Ziemia obiecana – recenzja filmu „Great Happiness” – Tallinn Black Nights

Ziemia obiecana – recenzja filmu „Great Happiness” – Tallinn Black Nights

Współczesne kino chińskie jest jednym z najciekawszych na świecie. Pomimo stale wzmożonych wysiłków cenzury, nawet taka ikona jak Jia Zhangke wypuściła w tym roku ordynarną propagandówkę (Na horyzoncie morze jest błękitne), pasja tworzenia i poszukiwania wśród twórców niezależnych jest nieskończona. Takie tytuły jak Siedzący słoń (Hu Bo, 2018), Rzeka czasu (Yang Chao, 2016), czy Długa podróż dnia ku nocy (Gan Bi, 2018) wyznaczają aktualnie sufit światowemu arthouse’owi. Podczas tegorocznego festiwalu w Tallinnie objawiła się kolejna gwiazda, która może świecić na kinowym nieboskłonie przez lata.

Debiutujący w pełnym metrażu Wang Yiao postanowił stworzyć Ziemię obiecaną na miarę Chin drugiej dekady XXI wieku, chociaż nie mam pojęcia czy zna arcydzieło Wajdy. Tak jak u Reymonta było ich trzech, z różnych światów, ale łączy ich przemysłowe miasto (w tym przypadku Xining, stolica prowincji Qinghai na tybetańskim pograniczu), jedno pokolenie i marzenie o zbudowaniu wielkiego biznesu. Drugim ważnym tematem Great Happiness jest rodzicielstwo i instytucja rodziny per se. Bohaterowie pochodzą z pokolenia polityki jednego dziecka, trudnego i szalenie często przerabianego w chińskiej kinematografii (w samym 2019 roku m. in.: Balon Pemy Tsedena; Polityka jednego dziecka Nanfu Wang i Lynn Zhang; Żegnaj, mój synu Wanga Xiaoshuai) projektu społecznego.

Każdy z bohaterów filmu reprezentuje inny aspekt chińskiej rzeczywistości. Przeszłość i tradycja to idealistyczny architekt Sui nie potrafi wpasować swoich projektów w sztywne ramy wymagań pozbawionych wyobraźni urzędników. Jednocześnie obserwuje jak jego ojciec, nauczyciel utożsamianego z dwudziestowiecznymi Chinami ping ponga, stopniowo bankrutuje, bo inni ojcowie wolą posyłać dzieci na „zachodnią” piłkę nożną, która ma im dać większe możliwości w przyszłości. Kapitalizmem i przyszłością jest aspirujący biznesmen Li. Śniąc na jawie o swej przyszłej finansowej potędze nie waha się zadłużyć mieszkanie rodziców i pozbyć się wszystkich oszczędności by dopiąć projekt wielkiej inwestycji. Jednak by być bogaczem nie ma zamiaru czekać, w końcu od czegoś są leasingi samochodów, a jego zbliżający się ślub i wesele muszą być tak wystawne jak to tylko możliwe. Swój ślub już cztery lata temu miał Xining, który nie przez przypadek dzieli imię z miastem, w którym żyją. Mężczyzna, którego rola w całym biznesie długo pozostaje niejasna, jest tu stałością i ciągłością Chin, wieczną teraźniejszością. Jeszcze w latach 90. jego rodzice byli zamożnymi właścicielami fabryki, przemysłowy boom jednak przeminął, przedsiębiorstwo upadło i chociaż dalej żyją stabilnie z oszczędności, to kosztowna eksperymentalna terapia bezpłodności syna mocno drenuje ich kieszenie. A w końcu jak to nie przedłużyć rodu?

Prawdziwym bohaterem jest tu jednak miasto  jeszcze w latach 90. stanowiące główne zaplecze dla licznych okolicznych fabryk i hut, teraz zewsząd wypełnione jest drapaczami chmur, apartamentowcami, biurowcami i innymi gigantami ze stali i szkła. W obiektywie debiutującego (!) za kamerą Penga Bao przytłacza ono, przeraża i imponuje, niczym miasta-widma w jednym z najwspanialszych chińskich filmów mijającej dekady Behemocie Lianga Zhao. To zresztą nie jedyny wkład Penga w Great Happiness, gdyż jest to niewątpliwie jeden z najpiękniej sfilmowanych obrazów ostatnich lat. Wszystko kręcone jest statyczną kamerą i w szerokich planach, jednocześnie z niezwykle obszernym wykorzystaniem montażu wewnątrz kadrowego. Gdy kamera już rusza się z miejsca zawsze jest to znaczące i stanowi nieodłączny element narracji, tu jedno zbliżenie lub delikatne przesunięcie obiektywu w lewo lub prawo wyraża więcej niż u innych reżyserów długie sekwencje montażowe i ekspozycyjne dialogi. 

Chociaż tytuł, który możemy przetłumaczyć jako Wielka szczęśliwość jest niewątpliwie ironiczny, niczym niegdyś Łódź nie okazała się Ziemią obiecaną u Reymonta to warto zwrócić uwagę, że daleko tu do depresyjnych tonów znanych chociażby z dzieła Hu Bo. Wang Yiao w niemal trzygodzinnym debiucie tworzy mistrzowską mieszankę komedii, kina społecznego i monumentalnego fresku epoki, która nastała. Z sekundy na sekundę film potrafi przenieść widza ze śmiechu w płacz i zadumę, a to wszystko w ramach produkcji bardzo niespiesznej i używając głównie ciszy, niczym w Martwej naturze Jia Zhangke albo Feriach zimowych Li Hongqi.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Great Happiness

Tytuł oryginalny: „Ji Le Dian”

Rok: 2020

Gatunek: komedia, dramat, społeczny, slow cinema

Kraj produkcji: Chiny

Reżyseria: Wang Yiao

Występują: Zhou Xiang, Yang Xiaohuo, Shen Jiajun i inni

Ocena: 4,5/5