Ocalić ocalonych – recenzja filmu „Dziki” – Millennium Docs Against Gravity

Czy żeby mówić o przetrwaniu, samemu trzeba być ocalałym? Czy można uciec od swojej przeszłości, zwłaszcza kiedy większość wspomnień z dzieciństwa wypełnia wędrówka po obozach koncentracyjnych, głód, samotność i ciągły strach o życie? Jak przekuć traumę na twórcze credo? Francuska reżyserka, Tessa Louise-Salomé, w swoim najnowszym filmie przygląda się Jackowi Garfeinowi i jego życiowej wędrówce między napiętnowaną Holokaustem przeszłością a artystycznym życiem w blasku hollywoodzkich fleszy.

Sekcja Cinéma, mon amour 20. edycji festiwalu Millennium Docs Agains Gravity kolejny raz rozpieściła widzów, zarówno ilością, jak i jakością tytułów poświęconych X Muzie. Obok takich obrazów jak Lynch/Oz Alexandra O. Philippe’a [NASZA RECENZJA], Duch Richarda Harrisa Adriana Sibley’a, Bonnie Simona Wallona czy Części intymne Kristy Guevary-Flanagan [NASZA RECENZJA] znalazł się tu też portret artysty niedocenionego i zapomnianego, którego reżyserska kariera zakończyła się po zaledwie dwóch produkcjach. Tessa Louise-Salomé swojego bohatera portretuje dwutorowo, przez cały seans przeplatając jego wspomnienia z czasów wojny z karierą w przemyśle filmowym. Dzięki temu utrzymuje dynamiczne tempo narracji, a co za tym idzie uwagę widza, dbając jednocześnie o warstwę emocjonalną. Dobiegający z offu głos Willema Dafoe, ulubionego narratora dokumentalistów, elektryzuje i nadaje całości wyrafinowanego tonu. Ale to Garfein sam w sobie, opowiadający wprost do kamery o pociągach śmierci, pierwszych chwilach w obozie koncentracyjnym, rozłące z matką i rzeczach, które w dalszym ciągu są trudne do wyobrażenia i niemożliwe do zrozumienia, czyni ten dokument żywą, namacalną tkanką wspomnień.

Garfein był w aż jedenastu obozach koncentracyjnych. Przez wiele lat nie wiedział, jak wygląda – swoje odbicie zobaczył dopiero w szybie podpalonego przez Brytyjczyków Bergen-Belsen. Po wyzwoleniu ważył zaledwie 25 kilogramów, a lekarze nie dawali mu szans na przetrwanie. On zaś nie tylko przeżył, ale dzięki pomocy Ambasady Stanów Zjednoczonych trafił do zupełnie innego świata. Pierwszy kontakt z Ameryką nie był jednak usłany różami, a wręcz przywołał piekło obozu – zetknięcie z segregacją rasową nie pozostawiało złudzeń co do kształtu świata. Zagubienie i wyobcowanie przełamało dopiero aktorstwo, dające poczucie przynależności, przywrócenia korzeni. Szybko dołączył do epicentrum teatralnego świata, kultowego Actors Studio założonego w 1947 roku przez Elię Kazana, Cheryl Crawford i Roberta Lewisa, którego filię: Actors Studio West otworzył wraz z Paulem Newmanem w Los Angeles w 1966 roku. To dzięki Kazanowi trafił za reżyserskie stery The Strange One, adaptacji odnoszącej sukcesy sztuki na podstawie powieści Caldera Willinghama, End as a Man, mówiącej o rzeczach, o których ze względu na Kodeks Haysa nie można było mówić wprost w 1957 roku, czyli o przemocy w wojsku, braku szacunku dla władzy i homoseksualności. Cenzura okroiła zatem film o 20 minut „kontrowersyjnych” treści. Główny bohater, kadet sierżant Jocko DeParis (Ben Gazzara), dla Garfeina był postacią wyjątkową – uosobieniem nazizmu i przestrogą przed jego odrodzeniem w sprzyjających warunkach. Znajdował się tym samym w centrum twórczych zainteresowań reżysera, chcącego opowiadać o wojnie, obozach i ocaleniu unikając jednocześnie epatowania dosłownością. Czerpiąc inspiracje z kina europejskiego, w szczególności z dzieł Bergmana i Antonioniego, szukał miejsca dla kontekstu pod namacalną warstwą opowieści. Trudny charakter, konflikty z producentami oraz niewielki sukces dwóch pierwszych filmów, wynikający w dużej mierze z braku gotowości widzów na nieoczywiste kino, zamknęły przed nim jednak drogę do kariery. Zasłużoną sławę przyniosła dopiero działalność dydaktyczna oparta na założeniach teatru eksperymentalnego. Jako pierwszy obsadził Jamesa Deana, Bruce’a Derna, Steve’a McQueena, Bena Gazarrę, George’a Pepparda i wielu innych. Produkował i reżyserował sztuki Czechowa, Ionesco, Kafki, Williamsa czy wtedy jeszcze nieznanego amerykańskiej publiczności Becketta.

Louise-Salomé nie kreśli jednak tylko suchej biografii, przystrojonej zgrabną, narracyjną szatą, ale poniekąd uniwersalny obraz zespołu ocalenia, czyli poczucia winy z powodu przeżytej tragedii, w której zginęli inni – albo członkowie rodziny, albo w przypadku Holokaustu, część narodu. Jednocześnie to portret życia po tragedii, przywodzący na myśl Królową nowojorskich kin porno Valerie Kontakos, wyświetlaną również w trakcie tej edycji festiwalu, a opowiadającą o losach Chelly Wilson, Żydówki greckiego pochodzenia, która co prawda nie została trybikiem przemysłu filmowego, ale energia artystycznej bohemy i kina dała jej możliwość funkcjonowania w nowej rzeczywistości po ucieczce z Europy. Obydwie te postaci łączy szukanie swojego miejsca po czasie dehumanizacji, dźwiganie ciężaru wspomnień niemożliwych do zrozumienia, ale także – w końcu – danie sobie przyzwolenia na zaakceptowanie własnego ocalenia. 

Agnieszka Pilacińska
Agnieszka Pilacińska

Dziki
The Wild One

Rok: 2022

Kraj produkcji: Francja

Reżyseria: Tessa Louise-Salomé

Występują: Jack Garfein, Willem Dafoe, Peter Bogdanovich, Irène Jacob

Ocena: 3,5/5

3,5/5