Urodzony o brzasku – recenzja filmu „The Dawn Wall”

Urodzony o brzasku – recenzja filmu „The Dawn Wall”

Filmy survivalowe to popularna gałąź kina. Liczne grono stanowią opowieści o tragicznych w konsekwencjach przygodach w górach. Ale są wyjątki od tej reguły. “The Dawn Wall” to dramat pokrzepiający serce, który wydarzył się naprawdę, a jego bohater, niepozorny Tommy Caldwell, mógłby zarazić hartem ducha niejednego powątpiewającego w swoje siły człowieka.

„The Dawn Wall” to dokument, w którym pobrzmiewają echa fińskiego „Nurkowania w nieznane”. Film zgrabnie łączy kwintesencję braterstwa i ogromne wyzwanie z wolą przetrwania znaną ze „127 godzin” czy z „Czekając na Joe”, lecz wyzbyty jest ciężaru emocjonalnego tego ostatniego. Tu dla odmiany doświadczenie wspinania się na szczyty wręcz uwzniośla.

Przekraczanie granic nie musi być celem samym w sobie, bo często same okoliczności mają w tym swój swój udział. Tommy od młodzieńczych lat wspinał się za namową swego taty – a była to droga usłana bólem, wynikającym z pokonywania ograniczeń ciała i ducha. Nauczyło go to pokory. Zajęcie, które stało mu się tak bliskie, pozwoliło potem wytrwać najtrudniejsze chwile, jak sytuacja zagrożenia życia – przeżycie, które go wzmocniło, ale jednocześnie zmieniło całkowicie. Co bohater pocznie, kiedy dodatkowo wszystko zacznie wskazywać na koniec kariery, a żeby tego było mało – nadejdzie kryzys małżeński?

Na jego drodze życiowej pojawiają się osoby, z którymi protagonista dzieli swoje wielkie hobby. Na początku wspiera go ojciec – jego autorytet, niegdyś kulturysta, symbol męskości. Wkrótce spotyka Beth – bratnią duszę, również wkładającą całe serce w pokonywanie tras zwanych „wielkowyciągówkami”. Jako nastolatek zakochuje się bez opamiętania w dziewczynie, którą ujął „jego głupkowaty uśmiech” i przez kolejne 10 lat planują wspólne wyprawy. Ale nic co dobre, nie może trwać wiecznie. Podczas ich pierwszej zagranicznej wyprawy ma miejsce mrożąca krew w żyłach przygoda w kirgiskich górach, gdy zostają wciągnięci w centrum konfliktu wojennego. Ekstremalnie niebezpieczna sytuacja, z której para zakochanych uchodzi cało, utrudnia podtrzymywanie więzi, rodzi napięcia i tylko sprzyja oddalaniu się od siebie dwójki młodych jeszcze ludzi pogrążonych w traumie. Dla Tommy’ego sposobem na radzenie sobie z bólem jest stawianie sobie kolejnych wyzwań. „W Kirgistanie zrozumiałem, że granice, w które wierzyłem, nie istnieją”. Jest w tym niepowstrzymany i nad wyraz szalony, coraz wyżej ustawia poprzeczkę, pokonuje kolejne szlaki wcześniej postrzegane jako niezdobyte. Tak się w tym zatraca, że odkłada w nieskończoność życie osobiste, a to nie zwiastuje nic dobrego.

15 lat później dochodzi do nieuniknionego – Tommy jest samotny jak nigdy. Wtedy też zaczyna snuć wielkie marzenie o zdobyciu Ściany Brzasku – połaci granitowego monolitu, na którym wschodzące słońce roztacza pierwsze promienie na formacji skalnej El Capitan. Skrupulatny plan przedsięwzięcia dorównuje wyczynom linoskoczka przechadzającego się między wieżami WTC w “Człowieku na linie”. Jednak do realizacji tak monumentalnego projektu potrzebuje partnera, na którym mógłby polegać. Pokonanie ekstremalnie trudnej – nawet dla wprawionego wspinacza – trasy pochłania bez reszty myśli bohatera. Kiedy pogrąża się w dotkliwym odosobnieniu, nagle na ochotnika zgłasza się do niego Kevin Jorgeson, nieobeznany jeszcze ze wspinaczką wielkościanową. Wdrapywał się do tej pory na niewysokie głazy, tak zwany „bouldering”. W końcu obaj lądują co roku przez 7 lat w dolinie Yosemite, aby razem wytrwale podejmować próby przejścia niezdobytego dotąd szlaku, który poznają dość instynktownie jako pionierzy. W tym czasie rodzi się braterstwo między mężczyznami, które z biegiem czasu nasila się.

