Miłość nie widzi barier – recenzja filmu „Blask”

Miłość nie widzi barier – recenzja filmu „Blask”

Chociaż czasy mistrzów takich jak Ozu czy Kurosawa minęły bezpowrotnie, kino japońskie zdaje się nie wychodzić z mody. Zwłaszcza jeśli mówimy o obsadzie konkursów podczas najważniejszych światowych festiwali. Nie chodzi tu jedynie o egzotykę, jakiej niewątpliwie dodają repertuarowi propozycje z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale przede wszystkim o jakość, którą są w stanie zagwarantować czołowi reprezentanci kinematografii Dalekiego Wschodu. Podczas zeszłorocznej walki o Złotą Palmę w Cannes również takiego przedstawiciela nie zabrakło, a był nim „Blask” w reżyserii Naomi Kawase, od tygodnia grany w polskich kinach.

Film ten jest historią młodej dziewczyny – Misako (Ayame Misaki) – zawodowo zajmującej się przygotowywaniem audiodeskrypcji do filmów. Towarzyszymy jej podczas próbnych odczytów przygotowanych treści, na których gośćmi są niewidome osoby, wyrażające zdanie o stworzonych  wersjach opisów. Wśród chorych znajduje się Masaya (Masatoshi Nagase), mężczyzna wzbudzający szczególną uwagę od samego początku, gdyż przepełniony jest wyraźnym żalem i goryczą. Chociaż relacje pary bohaterów zaczynają się od wzajemnej niechęci, z czasem zaczyna się między nimi rodzić uczucie.

Podobnie jak w swoim ostatnim dziele Japonka skupia się na pokazaniu niepełnosprawności jako czynnika społecznego wykluczenia, które, mimo oczywistej kurtuazji i głośnych deklaracji na temat wsparcia dla osób chorych, jest olbrzymim problemem we współczesnej Japonii. Bohaterką „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli” była trędowata kobieta, marząca o gotowaniu dla ludzi. Mimo niezwykłego talentu i zapału musiała ona ukrywać swą chorobę przed pracodawcą, a gdy wyszła ona na jaw, stała się dla niego olbrzymim problemem. W “Blasku” sytuacja Masayi, będącego przed utratą wzroku wziętym fotografem, jest więc bardzo podobna. Różnicą jest to, że on zamiast społecznego mandatu do wykonywania swej pracy traci jakąkolwiek użyteczność. Musi na nowo znaleźć swoje miejsce w przytłaczającym go świecie, w którym nie jest nikomu potrzebny. Obserwujemy wykonywanie codziennych czynności, urastających do rangi poważnych wyzwań i męską dumę ulegającą narastającej bezradności.

Tytuł najnowszego obrazu Kawase zdaje się celowym odwołaniem nie tyle do treści, ile do samej stylistyki dzieła. Niczym Andrzej Jakimowski w fenomenalnym „Imagine”, również odnoszącym się do tematu utraty wzroku, Japonka stara się uchwycić jak najwięcej światła, barw czy piękna natury. Kamera wędruje z nami po lasach, gdzie promienie słońca czule muskają korony drzew, czy po plaży, gdzie spienione fale rozbijają się o brzeg. Wszystko to ma swój cel. Rozbudza w nas tęsknotę i pokazuje raj utracony bohatera, który niegdyś swoją wrażliwość w patrzeniu na świat potrafił przekuć na wybitne zdjęcia.

Kolejne wersje przygotowanej przez Misako audiodeskrypcji są głośno omawiane przez gremium konsultantów. Debaty te nie służą jedynie poznaniu bohaterów, ale stanowią wartościową dyskusję o dopuszczalnej ingerencji w sztukę. Zaczynamy się zastanawiać, kiedy zbyt złożony opis drugiego planu czy konkretnego przedmiotu zaczyna popadać w nadinterpretację utworu. O ile można sobie pozwolić, przy przekazywaniu widzianego obrazu w treść? Czy można opisać mnogość emocji, które oddaje twarz aktora? Czy w ogóle warto próbować? Każda z tych rozmów czyni film autotematyczną rozprawą na temat przekazu dzieła audiowizualnego, a wszystkie jako całość stanowią najciekawszą część obrazu Naomi Kawase.

Chociaż „Blask” porusza wiele ważnych tematów, nie należy zapominać, że wciąż jest przede wszystkim melodramatem, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie jest więc pozbawiony pewnej romantycznej naiwności, czy tanich chwytów, mających na celu wywołanie łez u widza, budząc w nim współczucie dla położenia bohaterów. Jednocześnie trudna miłość młodej dziewczyny i tracącego wzrok mężczyzny po przejściach wcale nie jest tematem banalnym czy oklepanym, więc film z pewnością powinien znaleźć swoich amatorów. Zwłaszcza w sezonie walentynkowym, w którym stanowi ciekawą alternatywę dla wątpliwej jakości komedii romantycznych.

Naomi Kawase po raz kolejny udowadnia, że mimo azjatyckiego pochodzenia tworzy dzieła zbliżone estetyką i wymową do europejskiego kina środka. Z pewnością historia opowiedziana w „Blasku” jest uniwersalna, a sam sposób jej sportretowania nie odbiega od dobrze nam znanych dzieł festiwalowych twórców z naszego kontynentu czy nawet polskich niezależnych dramatów. Bez cienia wątpliwości Japonka zaserwowała nam film wysmakowany wizualnie i wartościowy, chociaż mam wrażenie, że zdecydowanie zbyt bezpieczny i wyważony, by został w naszej głowie na długo po seansie.



Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Blask Plakat

Blask


Rok: 2017

Gatunek: Melodramat

Reżyser: Naomi Kawase

Występują: Ayame Misaki, Masatoshi Nagase, Tatsuya Fuji i inni

Ocena: 3,5/5