Selekcjonować jak Ted Lasso. Rozmowa z Piotrem Czerkawskim – Nowe Horyzonty

Shortlista to jedyne miejsce w programie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego mBank Nowe Horyzonty w całości skupione na krótkiej formie. Na tegoroczną odsłonę składa się 21 projektów – dokumenty, animacje, etiudy, eksperymenty i impresje. Nasz redaktor Michał Konarski porozmawiał z człowiekiem stojącym za tymi wyborami, Piotrem Czerkawskim, selekcjonerem sekcji, krytykiem filmowym, jednym z kuratorów Kina Nowe Horyzonty, prywatnie kibicem Napoli. Z wywiadu dowiecie się, dla jakich twórców w ogóle jest Shortlista, co cechuje typowy nowohoryzontowy short, do kogo może powędrować nagroda im. Zuzanny Jagody Kolskiej, jak wygląda współpraca pomiędzy młodymi filmowcami a młodą krytyką oraz jakie są szanse na zwiększenie dostępności do polskich krótkich metraży.

Zanim przejdziemy do rozmowy o samych filmach, chciałbym Cię zapytać o sposób selekcji. Czy wybierając program spośród zgłoszonych projektów, kierowałeś się jakąś ideą przewodnią lub tematami, czy stawiałeś po prostu na produkcje o najwyższych walorach artystycznych?

W tekście kuratorskim żartuję sobie, że – wzorem Berlinale sprzed kilku lat – chciałem pokazać głównie filmy o miłości, ale tak naprawdę, gdy słyszę hasło „idea przewodnia”, odbezpieczam rewolwer. Wydaje mi się, że myślenie takimi kategoriami jest pułapką. Zawsze. Nawet jeśli za takim wyborem stoją rzekomo szlachetne intencje związane z promocją szczególnie ważnych wartości, unosi się nad nim swąd jakiegoś mikrototalitaryzmu, szkodliwego samoograniczania się. Z tego względu sądzę, że podstawowym kryterium wyboru powinna być jakość filmu, silna emocja, którą udało mu się w Tobie wywołać. Nici łączące poszczególne tytuły odkrywa się później. 

Tropienie tych powiązań po fakcie jest zresztą fascynujące, to w pewnym sensie działalność detektywistyczna. Jesteś trochę jak Philip Marlowe, który zamiast ganiać gangusów po szemranych uliczkach Los Angeles błądzi po własnym umyśle i odkrywa, że jego instynktowne wybory układają się w logiczną całość. To działanie kojarzy mi się też ze słynną frazą Tadeusza Sobolewskiego, który stworzył chyba najkrótszą definicję krytyki filmowej, mówiąc, że jest ona po prostu racjonalizacją przeżyć. W pełni się z tym zgadzam, wydaje mi się, że to, co robię w Shortliście, jest próbą uprawiania krytyki innymi środkami. Różnica polega na tym, że czasem konkretny film wymyka się definicjom, nie umiem do końca sprecyzować, dlaczego właściwie na mnie zadziałał i nie muszę tego robić. Jest w tej dezercji, uległości, na którą nie mogę sobie pozwolić jako krytyk, coś wyzwalającego.

Postrzegasz tę sekcję bardziej jako trampolinę do innych festiwali dla mniej znanych filmów czy swego rodzaju przegląd najciekawszych tytułów z imprez dedykowanych krótkiej formie? W tegorocznej selekcji można znaleźć zarówno tytuły z Cannes, jak i mniej głośne premiery.

O tym też często myślę po fakcie. Na pewno nie jest tak, że układam w Excelu tabelkę, z której wynika, że ma być 60% filmów szkolnych czy nagrodzonych w Koszalinie albo Krakowie, a 40% produkcji amatorskich.

Pamiętam, że w Nowym papieżu John Malkovich wypowiada takie zdanie: „jestem fanatykiem drogi środka” i – kiedy myślę o kwestii, o którą mnie pytasz – ono często do mnie wraca.

Brzmisz jak symetrysta.

Wypraszam sobie. Symetryzm to estetyka wiadomo kogo… A już bardziej serio, myślę, że zderzanie ze sobą skrajności bywa inspirujące i twórcze. Podoba mi się, że z jednej strony mamy właściwie co roku w Shortliście filmy, które zdążyły już gdzieś zaistnieć, nawet bardzo poważnie, na przykład w Cannes, i tytuły zupełnie nieznane, czasem mające u nas światową premierę. To w żadnym razie nie może być i nie jest kryterium decydujące, ale wiadomo, że odczuwasz sporą frajdę, jeśli dajesz jakiemuś twórcy trampolinę do wybicia się, czujesz, że odkryłeś go „before it was cool”.

