyoshiego Kurosawy, jak Puls – oddaniem atmosfery wyobcowania i zależności od internetu, czy Wyprawę na brzeg – w charakterze eterycznej refleksji o duchach przeszłości uwięzionych w teraźniejszości. Nastrój niesamowitości podkreśla sentymentalna muzyka, a kolorowe zdjęcia nakręcone na taśmie filmowej nadają filmowi niezwykłą urodę.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

5. Król fauli (2000, reż. Kim Jee-woon)

Z przepełnionej dramatami sportowymi sekcji olimpijskiej jako jedyny do naszej dziesiątki załapał się film, który ciężko zakwalifikować do tego podgatunku, gdyż przeważają w nim zdecydowanie motywy komediowe. Nie ma się czemu dziwić, wszak to dzieło opowiadające o wrestlingu, czyli sporcie, który ciężko traktować poważnie.

Król fauli nie wyróżnia się jedynie na tle innych filmów ze swojej sekcji, obraz uznanego koreańskiego reżysera Kim Jee-woona jest bowiem najstarszym prezentowanym na tegorocznym festiwalu, poza retrospektywą Wong Kar-waia, mając już „na karku” 21 lat od premiery.

Kim w swoim filmie opowiada historię Im Dae-ho, mieszkającego z ojcem niezdarnego bankiera, który w pracy pada ofiarą, bardzo groteskowo pokazanego, mobbingu i postanawia zostać profesjonalnym wrestlerem. Sam zarys fabuły brzmi absurdalnie, ale to w niczym nie przeszkadza, gdyż twórca Gry cieni w absurdzie czuje się jak ryba w wodzie. Niezależnie, czy bohatera obserwujemy w biurze, domu, na treningu czy arenie walki, ciężko o scenę pozbawioną groteski i przesady, co zwłaszcza w zestawieniu z przepełnionymi patosem innymi historiami z sekcji olimpijskiej stanowiło miłe odświeżenie i gwarantowało niezwykle przyjemny seans.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

4. Równowaga (2020, reż. Yūjirō Harumoto)

Główną bohaterką Równowagi jest młoda dokumentalistka Yūko, która walczy o realizację reportażu o romansie uczennicy z nauczycielem, który doprowadził do jej samobójstwa. Niestety kłody pod nogi rzucają jej dyrektorzy telewizji, którzy wciąż chcą ingerować w projekt; dodatkowo okazuje się, że ojciec bohaterki, dyrektor szkoły, też ma swoje za uszami, jeśli chodzi o kontakty z uczennicami. Sam pomysł na film został zaczerpnięty z prawdziwej historii z 2014 roku, kiedy to bullingowany w szkole nastolatek popełnił samobójstwo, a po ujawnieniu danych osobowych prześladowcy rozpoczął się publiczny lincz na…. jego imienniku, który zniszczył temu ostatniemu życie.

W efekcie powstał zaskakująco trzymający w napięciu i intrygujący anty-thriller, który pomimo niezwykle powolnego tempa rozwoju akcji nie pozwala oderwać oczu od ekranu i dylematów protagonistki, granej przez mało znaną w Polsce Kumi Takiuchi. Całości jakości dodają utrzymane w zimnych barwach zdjęcia Kenjiego Noguchiego, który odpowiadał wcześniej m.in. za Miłość z nizin Eijiego Uchidy. Równowaga to jeden z najciekawszych japońskich projektów ostatnich lat i pozycja obowiązkowa dla fanów dalekowschodniego kina.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

3. Czerwona skrzynka na ulicy Eschera (2020, reż. Sion Sono)

Nieprzypadkowo w tytule filmu pada nazwisko legendarnego niderlandzkiego grafika. Jego prace, zwłaszcza sławna litografia Wchodzenie i schodzenie, przywołana zresztą niedawno w netflixowym ultrapopularnym serialu koreańskim Squid Game, doskonale wpisują się w wielki temat podejmowany przez Sono. Jest nim ucieczka od tego wiecznego, syzyfowego podróżowania ku wyznaczonych przez kogoś celom, a w zamian obranie własnych ścieżek i wzięcie odpowiedzialności. Wszak w Czerwonej skrzynce na ulicy Eschera niezwykle ważne miejsce przeznaczono dla zyskujących sprawczość statystów, mogących wyjść wyjątkowo na pierwszy plan. Sono stworzył prawdziwą odę dla tych pomijanych w różnych podsumowaniach i pracach naukowych ludzi. Autor Miłości obnażonej napisał również piosenkę, która wychwala ów fach złożony z amatorów. W jednej ze scen pada także pyszna metafora, że statyści dla filmu są jak cebula w burgerze: można oczywiście podać go bez niej, ale tak jak bez statystów film nie ma tła, tak burger bez cebuli nie ma pełni smaku.

