Zawód: kobieta – recenzja filmu „Wciąż pracujemy od dziewiątej do piątej” – WFF

Kto z nas nie pamięta legendarnego filmu Od dziewiątej do piątej z 1980 w reżyserii Colina Higginsa z czołówkowym przebojem Dolly Parton (nominowanym do Oscara) pod tym samym tytułem? Reżyserka seriali telewizyjnych i dokumentalnych, Camille Hardman, wzięła pod lupę tytuł mierzący się jako jeden z pierwszych w mainstreamie z seksizmem, nierównościami płacowymi czy molestowaniem w miejscu pracy, jednocześnie sprawdzając, czy ponad czterdzieści lat później kobiety dalej fantazjują o zabiciu swoich szefów.

Dokument Hardman jest przede wszystkim kawałkiem solidnego rzemiosła. Poznajemy kulisy powstania filmu – od pomysłu i scenariuszowych potyczek, przez dobór obsady, po samą produkcję, która mimo uwag krytyków, zawładnęła sercami publiczności. Przez gąszcz ciekawostek przebija się cały czas główna idea – nadanie kobietom podmiotowości w męskim świecie, odczarowanie mitu pracownic biurowych (i nie tylko), zwrócenie uwagi na ciągle zamiatane pod dywan problemy trawiące amerykańskie społeczeństwo. Reżyserka świetnie wyważyła proporcje, część sceny oddając Jane Fondzie, Lily Tomlin i Dolly Parton, a część wrzucając w socjologiczny i ekonomiczny kontekst Stanów Zjednoczonych, przyglądając się ruchom, które narodziły się w kolejnych latach.

Sentymentalnego smaku nadają oczywiście wypowiedzi gwiazd kultowego obrazu: dotyczące ich oczekiwań, obaw, ale przede wszystkim przypominające o komediowym ładunku całości. Wybór dowcipów przemycających ważkie treści nie mógł być przecież przypadkowy czy popadać w infantylizm. Praca nad gagami była zatem niezwykle trudna, zważywszy, że nad scenariuszem spotykały się osoby o innym poczuciu humoru i wrażliwości, co nierzadko prowadziło do zgrzytów. Nigdy nie było zaś najmniejszych wątpliwości co do obsady. Jane Fonda w 1980 roku miała już silnie ugruntowaną pozycję w kinie, za sprawą takich tytułów, jak chociażby Kasia Ballou (1965) Elliota Silversteina, Klute (1971) Alana J. Pakuli czy Czyż nie dobija się koni (1969) i Elektrycznego jeźdźca Sydneya Pollacka (1979). Lily Tomlin znana była z kultowego Nashville (1975) Roberta Altmana i swojego stand-upowego talentu. Dla Dolly Parton Od dziewiątej do piątej był ekranowym debiutem, z czego żartowała, że w przypadku jego klapy, nie zaszkodzi jej aktorskiej karierze – w przeciwieństwie do koleżanek z planu. Podobno zgodziła się zagrać w filmie tylko pod warunkiem, że będzie mogła napisać i zaśpiewać tytułową piosenkę, co jak wiemy zakończyło się nad wyraz pomyślnie.

Hardman nie zapomina też o niezbyt udanym przeniesieniu formatu kinowego na telewizyjny, w postaci produkcji emitowanej aż sześć lat, w której występowała między innymi Rita Moreno. Wynikało to z rosnącej popularności seriali oraz ich dostępności dla pracujących kobiet, będących bądź co bądź główną grupą docelową filmu. Większość z nich, z powodu obowiązków rodzinnych nie mogła pozwolić sobie na wyjście do kina – a stojący w salonie odbiornik umożliwiał łączenie przyjemnego z pożytecznym, jak chociażby oglądania w trakcie prasowania: wilk syty i owca cała – rodzina czysta i nakarmiona, a żona ukulturalniona bez wychodzenia z domu. Niestety z powodu specyfiki pełnometrażowej produkcji, jej rozpisanie na odcinki zmusiło do fabularnych kompromisów, obdzierających obraz z jego pierwotnej siły, stawiając przede wszystkim na rozrywkę – miejscami banalną i mało wyszukaną. Niespodzianką zaś okazała się popularność adaptacji teatralnych, pozostających w pierwotnym sznycie, aktualizowanych z duchem czasu, w których występowała chociażby Allison Janney.

Dokument Hardman nie miałby jednak mocy, gdyby opierał się tylko na popularności dzieła Higginsa. Reżyserka zgrabnie osadziła go na tle współczesnych realiów oraz czynników, które je ukształtowały. Trochę tu śmiechu przez łzy, jak w przypadku wypowiedzi przeciwników równouprawnienia, dumnych ze swego szowinizmu, przypominających, że miejsce kobiet jest w domu, przy desce do krojenia warzyw. Bawią też szalenie słowa przeciwniczek feminizmu, przypominające głosy z naszego podwórka, krytykujące ruch emancypacyjny za rzekome zabranie kobietom ich kobiecości, „zmuszanie” do noszenia spodni, jednocześnie przyznające rację w kwestii równości płac. Choć w kontekście walki o uznanie poprawki do konstytucji dotyczącej równych praw (ERA) nie jest to już tak zabawne. Nie mogło zabraknąć też odniesienia do jednego z największych społecznych ruchów ostatnich dekad, czyli #MeToo, który dał głos ofiarom molestowania seksualnego. W kontekście Od dziewiątej do piątej i szefa Franklina Harta, Jr. (Dabney Coleman) wpatrującego się bezustannie w biust swojej sekretarki (Dolly Parton) i składającego jej jednoznaczne propozycje, mimo wyraźnego braku zainteresowania z jej strony, widać od jak dawna temat ten parował pod pokrywką Hollywood. Wisienkę na torcie stanowią tu przebitki ze słowami Harveya Weinsteina, czującego zagrożenie z rosnącej świadomości kobiet i coraz większej gotowości do mówienia „nie”. Brakuje jednak odniesień do dzisiejszej sytuacji na rynku pracy: umów śmieciowych, samozatrudnienia, katorżniczego niewolnictwa w fabrykach czy gigantach pokroju Amazona. Wydawać by się bowiem mogło, że dzisiejsza, ponowoczesna rzeczywistość, pełna świadomości, nauki, rozwoju wartości demokratycznych, pozwoli zatrzymać krwiożerczy wyzysk kapitalistów, a nie otwierać przed nim kolejne, szczególnie prawne drzwi.

Wciąż pracujemy od dziewiątej do piątej
Tytuł oryginalny:
Still Working 9 to 5

Rok: 2022

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: Camille Hardman

Występują: Jane Fonda, Lily Tomlin, Dolly Parton, Allison Janney, Rita Moreno

Ocena: 3,5/5

3,5/5
Agnieszka Pilacińska
Agnieszka Pilacińska