21st Century Women – recenzja filmu „Święta Frances” – AFF

21st Century Women – recenzja filmu „Święta Frances” – AFF

Jak co roku na American Film Festival, sekcja Spectrum pełna jest niezależnych produkcji odległych od mainstreamu, czy to estetycznie, czy tematycznie. Zwyciężczynią tegorocznego konkursu okazała się doceniona przez publiczność na festiwalu SXSW „Święta Frances” w reżyserii Alexa Thompsona.

Bridget (w tej roli Kelly O’Sullivan, autorka scenariusza) ma 34 lata, pracuje jako kelnerka i, niczym tytułowa Frances Ha z filmu Noaha Baumbacha, nie znalazła jeszcze swojego miejsca w świecie. W jej życiu pojawiają się jednak dwie okoliczności mogące wzbogacić nieciekawą codzienność; pierwsza to spotkanie Jace’a, kolegi po fachu, który wydaje się dobrym kandydatem na partnera w poważnym związku; druga – polecona przez przyjaciółkę posada niani dla sześciolatki imieniem Frances.

Już otwierająca scena, w której Bridget prowadzi niezbyt podnoszącą na duchu rozmowę na temat swojej sytuacji życiowej, wyraźnie sygnalizuje lekką tonację opowieści. Dialogi skrzą się błyskotliwym humorem, a dzięki naturalnej chemii między bohaterkami seans „Świętej Frances” to naprawdę przyjemnie spędzony czas. Twórcy dbają jednak, żeby komediowy płaszczyk nie zakrywał podejmowanych przez nich poważnych tematów, przede wszystkim rodzicielstwa i życiowego zagubienia. Wiele żartów jest tu więc podszytych smutkiem, może nawet bezradnością. Bodaj największy atut filmu to właśnie wyjątkowo sprawne połączenie powagi tego, o czym się mówi, z lekkością sposobu mówienia. Koniec końców, Thompson i O’Sullivan oferują swojej widowni mnóstwo śmiechu, trochę wzruszeń i sporo refleksji.

Choć trudno o dzieła bardziej odległe od siebie estetycznie, „Święta Frances” ma coś wspólnego z „Portretem kobiety w ogniu” Céline Sciammy. Oba to bowiem opowieści o kobiecej wspólnocie, polemizujące z kulturowo zakorzenionymi przekonaniami, otwarte na podejmowanie (wyznaczonych przecież przez mężczyzn) tematów tabu. Chociażby okres bohaterki – pojawiający się już w drugiej scenie filmu i wielokrotnie powracający w trakcie, stanowiący swoisty leitmotiv opowieści – ukazany zostaje jako normalne, choć uciążliwe, zjawisko fizjologiczne, bez brzemienia dyskrecji czy wstydu, którym jest kulturowo obarczony (ten wątek ładnie rymuje się z pamiętną sceną o miesiączce z „Kobiet i XX wieku” Mike’a Millsa). Warto zaznaczyć, że także ekranowi mężczyźni, a przynajmniej Jace, który zalicza na początku filmu bardzo bliski kontakt z krwią menstruacyjną, nie tkwią tu w umysłowym średniowieczu i są wobec kobiet zwyczajnie fair. Aż miło oglądać.

W jednej ze scen Bridget tłumaczy podopiecznej, że patriarchat jest wtedy, gdy mężczyźni mówią kobietom, co te mają robić, a one muszą się podporządkować. „Święta Frances” traktuje nie tyle o samym patriarchacie, co o jego współczesnym pokłosiu, które dla niektórych może być niezauważalne, ale wciąż tkwi głęboko w naszej mentalności. Najlepiej świadczy o tym (przezabawna zresztą) scena, w której matkę karmiącą piersią na placu zabaw strofuje inna kobieta. W odpowiedzi jednak, zamiast schowania głowy w piasek, napotyka postawę buntowniczą, ponadto dowiaduje się zgodnie z prawdą, że dziecko wychowują dwie mamy, na co reaguje ze skrywaną, acz widoczną odrazą. Jakże to aktualne w progresywnym społeczeństwie zachodnim XXI wieku, w którym uprzedzenia coraz częściej pozornie znikają, ale wciąż istnieją w zbiorowej świadomości.

Ostatecznie, film Thompsona i O’Sullivan, choć realizacyjnie zaledwie poprawny, świetnie się sprawdza na kilku poziomach: po pierwsze – jako opowieść o zmagającej się z własnym życiem bohaterce; po drugie – piękny akt wiary w świat podążający w kierunku otwartości, szacunku i tolerancji; wreszcie po trzecie – po prostu kawał dobrej zabawy!

Jędrzej Sławnikowski
Jędrzej Sławnikowski
Święta Frances plakat

Święta Frances

Tytuł oryginalny: „Saint Frances”

Rok: 2019

Gatunek: komediodramat

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Alex Thompson

Występują: Kelly O’Sullivan, Charin Alvarez, Ramona Edith Williams i inni

Ocena: 3,5/5