Pamięć odzyskiwana – recenzja filmu „Babi Jar. Konteksty” – MDAG

Siergiej Łoźnica od początku swej filmowej drogi bada totalitaryzmy, które odmieniły oblicze Europy Wschodniej. Ukraiński reżyser w swym najnowszym projekcie, prezentowanym na Millennium Docs Against Gravity, przygląda się zderzeniu nazizmu i stalinizmu, dwóch machin śmierci, z jakimi mieli do czynienia jego rodacy. W centrum stawia tragiczne zdarzenia z podkijowskiego wąwozu Babi Jar, gdzie niemieckie oddziały wspomagane przez miejscową milicję zamordowały 33 771 Żydów.


Film rozpoczyna się relacją z wydarzeń z końca czerwca 1941 roku, czyli początku operacji Barbarossa, inwazji III Rzeszy na Związek Radziecki. Łoźnica pokazuje pierwsze bomby spadające na ukraińskie miasta, ofensywę Wehrmachtu (blitzkrieg dokonywany z pomocą czołgów i mobilnych oddziałów piechoty), piesze kolumny rozbrojonych sowieckich żołnierzy i porzucany przez nich ciężki sprzęt. Trudno nie skojarzyć tych obrazów z tragediami wojny toczącej się od 24 lutego 2022 na terytorium naszego wschodniego sąsiada, oglądanych przez nas w telewizji i internecie, ale dokument powstawał w zeszłym roku i jak podkreśla sam twórca, nie chciałby, żeby wiązać współczesność z historycznymi zdarzeniami. Wedle intencji autora filmu, którego pobudki wydają się klarowne i niezmącone uprzedzeniami politycznymi czy narodowymi, warto zatem skoncentrować się na kontekstach związanych z procesem dziejowym, jaki miał miejsce podczas II wojny światowej.

Zanim w toku rekonstruowanej na naszych oczach opowieści dotrzemy do wrześniowego ludobójstwa spod Kijowa, Łoźnica zatrzymuje naszą uwagę na kilku etapach przygotowawczych, wiedząc, że taka hekatomba nie wydarzyła się bez przygotowania i narastającego konfliktu kulturowego. Widzimy,  jak armia niemiecka jest hucznie witana we Lwowie (m.in. flagami banderowców, których przywódca wierzył do tego momentu w utworzenie pod auspicjami nazistów autonomicznego państwa ukraińskiego) i jak niedługo potem przyjmowany jest kwiatami, chlebem i solą Hans Frank, który w imieniu Adolfa Hitlera inkorporował Ziemię Halicką do Generalnego Gubernatorstwa. Kamery nagrały też radzieckie fortyfikowanie Kijowa, jego zdobycie przez Niemców i nagłą serię wybuchów podłożonych w budynkach ładunków (zaminowanych przez Sowietów i wysadzonych drogą radiową z Charkowa), o co oskarżono Żydów. Na odwet okupanta nie trzeba było długo czekać: z przytaczanych odezw dowiadujemy się, że dla ludności żydowskiej z miasta (ok. 130 tysięcy) utworzono getto, a następnie część z niej została zmuszona do koncentracji, wraz z posiadanymi kosztownościami, na cmentarzu i poprowadzona do wąwozu Babi Jar. Właśnie tam odbyła się ich eksterminacja, dokonana w ciągu zaledwie dwóch dni, 29 i 30 września 1941 roku. Na ekranie jednak nie zobaczymy, jak oddziały niemieckie Einsatzgruppe dowodzone przez Paula Blobela, w asyście dwóch batalionów policji ukraińskiej, zamordowały ponad 33 tysiące Żydów, co było najkrwawszym epizodem powtarzających się w tym miejscu masakr, które historycy szacują nawet na 100 tysięcy zamordowanych.

Babi Jar Konteksty'

Łoźnica, także z braku dostępnego filmowego materiału archiwalnego, komentuje to wydarzenie tablicą informacyjną i kilkoma barwnymi zdjęciami śladów zbrodni, wykonanymi  1 października 1941 przez Johannesa Hähle’a. Widać na nich m.in. sowieckich jeńców, którzy zakopywali ciała ofiar. Tak krótkie wspomnienie o zbrodni tym boleśniej sygnalizuje wymazanie tysięcy istnień i następującą po nim próbę zatarcia śladów. Gdy podkijowska ziemia mokra była jeszcze od krwi, w Stanisławowie (dziś Iwano-Frankiwsk), gdzie połowa mieszkańców była Żydami, odbywała się kolejna feta na cześć Hansa Franka. Najsmutniejszymi i niepublikowanymi dotąd nigdzie obrazami są nagrania znalezione przez Łoźnicę w archiwum rosyjskim, ukazujące korowód Hucułów witający gubernatora w geście hitlerowskiego pozdrowienia. Ów materiał nie był nawet filmem propagandowym III Rzeszy, wykonał go dość spontanicznie komiwojażer należący do świty Franka. Niemcy jeszcze w tym samym miesiącu rozpoczęli pogromy ludności żydowskiej także w tej miejscowości.