Tak jak trener odkrywa piłkarza. Nazwałbyś się Luciano Spalettim Shortlisty?

O, nie, nie wymieniaj imienia boga nadaremno. Lucianone jest jedyny w swoim rodzaju i zdobył mistrzostwo Włoch. Ja cieszę się drobnymi zwycięstwami, takimi jak świadomość, że Afonia Marty Nowak, która w zeszłym roku miała swoją światową premierę w Shortliście NH, niedawno pojechała na bardzo ważny festiwal do Palm Springs, a Klaudia Prabucka, zanim nakręciła Sperm Obsession, które zaliczyło pełne sukcesów tournée po najważniejszych polskich festiwalach, pokazała w Shortliście już swój wcześniejszy film Jestem ładna. 

W zaproszeniu do nadsyłania własnych projektów do Shortlisty napisałeś: „Chciałbym, aby krótkie metraże zgłoszone do Shortlisty bawiły, wzruszały, niepokoiły, a przede wszystkim zaskakiwały i – jak chciał Thomas Pynchon we wstępie do Wady ukrytej – pomagały dostrzec, że pod płytami chodnika czasem znajduje się plaża”. Czy faktycznie w niektórych zgłoszeniach udało Ci się znaleźć rewolucyjne, innowacyjne, wyraźnie świeże spojrzenie na kino?

Mnie się wydaje, że znalazłem, ale to, co ja o tym sądzę, nie ma w tej chwili wielkiego znaczenia. Bardziej ciekawi mnie, co powiesz Ty i inni dziennikarze, a także widzowie. Ze swojej strony mogę podkreślić, że staram się podchodzić do pracy nad Shortlistą refleksyjnie, więc przez trzy lata zmieniłem trochę swoje nastawienie dotyczące profilu prezentowanych filmów. Mam poczucie, że przez pierwsze dwie edycje byłem w bardziej ścisły sposób wierny temu, czego dotychczas szukałem w kinie i co, jak mi się wydawało, odpowiada mojej wrażliwości czy temperamentowi. Oczywiście, nigdy z tego nie zrezygnuję, ale starałem się w tym roku być bardziej elastyczny i otwarty na eksperymenty. Dokładnie na to, o czym mówisz i czego dotyczy piękny slogan, który Pynchon zresztą zapożyczył od rewolucjonistów z maja ’68. Mam wrażenie, że tegoroczna edycja jest najbardziej radykalną, odważną formalnie Shortlistą od czasu, gdy zająłem się jej programowaniem.

Obejrzałeś w ostatnim czasie ponad 200 krótkich metraży…

„Człowiek, który obejrzał ponad 200 krótkich metraży”. Brzmi jak tytuł dokumentu Wiszniewskiego albo materiału z Teleexpressu. Oglądałbym.

No więc pytanie, bo to całkiem niezła próbka statystyczna – co cechuje typowy short wysyłany na Nowe Horyzonty? To fabuła, animacja czy dokument? Komedia czy dramat? Kino gatunkowe czy eksperymenty? Może Twoja odpowiedź pomoże komuś w przyszłym roku uniknąć popadnięcia w klisze.

Nie mam instynktownej odpowiedzi, zresztą byłoby dziwne, gdyby nagle dwieście osób w Polsce w różnym wieku z różnym doświadczeniem…

Oczywiście, ale żaden z medialnych w ostatnim czasie tematów nie zyskał wyraźnej  reprezentacji w zgłoszonych tytułach? Wojna w Ukrainie? Pandemia? Kryzys gospodarczy?

Wojna w Ukrainie na pewno, podobnie COVID, bardziej w zeszłym roku, ale w tym również.

(cisza)

