Spotkanie w Ferrol – recenzja filmu „La Parra” – Rotterdam 2024

Po kilku latach przerwy na ekrany holenderskiego festiwalu wraca Alberto Gracia, którego Piąta ewangelia Kaspara Hausnera święciła w Rotterdamie niemały triumf, zdobywając w 2013 roku nagrodę FIPRESCI. Hiszpan ma prawo czuć się tu jak w domu. Nie tylko wraca w strony mu życzliwe, lecz za przychylność odpłaca się widzom jednym z ciekawszych obrazów tegorocznego konkursu głównego – zaduszkowym portretem jednostki zmuszonej do targów z własnym sumieniem i wstępem do traktatu o obierkach z dawnego systemu.

La Parra to także film o doniczkowych kwiatkach, które więdną samotnie przy oknie jednej z chat widmowego miasta. Jak wiemy chociażby z Kutza (Krótka Historia Polskiego Kina), podobne utwory nierzadko muszą uprawiać szachy z pokaźnym bagażem symbolizmu – tego związanego z dialektyką korzeni i mobilności oraz powolnym przemijaniem. Hiszpański reżyser wychodzi ze starcia zwycięsko, topiąc krajobraz portowej perły z czasów industrialnej szarży generała Franco w aurze magicznego realizmu i temporalnego czyśćca. Usychającą łodygę umieszcza zaś w witrynie z widokiem na galicyjską osadę pełną osieroconych żeglarzy, z których żaden nie zdołał uzbierać trzech duńskich koron potrzebnych do dalszego rejsu.

Gracia sięga po jeden z najbardziej sztampowych motywów w historii scenariopisarstwa. Niemłody już mężczyzna (Alfonso Míguez), którego codzienność bardziej przypomina niedolę studencką niż ustatkowane życie głowy rodziny, dowiaduje się o śmierci ojca i rusza do gniazda zmierzyć się z przeszłością – mokry sen wielu studentów szkoły filmowej. Fabularny punkt wyjścia, jakich w kinie dostatek, toteż przydał się pisarski kunszt hiszpańskiego autora, opowiadającego elipsami o świecie pełnym sparingów: izolacjonizmu z potrzebą ucieczki, opiumowego odurzenia z pragnieniem hulanek, narodowej dumy z indywidualnym żalem. Ferrol maluje się niczym finalna przystań duszyczek w podróży na drugą stronę egzystencjalnego mostu, który rozbił się na kawałki pod naporem kontenerowca wiozącego nadzieje wiernych – szczelnie zamkniętych w niezatapialnych urnach.

Archiwalne materiały użyte w filmie odsyłają do podobnego wypadku, kiedy statek „Discovery Enterprise” (sic!) uderzył w kładkę As Pias i sparaliżował komunikację w całej zatoce. Nie tylko pływające środki lokomocji zmagają się z kontekstualnymi wiatrami wokół przylądka opuszczonych dziwaków, śpiewających to lokalne szanty, to pijackie reggae. Nie zdradzę wszystkich zagadek, jakie kryją zakamarki miasteczka – chociaż częściej pogrążonego w mroku niż bieli, klimatycznie bliskiemu Lizbonie w obiektywie Alaina Tannera (Projekt: Klasyka) – dość powiedzieć, że po ulicach grasuje demoniczna laweta, której furman kolekcjonuje auta turystów. Parafrazując stadionowy klasyk, nieważne, jak bardzo tego pragniecie, z Ferrolu nie wyjedziecie.

Między gotowymi linijkami skopiowanymi ze znanych tekstów kultury – Damianowi ginie zegarek, w pętli nieporozumień mężczyzna przywdziewa czyjąś tożsamość, a grupa ślepców traci przewodnika – Gracia ze sporą dozą melancholii snuje rozważania zarówno o śmierci człowieka, jak i kolektywnych traumach tubylców. Ostatnie zdają się wracać w znajome strony, wcale nie ulegając historycznemu trawieniu. Autentyczności społeczno-ekonomicznego sztafażu służy plejada naturszczyków, wcielających się w korowód wykolejeńców, handlarzy fantami po zmarłych, beznadziejnych poetów, szczęśliwych biedaków. Ot, ludzkie wraki epoki fordyzmu, błąkające się z zawrotem głowy po tytułowym hotelu z wielkim zielonym neonem, który nie płonie i nigdy nie wskrzesza.

Ostatnią próbą Gracia dowodzi nie tylko własnej kinofilii, bo magiczno-realistycznych analogii moglibyśmy przywołać wiele – na usta cisną się nazwiska Attili Janischa czy Andrégo Delvaux – lecz przede wszystkim zdolności wykroczenia poza nurt biernych imitacji, którym podążają stada epigonów. Autor scenariusza, reżyser i montażysta przedstawił perfekcyjnie spójną wizję, nie zapominając o zaproszeniu widza do interpretacji i domysłów. Tym się cechuje inteligencja gotowa służyć odbiorcy.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

La Parra

Rok:
2024

Kraj produkcji: Hiszpania

Reżyseria: Alberto Gracia

Występują: Alfonso Míguez, Pilar Soto, Lorena Iglesias List i inni

Ocena: 3,5/5

3,5/5