Wyzwolenie – recenzja filmu „Ulbolsyn” – Tallinn Black Nights

Wyzwolenie – recenzja filmu „Ulbolsyn” – Tallinn Black Nights

Adilchan Jerżanow od dawna jest jednym z ulubionych reżyserów naszej redakcji. Kazach już od niemal dekady zabiera nas do wsi Karatas, by tam, łącząc humor i groteskę z brudem godnym Smarzowskiego, odmalowywać jedyny w swoim rodzaju obraz postsowieckiego Kazachstanu. W ostatnim czasie znacząco przyśpieszył tempo produkcji i od 2018 roku realizuje dwa filmy rocznie. Wychodzi mu to z mieszanym efektem, bo zarówno zeszłoroczna Walka Atbaia, jak i pokazywany w tegorocznym konkursie Orizzonti Żółty kot były dużymi zawodami. Jednak nic nie jest stracone Ulbolsyn pokazała, że w tym twórcy wciąż drzemie olbrzymi potencjał.

Tytułowa Ulbolsyn (znana z Walki Atbaia Asel Sadvakasova) to dwudziestoparolatka mieszkająca na co dzień w Ałmatach, gdzie pracuje jako modelka. Do Karatas powraca po wieloletniej nieobecności po to by ewakuować z tego „końca świata” swoją szesnastoletnią siostrę Azhar, której chce zapewnić zagraniczną edukację i lepszą przyszłość. To jednak okazuje się nie takie proste. Ulbolsyn nie tylko zderza się z biurokratycznym murem, ale także staje się ofiarą slut-shamingu* ze względu na swój występ w telewizyjnej reklamie szamponu, tradycyjnej społeczności nie sposób wytłumaczyć, że wrażenie jakby była naga, to jedynie efekt sprytnego kadrowania.  

Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy czarny drogi samochód porywa Azhar, a policja nie wydaje się tym uprowadzeniem specjalnie przejmować. Po interwencji zaprzyjaźnionego z Ulbosyn oddziału SWAT (bo czemu by nie) sprawa częściowo się rozwiązuje, ale to dopiero początek kłopotów naszych bohaterek. Rozwiązanie ich będzie wymagało walki z patriarchalnym społeczeństwem, otoczonym kultem uzdrowicielem i całym męskim rodem.

Skupiony do tej pory głównie na postaciach męskich Jerżanow w Ulbolsyn udowadnia, że powinien częściej dawać pierwszy plan bohaterkom. Wszak jego najlepszy film, czyli Łagodna obojętność świata także na pierwszym planie stawiał postać żeńską. Jak zwykle u tego twórcy nie brakuje nawiązań do poprzednich filmów, chociażby czerwona suknia Saltanat z Łagodnej obojętności świata zmieniła się w czerwoną kurtkę puchową (akcja Ulbolsyn dzieje się zimą).

*slut-shaming: «działania mające na celu poniżenie, zawstydzenie lub ośmieszenie kobiety w związku z jej faktyczną lub rzekomą aktywnością seksualną, wymierzone zwłaszcza przeciwko kobietom o wyzywającym sposobie zachowania, stroju, makijażu itp.» żródło: Obserwatorium Językowe UW

Gatunkowy marsz w kierunku czegoś między westernem, a feministycznym kinem zemsty okazał się pełnym sukcesem, Ulbolsyn to film świeży, który pozwala odzyskać wiarę w Jerżanowa i będzie powodował w was liczne wybuchy śmiechu przemieszanego z przerażeniem. Bo przecież w tym szaleństwie jest ziarno prawdy, a patriarchat i mizoginia na postsowieckiej prowincji (i nie tylko) wciąż pozostają na porządku dziennym.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Ulbolsyn

Tytuł oryginalny: „Ulbolsyn”

Rok: 2020

Gatunek: komedia, groteska, western, kino zemsty

Kraj produkcji: Kazachstan

Reżyseria: Adilchan Jerżanow

Występują: Assel Sadvakassova, Dinara Sagi, Yerbolat Alkozha i inni

Ocena: 3,5/5