Muszę uważać na słowa, bo mamy tu do czynienia z wydarzeniem, które słusznie nas oburza, porusza i wobec którego chcemy zabrać głos. Natomiast miałem wrażenie, że wiele spośród filmów na „dyżurne” tematy – covidowe czy związane z wojną – stanowi kino interwencyjne, reportażowe. Zrealizowane z potrzeby serca, szlachetne, o czym mówię bez cienia ironii, ale spychające aspekt artystyczny na drugi plan. Jest jeszcze inne ryzyko – realizując film na nośny temat, trzeba mieć świadomość, że konkurencja nie śpi, a skrzynka mailowa festiwalu będzie pękać w szwach od filmów zbliżonych do siebie formalnie i tematycznie. Na tym tle naprawdę trudno się wyróżnić… Pokusa, by traktować twórców krótkich metraży jako siły szybkiego reagowania na to, czym żyje świat, to w ogóle ciekawa sprawa. Organizator jednego z popularnych festiwali tematycznych powiedział mi ostatnio, że ceni shorty, bo kręci się je dużo krócej niż pełne metraże i dzięki temu można łatwiej odnieść się w nich do czegoś, co bulwersuje, dotyka, wzbudza gniew. Zgoda, ale jest też druga strona medalu. Robiąc film w takich warunkach, czasem łatwiej potknąć się o pośpiech lub brak doświadczenia. To pewnie nie przypadek, że najlepszy, moim zdaniem, film krótkometrażowy dotykający jakoś wojny w Ukrainie zrealizował w ostatnim czasie – razem z Anastasią Solonevich – Damian Kocur, czyli reżyser, który ma już spore doświadczenie i wiele udanych shortów na koncie.

As it was
„As it was”, reż. Anastasia Solonevich i Damian Kocur

Skoro już wywołałeś pierwszy tytuł, to przejdźmy do programu. Na tegoroczną Shortlistę składa się kilka animacji. Co to za projekty?

Sporo wywodzi się z Łódzkiej Szkoły Filmowej, co nie jest przypadkiem, bo ich animacje od dawna słyną z wysokiego poziomu i nie bez powodu regularnie kwalifikują się do Cannes. Ale są też dzieła twórców, a właściwie głównie twórczyń, z innych ośrodków, w jakimś sensie mniej oczywistych. Kilka interesujących propozycji zgłosiła między innymi ASP w Krakowie. Wybrałem spośród nich na przykład film Der Atem, który jest szalenie odważną propozycją. Młoda twórczyni bierze się za Thomasa Bernharda, którego traktuje jak Wergiliusza oprowadzającego ją po swoistym limbo między życiem a śmiercią. Kiedy mówiłem o eksperymentach, miałem na myśli między innymi ten film.

Z tej samej uczelni przywędrowała do nas zupełnie inna propozycja, która też zrobiła na mnie wrażenie – hybryda dokumentalno-animowana Świt Anny Skoczeń. Lubię tego rodzaju kino, bo wychodzę z założenia, że ścisłe podziały gatunkowe należy odstawić do lamusa; organizatorzy festiwalu Millennium Docs Against Gravity lata temu nauczyli mnie, że tradycyjne rozróżnienie na dokument i na fabułę nie ma sensu. Najciekawsze filmy dokumentalne stosują techniki narracyjne rodem z kina gatunkowego czy też – jak wspomniany Świt – łączą się z animacją.

To chyba też skutek kryzysu dokumentu, spowodowanego taśmową produkcją głów gadających na ważne tematy za pieniądze serwisów streamingowych. Chyba faktycznie potrzeba zmiany w myśleniu.

Pełna zgoda. Mam nadzieję, że tegoroczna Shortlista pokazuje – że jest inny kierunek, którym można i warto podążać.

Przejdźmy zatem do fabuł. Pozycją, która zaskoczyła mnie chyba najbardziej jest Alkibiades Roberta Kwilmana. Takie kino w Polsce zdarza się bardzo rzadko, by nie powiedzieć, że się go już nie kręci – naukowe, oparte o filozoficzny dialog. To nie jest film idealny, ale gdyby Krzysztof Zanussi takie kręcił na starość, to nikt nie miałby do niego pretensji.

W tym filmie rzeczywiście jest coś ponadczasowego. Gdyby w czołówce pojawiła się informacja, że powstał we Wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych w roku 1973, dalibyśmy się nabrać bez trudu. W tym przypadku to bynajmniej nie wada, tylko świadectwo uniwersalności i odwagi, bo – jak mówisz – takich filmów się dzisiaj nie robi. Pytanie: dlaczego? Może nie docenia się widza i wychodzi z założenia, że jeśli ktoś zrobi film, którego akcja rozgrywa się w środowisku studentów filozofii, popełni artystyczne harakiri, bo ludzie będą mieli gdzieś bohaterów, którzy, o zgrozo, mogą wydać się mądrzejsi od nich? Wierzę, że to nie jest prawda, a wrocławska publiczność doceni Alkibiadesa.

Zresztą to film wyreżyserowany na tyle sprytnie, że z jednej strony jest pełen erudycji, a z drugiej strony działa na poziomie podstawowym, zawiera wyrazisty konflikt pomiędzy dziewczyną zdeterminowaną, by utrzymać się na studiach, a otoczeniem, które jej to uniemożliwia.

I nie jest przy tym pozbawiony humoru, to wszak kuriozalny punkt wyjścia – historia konserwatywki, która stara się o miejsce na zajęciach wymarzonego, karykaturalnie przedstawionego profesora, „masakrując” przy tym liberalną feministkę. Bardzo ciekawy projekt.

Tak, i bardzo subtelnie porusza tematykę klasową, a tego w polskim kinie nigdy za wiele.

W programie znalazło się także miejsce dla polskiego giallo prosto z Cannes – Krokodyla Dawida Bodzaka. Możesz opowiedzieć więcej o tym tytule?

Właściwie nie muszę. Hasło „polskie giallo prosto z Cannes” samo w sobie rozpala wyobraźnię. Krokodyl to film mocno nowohoryzontowy, skupiony na formie, z kakofonią kolorów, jaka naprawdę mogłaby przyprawić o zawrót głowy samego Daria Argenta.

I z bardzo ciekawą ścieżką audialną, to naprawdę bardzo dobrze zmontowany utwór.

Nieprzypadkowo akcja dzieje się w środowisku autorów muzyki współczesnej; kto się interesuje tym światem, dojrzy na ekranie choćby Teoniki Rożynek, która wystąpiła w małej roli, ale jest przede wszystkim współautorką soundtracku do filmu. A mówiąc o samej ścieżce audialnej, trzeba przyznać, że kakofonia dźwięków znajduje tu doskonałe przełożenie na kakofonię emocjonalną, jaka dominuje w relacjach między bohaterami. W tym filmie się ze sobą nie rozmawia, tam się krzyczy, oddaje się głos wewnętrznym demonom, które pozostają zupełnie pozbawione kontroli. 

Krokodyl – zupełnie jak Alkibiades – jest jednym z tych shortów, których w Polsce raczej się nie kręci. Większość z nich na tym tle wydaje się zbyt wygładzona, wykalkulowana. To pewnie wina systemu szkolnictwa. Czasem, nawet oglądając filmy, które objechały festiwale i przywiozły z nich nagrody, mam wrażenie, że zostały zrobione głównie po to, żeby twórca dostał piątkę do indeksu. Okej, można myśleć w ten sposób, droga wolna, ale można też zaszaleć jak Dawid Bodzak w Krokodylu.

Znacznie mniej tego szaleństwa formalnego jest w One Fucking Wish Piotra Jasińskiego, autora dwóch shortów w tegorocznej selekcji. Czy to nieoczywista fabuła zadecydowała zatem o dodaniu go do programu? To jedyny twórca z dwoma filmami w programie Shortlisty.

Jego dokument Wszystko w porządku, ziemniaki w żołądku był pokazywany na Warszawskim Festiwalu Filmowym, gdzie otrzymał zresztą nagrodę publiczności, ale fabuła jest mniej znana w Polsce, uznanie zdobyła głównie za granicą. One Fucking Wish to film coming of age, aczkolwiek bardzo niestandardowy ze względu na kondycję fizyczną głównego bohatera… ale może nie zdradzajmy za dużo. Imponuje mi sposób, w jaki reżyser rozwija tę historię, jak gra z naszymi oczekiwaniami, ile humoru i goryczy jest w stanie zmieścić w raptem kilkunastu minutach… Wydaje mi się, że i z tego filmu, i ze Wszystko w porządku… przebija się chęć spoglądania na rzeczywistość w sposób tragikomiczny, która jest mi bardzo bliska. Oba filmy Jasińskiego mają też w sobie lekkość, a to był, niestety, w tym roku towar mocno deficytowy.

Wszystko w porządku, ziemniaki w żołądku
„Wszystko w porządku, ziemniaki w żołądku”, reż. Piotr Jasiński

Wreszcie udało się znaleźć formę nagrody dla takich właśnie wschodzących talentów. Kto w tym roku może ubiegać się o nagrodę im. Zuzanny Jagody Kolskiej? Kto będzie wybierał zwycięzcę? I co to w ogóle za nagroda?

Powołaliśmy Jury, w którego skład w tym roku weszła pani Grażyna Błońska-Kolska, która razem ze Stowarzyszeniem Nowe Horyzonty funduje nagrodę, jedna z dyrektorek artystycznych mBank Nowe Horyzonty – Małgorzata Sadowska, oraz ja. Zgodnie z życzeniem Pani Grażyny, która od lat wspiera młodych filmowców, limit wieku laureata wynosi 30 lat.