Sono nie tylko cytuje swoją twórczość i biczuje rodzimą branżę, ale odnosi się do klasyków kina japońskiego. Zawsze dla niego ważnym odniesieniem były dzieła nowofalowe, więc trudno się dziwić, że odnajdujemy tu werwę i anarchistyczne treści właściwe dla Shūjiego Terayamy czy używanie rekwizytu maski, która przenosi nas od razu do Twarzy innego Hiroshiego Teshigahary. Ciągoty ku tej formacji wyrażone są także w predylekcji do pracy z aktorami niezawodowymi (choćby Żałobna parada róż  Toshio Matsumoto) oraz wyjściem w teren z kamerą. Zamykająca film szalona scena na ulicach Tokio została dodana spontanicznie już po zakończeniu zdjęć właściwych. Sono nadał jej charakter dokumentalny, a materia z jego fantazji spotkała tym samym rzeczywistość.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

2. Wiosenna fala (2019, reż. Yang Lina)

W tym roku zwycięzcą w konkursie Nowe Kino Azji na festiwalu Pięć Smaków został film Wiosenna fala w reżyserii Yang Liny. Zasłynęła ona w ojczyźnie z scen seksu skupiających się na odważnym ukazaniu kobiecego pożądania. W swoim najnowszym filmie chińska reżyserka kontynuuje walkę z utrwalonym przez tradycję przekonaniem o posłusznej kobiecie i jej wartościowaniem przez pryzmat ideału mądrej żony i dobrej matki (wedle koncepcji xianqi liangmu).

Stroniąc od sentymentalnych tonów, Yang zestawia bolesne momenty z zabawnymi, a każda wspólnie spędzona chwila w dzielonym przez rodzinę mieszkaniu dopełnia obrazu poszczególnych postaci. Kontrastujące występy Hao Lei i Elaine Jin składają się na domowy teatr, przestrzeń nasączoną sprzecznymi uczuciami, na równi nienawiścią, co miłością spokrewnionych niewiast – w próbach oddania ich wewnętrznego życia, zmagań i wielkiej siły pokrewny światu bergmanowskich kobiet, choćby z filmu Szepty i krzyki. W Wiosennej fali konsensus dla skłóconych kobiet może przynieść dojrzała postawa i zaradność Wanting, która każe pokładać wiarę w młode pokolenie.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

1. Ostatnia krew wilków (2021, reż. Kazuya Shiraishi)

Na pierwsze miejsce naszej listy trafia sequel gangsterskiego widowiska sprzed trzech lat. Ostatnią krwią wilków Kazuya Shiraishi w wielkim stylu powraca nie tylko do świata yakuzy, ale i do reżyserskiej formy po kontrowersyjnej Jednej nocy. Kontynuacja Krwi wilków rozgrywa się w Hiroszimie w latach 1991-1992, tuż przed wejściem w życie prawa wymierzonego w zorganizowaną przestępczość. Broniący porządku w mieście detektyw Shūichi Hioka (Tōri Matsuzaka jako godny następca Kōjiego Yakusho) rozgrywa yakuzę jak chce – a przynajmniej tak mu się wydaje, dopóki z więzienia nie wychodzi młody gniewny Shigehiro Uebayashi, który najwyraźniej przespał wprowadzenie nowego porządku. Starcie jest nieuniknione, w Hiroszimie nie ma bowiem miejsca dla dwóch wilków! Reżyser Shiraishi i scenarzysta Junya Ikegami tworzą film bardziej zwarty, lepiej zrytmizowany i jeszcze brutalniejszy od poprzednika. Obok starej, dobrej rozrywki (zapraszamy miłośników ekranowego strzelania, kopania, rozjeżdżania, wyłupywania i innych fizycznych i psychicznych tortur!) znalazło się miejsce na pesymistyczny portret społeczeństwa i hierarchicznego systemu władzy wpisany w solidny scenariusz dyskutujący z gatunkowymi formułami, a także świadomy pastisz yakuza eiga od lat 70. po 90. skąpany w komiksowej wrażliwości. Ostatnia krew wilków to dzieło bardziej ponure i nieco cięższe od poprzednika, ale dostarczające więcej przemyśleń i przyjemności płynącej z oglądania tak dobrze skrojonego, wyrazistego kina.

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap