W złotej klatce – recenzja filmu „Spencer”

W złotej klatce – recenzja filmu „Spencer”

Gdy jakiś czas temu usłyszałem, że Pablo Larraín, jeden z najciekawszych współczesnych reżyserów, kręci film o księżnej Dianie, nie kryłem swojego zdziwienia. Wprawdzie kilka lat temu zrobił pamiętny film o Jackie Kennedy, ale czy z opowiadanej po wielokroć historii „królowej ludzkich serc” da się wycisnąć coś jeszcze?

Chilijski reżyser w Spencer kontynuuje poniekąd strategię przyjętą przy Jackie (2016), co sprawia, że oba filmy tworzą swoisty dyptyk. Nie kręci klasycznej biografii, ale pokazuje udręczoną kobietę w jednym konkretnym momencie życia, który jak w soczewce skupia jej osobowość oraz to, jak my dzisiaj ją postrzegamy. I tak jak Jackie był swoistym portretem kruchej kobiety okazującej w tragicznym momencie zaskakującą siłę i samozaparcie, pomimo targających nią wątpliwości, tak Spencer staje się studium osoby czującej się jak więzień we własnym życiu, a nawet w swoim ciele – z wszystkimi tego konsekwencjami. 

Opowiadając o trzech dniach świąt Bożego Narodzenia spędzonych przez Dianę w towarzystwie rodziny królewskiej, Larraín ukazuje bezradność ofiary zamkniętej w złotej klatce. Jak dotąd chyba nie pokazano tego stanu w sposób aż tak intensywny, niemal sensualny. Taki efekt zostaje osiągnięty przede wszystkim przez kreację Kristen Stewart (Sils Maria, Personal Shopper), grającej tu bardzo fizycznie. Widzimy, jak przy spotkaniu z innymi osobami tężeje jej ciało, jak ona drży, zaciska pięści, niemal kurczy się w sobie w momencie, gdy musi pojawić się w pokoju, w którym już czeka na nią rodzina królewska, a nawet, gdy musi tłumaczyć się służbie ze swojego niekonwencjonalnego zachowania. Jedyne chwile, w których Diana się „rozluźnia” to te, gdy jest zupełnie sama lub ze swoimi synami albo z zaprzyjaźnioną garderobianą Maggie (znakomita Sally Hawkins). Larraín prowadzi tu Stewart wyraźnie w podobny sposób jak Natalie Portman w Jackie. Mimetyzm na granicy śmieszności (zwłaszcza w sposobie mówienia) dopełnia lekką szarżę aktorską, zbalansowaną jednak olbrzymim talentem obu aktorek, co ostatecznie daje efekt niezapomniany – nawet jeśli nie dla wszystkich strawny. 

To, że niemal czujemy chłód, jaki bohaterka odczuwa w zimnych pokojach wielkiego pałacu, jest nie tylko zasługą odtwórczyni głównej roli, ale również zdjęć autorstwa Claire Mathon (Nieznajomy nad jeziorem, Portret kobiety w ogniu), która stosuje rozmytą, wyblakłą kolorystykę oraz zatapia kadry w intensywnym, rozproszonym świetle. Nerwową, pełną napięcia atmosferę w równym stopniu kreuje arcydzielna ścieżka muzyczna Jonny’ego Greenwooda (Nić widmo, Aż poleje się krew), która obok klasycznych, spokojnych utworów na skrzypce i fortepian prezentuje także pełne dynamizmu kompozycje rodem z progresywnego jazzu. Nie można wreszcie nie wspomnieć obłędnych kostiumów projektu Jacqueline Durran (Małe kobietki), która nie tylko znakomicie chwyta słynny „styl Diany”, ale również za ich pomocą mówi nam sporo o postaci księżnej i jej relacjach z otoczeniem (zwróćcie chociażby uwagę na to, że gdy Diana spóźnia się na kolację wigilijną, jej suknia jest dokładnie tego samego koloru, co podana właśnie zupa, której konsumpcji na pewno nie zapomnicie).

SPENCER

Wszystkie te zabiegi służą sugestywnemu oddaniu stanu ducha kobiety w pułapce, której na pierwszy rzut oka nie dzieje się żadna krzywda, a która nie jest w stanie dalej żyć swoim życiem. We własnym domu nie jest u siebie, jej najbliżsi traktują ją z obojętnością, jeśli nie z pasywno-agresywną niechęcią. Każdy najdrobniejszy aspekt jej życia jest kontrolowany i oceniany. Nie może nawet sama wybrać sukienki, w którą chce się ubrać lub odsłonić zasłon w swoim pokoju. Czy nie jest to sytuacja, w jakiej wciąż znajduje się wiele kobiet na całym świecie? Zapewne więcej, niż chcielibyśmy przyznać: od kobiet w państwach islamskich, przez te żyjące w tradycyjnych patriarchalnych społeczeństwach, po te doświadczone mniejszą lub większą przemocą domową w każdym zakątku ziemi.

Na poziomie psychologicznym jest wreszcie Spencer studium osoby na skraju załamania nerwowego – o ile nie już poza jego granicą. Ma to odzwierciedlenie w zaburzeniach odżywiania, samookaleczeniu się, atakach paniki, zwidach, manii prześladowczej czy gwałtownych zachowaniach, które są rozpaczliwymi próbami wyrwania się z tego stanu. Takie ukazanie Diany kłóci się nieco z jej powszechnym wizerunkiem, gdyż patrząc na postać z najnowszego filmu, można się zastanawiać czy jest ona w stanie w ogóle panować nad sobą i np. zajmować się dziećmi. Na pewno tęskniła za bardziej zwyczajnym życiem i była pełna sprzeczności, co film też sygnalizuje. 

Taka, a nie inna wizja osoby księżnej sprawia, że Pablo Larraín sięga po środki filmowe, które odsyłają nas do znanych i wielkich dzieł kinematografii. Gęsta atmosfera na granicy szaleństwa jest jak żywcem wzięta z filmów Romana Polańskiego takich, jak Dziecko Rosemary, Lokator i Wstręt. Jednak najbardziej widocznym odniesieniem jest Lśnienie Stanleya Kubricka. Monumentalne gmaszysko posiadłości na odludziu to niemal forteca przywodząca na myśl niesławny hotel „Panorama”. Jazdy kamery po długich korytarzach wyłożonych czerwonym dywanem, wzorzysta posadzka, sekwencje w przepastnej kuchni lub seledynowej łazience oraz znacząca scena w spiżarni, czy wreszcie dwie przerażające służące w jednakowych mundurkach, a nawet ukazujące się tu i ówdzie zjawy z przeszłości, nie pozostawiają wątpliwości co do inspiracji reżysera.

Decyzja, by sięgnąć po zabiegi znane z thrillerów i horrorów (mamy nawet samotny spacer po opuszczonym domu przy pełni księżyca) było decyzją ryzykowną – nie jedyną zresztą. Wyraźna analogia budowana między postacią Diany Spencer a Anną Boleyn, podkreślana przez wiecznie uwierające perły na napiętej, wyciągniętej w przód szyi przyszłej ofiary, balansuje na granicy niesmacznego kiczu (litościwym milczeniem pominę metaforę bażanta hodowanego do odstrzału). I taki w zasadzie jest ten film. Odważny, bezkompromisowy, niezwykle elegancki, a jednocześnie co rusz zbliżający się do granicy dobrego smaku. Być może właśnie dlatego tak celnie, jak się zdaje, chwyta fenomen Lady Di.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł Tesznar

Spencer

Rok: 2021

Gatunek: Dramat, biograficzny

Kraj produkcji: Wielka Brytania, Chile, Niemcy

Reżyseria: Pablo Larraín

Występują: Kristen Stewart, Sally Hawkins, Timothy Spall i inni

Dystrybucja: Forum Film Poland

Ocena: 3,5/5