Sądzę, że to ciekawa propozycja, która pozwoliła mi przewartościować ambicje, z jakimi przystępowałem na początku do kuratorowania Shortliście. Pamiętam, że chciałem wtedy za wszelką cenę „zwiększyć prestiż” sekcji, nadając jej rangę konkursu i w ten sposób zwiększyć szanse na to, żeby pokazywać filmy premierowo (teraz część producentów woli wysłać je na Krakowski czy Warszawski Festiwal Filmowy, a do nas wrócić w kolejnym roku). Dziś moje myślenie trochę się zmieniło. Konkursów filmowych, potęgujących atmosferę rywalizacji między twórcami, jest już tyle, że może nie warto przykładać do tego ręki i faktycznie pomóc tylko tym, którzy są na początku drogi?

To może zresztą dobry moment, żeby podzielić się refleksją, która towarzyszy mojemu myśleniu o Shortliście od jakiegoś czasu. Bardzo nie chciałbym, żeby fakt nieznalezienia się w gronie raptem 20 wyselekcjonowanych filmów był przez młodych twórców odbierany w kategoriach „porażki”. To, że w tym roku się nie udało, wcale nie znaczy, że film mi się nie podobał. Kilka tytułów odrzuciłem z ciężkim sercem, do innych miałem więcej zastrzeżeń, ale dostrzegłem u twórców i twórczyń spory potencjał, zapisałem w pamięci ich nazwiska i wierzę, że w przyszłości zaproszę ich do Shortlisty. Myślę, że warto o tym mówić,  bo atakująca nas zewsząd presja, by być najlepszym i pokonać konkurencję, jest toksyczna i wyniszczająca. Jestem jej przeciwnikiem i – wracając do twojego pytania o Spallettiego – pod tym względem chciałbym chyba być trochę jak trener z serialu Ted Lasso, tylko – miejmy nadzieję – z nieco lepszą stylówą.

Czy macie jakieś możliwości promocyjne? Angażujecie się w pomoc twórcom shortów, w zwiększeniu dostępności do krótkich metraży? Na ten brak platformy narzekał m.in. Damian Kocur w niedawnym wywiadzie dla Pełnej Sali. Może w przyszłości znalazłoby się miejsce dla filmów wyświetlanych w ramach Shortlisty, w bazie serwisu Nowe Horyzonty VOD?

To pytanie, które zadałem w Stowarzyszeniu Nowe Horyzonty jakiś czas temu. Szanse są, będę wracał do tematu, bo byłby to kolejny krok w stronę zbudowania wokół Shortlisty pewnej wspólnoty. Bardzo mi na tym zależy, bo naprawdę lubię twórców, którzy do nas przyjeżdżają, staram się być z nimi w kontakcie, kibicować dalszemu rozwojowi karier. Przy okazji staram się też wsłuchiwać w ich głos o tym, jakie są środowiskowe problemy, pytania i nadzieje. Luźne rozmowy z kilkorgiem twórców skłoniły mnie do wniosku, że przydałaby się w branży możliwie szeroko zakrojona rozmowa o tożsamości filmu krótkometrażowego i o tym, jak zwiększyć zainteresowanie tą formą wyrazu ze strony widzów, krytyków, producentów oraz przedstawicieli stacji telewizyjnych i platform streamingowych. Bardzo się cieszę, że porozmawiamy o tym podczas Nowych Horyzontów i zapraszam wszystkich w niedzielę 23 lipca do Klubokawiarni Recepcja na współorganizowaną przez Pełną Salę debatę pod tytułem Po co komu shorty?.

Gdybyś dostał od SNH polecenie wybrania kilku shortów z ostatnich edycji, w celu dodania ich na VOD, to które by to były?

Ciekawe, bo życie wyprzedziło trochę twoje pytanie. Odezwało się do mnie kino z Lille specjalizujące się w pokazywaniu krótkich metraży. Lille jest miastem partnerskim Wrocławia, w tym roku przypada dziesiąta rocznica współpracy i z tej okazji zaproszono mnie do ułożenia shortlistowego „the best of” z ostatnich trzech lat, które zostanie zaprezentowane we Francji w październiku. Nie wiem, na ile mogę mówić w tej chwili o konkretach, ale chciałem, żeby zestaw był możliwie różnorodny, więc znalazły się w nim fabuły (w tym bodaj najczęściej nagradzany film tego roku), filmy eksperymentalne, no i oczywiście animowany dokument.

Czyli poza jakością czymś się jeszcze przy wyborze kierujesz…

Pokazywałem już między innymi takie filmy jak Ja i moja gruba dupa, Sperm Obsession i Gruby melon, więc pół żartem, pół serio, wychodzi na to, że szanse na znalezienie się w Shortliście znacząco zwiększa wymyślenie absurdalnego tytułu.

Michał Konarski
Michał Konarski