Ukraiński dokumentalista nie poprzestaje jednak na tym, ukazuje, jak Ukraina zostaje „wyzwolona” przez Armię Czerwoną oraz jak Sowieci, odkrywszy ślady masakr w Babim Jarze, zaprosili tam amerykańskich dziennikarzy (wszak trzeba było wykorzystać ten fakt propagandowo przeciw III Rzeszy). Co prawda Niemcy w 1943 roku starali się ukryć ciała, wykopując część z nich i spalając je w wielkich krematoriach (zresztą pomysłu SS-Standartenführera Blobela – wynalazku stosowanego na tym etapie konfliktu w wielu obozach zagłady), a potem likwidując pracujących przy tym jeńców radzieckich. Kilkunastu z nich jednak uciekło, dzięki czemu mogli złożyć swoje oświadczenia. Najdonioślejszymi fragmentami filmu okazują się jednak zeznania świadków z rozprawy, która odbyła się już po zakończeniu działań wojennych w Kijowie. Sprawa numer 1679 ze stycznia 1946 roku „o okrucieństwach popełnionych przez faszystowskich najeźdźców na terytorium ukraińskiego SRR” ujawniła m.in. szczegóły taktyki stosowanej przy masowej eksterminacji dzięki słowom Obergefreitera Hansa Isenmanna z dywizji SS „Viking” (jego zeznanie do wysłuchania TUTAJ), a także wspomnienie Diny Proniczewej, jedynej z 28 ocalałych z wrześniowej hekatomby, która zdecydowała się przybyć do sądu (TUTAJ).

Babi Jar. Konteksty

Babi Jar. Konteksty został ulepiony przez Siergieja Łoźnicę (z pomocą jego stałego montażysty Litwina Danieliusa Kokanauskisa oraz gościnnego Tomasza Wolskiego) ze skrawków rozrzuconych po archiwach w kilku państwach. Działając w ramach ​​Babi Yar Holocaust Memorial Center (organizacji wspieranej przez m.in. byłego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę, braci Kliczko czy oligarchów ​​Michaiła Fridmana i Wiktora Pińczuka, ale także emerytowanych polityków z Zachodu takich jak Joschka Fischer i Aleksander Kwaśniewski) zdołał zajrzeć do zbiorów ​​polskich, niemieckich (Bundesarchiv) i rosyjskich (​​Rosarkhiv), a ponadto uzyskać nagrania prywatne. Jego staraniem (kilka miesięcy poszukiwań) odnaleziono również, przytaczany w całości w dokumencie, list w jidysz autorstwa Wasilija Grossmanna, w którym pisze o wymordowaniu całego narodu żydowskiego na Ukrainie. Łoźnica ma szczególny stosunek do materiału archiwalnego, dawne nagrania i zdjęcia zostały odrestaurowane, niektóre także poddane procesowi wirażowania (koloryzowania), ale, co być może najważniejsze, ożywione dzięki specjalnie dogranej ścieżce dźwiękowej w studio w czeskim Barrandovie. Znajdują się na niej nie tylko wypowiadane przez aktorów kwestie z wieców czy przesłuchań, ale też, czasem intencjonalnie podkręcone, efekty otoczenia. Na emocjonalny odbiór przez widzów wpływa, choćby podbite odgłosy much z leżących na ziemi zwłok i gałązki, którą pewna kobieta próbuje je odgonić. Jednocześnie reżyser prowadzi narrację niezwykle beznamiętnie, jak przybysz z innej planety obserwujący ludzkie zmagania. Trudno jednak nie zauważyć pewnej intencji w tym chłodnym podejściu: w strumieniu przemocy gubi najbardziej wstrząsające obrazy, nie sili się na wielkie deklaracje i na próbę oceny. Podprogowy przekaz ukrywa w konkretnym zmontowaniu i udźwiękowieniu materiału źródłowego wzbogaconym nielicznymi tablicami informacyjnymi (miejsce, data, czasem sucha statystyka).

Łoźnica czyni swoim filmem znaczący krok, aby przywrócić pamięć o zdarzeniach z 1941 roku. Trzeba bowiem wiedzieć (znakomity Q&A z reżyserem po seansie uzupełnił lukę na temat losów po procesie), że w Związku Radzieckim nie mówiło się niemal zupełnie o tym ludobójstwie. Stalinowska polityka naznaczona piętnem antysemityzmu, podtrzymywana przez jego następców, upamiętniała Babi Jar jako miejsce kaźni obywateli radzieckich, bez podawania konkretów, bez listy zamordowanych tu ludzi (dopiero Memorial Center zaczął kompletować taki rejestr), ale jednocześnie starała się w tej okolicy zbudować osiedle mieszkalne i centrum sportu, aby odwrócić uwagę od niewygodnych faktów. Bardzo nieliczne wzmianki w sztuce (wiersz Jewgienija Jewtuszenki, powieść Anatolija Kuzniecowa, XIII symfonia Szostakowicza) nie mogły uleczyć traumy, zaś historycy ukraińscy zajęli się tym temat dopiero po upadku ZSRR, w latach 90. Łoźnica tym dokumentalnym kolażem (jak sam nazywa swoje dzieło) powiedział pierwsze słowo — od dekady zbiera bowiem fundusze na fabularny film o Babim Jarze. Scenariusz sporządzony w oparciu o raporty niemieckie oraz wspomnienia ukraińskich świadków, już jest gotowy od lat. Być może będzie w nim więcej miejsca na szalenie trudny temat (sami mamy problem m.in. z Jedwabnem) współudziału w masakrach jego rodaków. Klimat na podobne ryzykowne przedsięwzięcia wydaje się obecnie (wobec rosyjskiej agresji) niezbyt sprzyjający, ale kto, jeśli nie Łoźnica, miałby podjąć się podobnego karkołomnego zadania zrozumienia niuansów procesów historycznych?

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Babi Jar. Konteksty plakat

Babi Jar. Konteksty
Tytuł oryginalny:
Babi Yar. Context

Rok: 2021

Kraj produkcji: Holandia, Ukraina

Reżyseria: Siergiej Łoznica

Ocena: 4/5