Antologia duchów wybrzeża – recenzja filmu „Arcadia” – Berlinale 2024

„Wszyscy święci balują w niebie” – śpiewał przed laty Krzysztof Cugowski – a miejscem tej potańcówki jest grecki, nadmorski bar Arkadia. Nieoczekiwanie, blisko ćwierć wieku po premierze legendarnego utworu Budki Suflera, jego niezamierzoną, acz niezwykle udaną trawestację na MFF w Berlinie zaprezentował Jorgos Zois. Startująca w konkursie Encounters Arcadia (2024) to jednak nie film tani, klasy B, a intrygujące spojrzenie na życie po życiu, współegzystencję nieba i ziemi oraz samotność po stracie.

Choć faktycznie niekiedy pałęta się tu facet (Yannis, grany przez Vangelisa Mourikisa), to jednak tło trudno nazwać nieciekawym, a scenarzyście zarzucić, że forsę wziął i zaczął pić. Osadzona na jednej z greckich wysp fabuła rozgrywa się na kilku płaszczyznach, w różnych przestrzeniach – już od pierwszych minut Zois wprowadza do świata przedstawionego elementy rozbijające realistyczny porządek. Katerina (w tej roli Angeliki Papoulia), dobrze usytuowana neurolożka, i jej mąż, Yannis, emerytowany doktor, skonfrontowani zostają z tragicznym wypadkiem samochodowym: pojazd spadł z wysokości w betonowej scenerii gargantuicznej zapory wodnej. Kto był w środku? Kto zginął? Kto żyje, a kto już tylko nawiedza? Z każdą minutą Arcadia stawia kolejne pytania, problematyzując kwestię wędrówki dusz. Odpowiedzi zamyka w zawiłych labiryntach narracyjnych, elipsach czy wizualnych klamrach.

Gdyby pobawić się w skojarzenia, akurat w kluczu kanadyjskim (bo czemu nie), film Greka wydaje się fuzją Antologii duchów miasta (2019) Denisa Côté z Klubem „Exotica” (1994) Atoma Egoyana. Z pierwszym dziełem Arcadię łączy punkt wyjściowy – tragedia z udziałem samochodu oraz podsycająca surrealistyczne poczucie niepewności obecność zmarłych w świecie żywych (a może żywych w świecie zmarłych?). Erotyczny thriller Egoyana to zaś obraz siostrzany zwłaszcza pod względem seksualnych rytuałów, zamkniętych w małej przestrzeni portali do innej rzeczywistości, stanowiących dla postaci źródła transgresji. Zois z podobną dbałością do obu wspomnianych reżyserów skupia się na symbolach – kodyfikuje konkretne wspomnienia i emocje w zachowaniach, przedmiotach czy lokacjach. 

Arcadia 1

Mimo że kolejne warstwy intrygi odkrywane przez scenariusz domagają się krzyku, grecki reżyser skupia się głównie na ciszy, wkłada swoim postaciom w usta szept rozpaczy zamiast głośnych wrzasków. Nie interesują go pompatyczne monologi i namiętne kłótnie; to niedopowiedzenia oraz wymowność spojrzeń rozwijają poszczególne wątki lub, gdy trzeba, zwodzą z tropu. Napięcie buduje tu ciągłe pulsowanie, podskórne drgania i migotanie świateł rozproszonych we mgle, a słowa płynnie zastępują obrazy. Jest w tym swego rodzaju autotematyczna zagrywka – Arcadia to poniekąd opowieść o rejestrowaniu i odtwarzaniu. „Świat się tylko już ze mną kręci / Gwiazdy płoną jak stal / Skasowałaś mnie w swej pamięci / Aż mi siebie jest żal”, śpiewał Cugowski, jak gdyby chciał oddać stan emocjonalny Yannisa, swoiste zakłócenie projekcji własnej wyobraźni, glitch na taśmie zapisanej wspomnieniami. 

Swoim drugim pełnometrażowym projektem Jorgos Zois zapisuje się na kartach greckiego kina drukowanymi literami, trzymając się z dala od pomnikowych mrugnięć okiem do poprzedników. Korzysta z dokonań rodzimej Nowej Fali konfrontującej momenty absurdu stoickim spokojem, ale przy tym nie epatuje ekscesem czy karykaturalną przemocą. W  sinoniebieskich barwach snuje intymny portret radzenia sobie ze stratą. To widmo romans, w którym nic nie jest pewne: ani wspomnienia, ani uczucia, ani fakty, może nie bal wszystkich świętych, ale z pewnością silent disco – i dla zmarłych i dla żywych.

Arcadia

Rok: 2024

Kraj produkcji: Grecja, Bułgaria, USA

Reżyseria: Yorgos Zois

Występują: Vangelis Mourikis, Angeliki Papoulia, Elena Topalidou i inni

Ocena: 3.5/5

3,5/5