Zafascynowało mnie, że „The Dawn Wall” jest przede wszystkim historią o człowieczeństwie. Owszem – o wielkiej pasji, graniczącej również z obsesją. Jednak to co zapamiętam, to samozaparcie Caldwella i potrzeba dzielenia się swoim sukcesem. Główny bohater twierdzi, że bez tego by się załamał. Tommy zaraża Kevina swoim entuzjazmem, „jasną wizją przedsięwzięcia” i wiarą w niemożliwe, co tylko napędza jego kolegę do działania i wzbudza jego zaufanie. „Śmiało, Kevin” – usłyszy Kalifornijczyk dorastający w równinnej krainie wina, Santa Rosa. Przyjdzie nam przekonać się, jakie cuda jest w stanie zdziałać wiara w drugiego człowieka.

Film w kluczowym momencie decydującej wyprawy dostarcza dawki napięcia niczym rasowy thriller, a emocje sięgają zenitu. Warunki są trudne: brak przyzwoitych posiłków, odpowiedniej ilości wody, doskwiera zła jakość snu. Mija trzecia doba, odkąd pobratymcy utknęli na wyciągu zwanym Trawersem – najtrudniejszej części w górnej partii tej 900-metrowej układanki. Przejście poziomego odcinka wymaga lat doświadczenia i wiary w cel, której najwyraźniej brakuje jednemu z kompanów, ale przewodnik tej wycieczki zadecydował – razem albo wcale. Zasady tej gry są przekazywane przez twórców przejrzyście i bez zbędnych detali.

„Napieramy”, zachowując odpowiednie tempo – potwierdzają zgodnie śmiałkowie. Należy się niesamowicie rozciągnąć, aby uchwycić się w odpowiedni sposób gładkiej, pionowej ściany, a niebagatelną rolę odgrywa tu koordynacja ruchów. Dowiadujemy się nawet, jakiej kombinacji chwytów i stawiania stóp to wymaga. A potem Kevin ku zaskoczeniu wszystkich wykonuje zapadający w pamięć, dynamiczny przechwyt nad idealnie gładkim odcinkiem granitu, Dyno.

Jedyny zarzut mam do scen w iście amerykańskim stylu tuż przed napisami, nie wnoszących już żadnego ładunku emocjonalnego. Obiektyw kamery skacze kolejno po rozluźnionych twarzach znanych dobrze postaci, natrętnie uświadamiając: „Już wszystko w porządku”. Mało satysfakcjonująca końcówka nie psuje jednak ogólnego wrażenia.

Wspaniałe są kadry ukazujące zmagania niepokonanej dwójki ryzykantów. Dostarczane odczucia są namacalne. Chropowata powierzchnia ściany tnie niemiłosiernie opuszki szukające oparcia w szczelinach i krawędziach, raniąc raz po raz do krwi palce. Mięśnie pobolewają od nieustannego spinania się, gdy ciało usilnie przywiera do ściany, unikając ześlizgnięcia. Można długo z nieopanowaną fascynacją przyglądać się precyzji ruchów wspinaczy, czerpiąc inspirację do przełamywania własnych barier czy traktując to jako zachętę do doświadczania trudności, które tylko przybliżają do upragnionego celu – przesuwając granicę bólu. W końcu „jesteśmy w stanie znieść o wiele więcej, co wcześniej nawet nie przeszłoby nam przez myśl”, o czym przekonuje nas dobitnie swoją postawą Tommy.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
the_dawn_wall

The Dawn Wall

Rok: 2017

Gatunek: dokument, biograficzny

Kraj produkcji: Australia

Reżyser: Josh Lowell, Peter Mortimer

Występują: John Branch, Tommy Caldwell, Kevin Jorgeson i inni

Dystrybucja: 9th Plan

Ocena: 4/5