Też jestem czyjąś córką – recenzja filmu „Rose gra Julie” – NH/AFF

Też jestem czyjąś córką – recenzja filmu „Rose gra Julie” – NH/AFF

Historie o ludziach zagubionych w życiu, oderwanych od korzeni, niepewnych swojego miejsca powstają od zawsze. Pytanie zadane na samym początku brzmi: kim są tak naprawdę? Temat odkrywania tożsamości przewija się również w Rose gra Julie, najnowszym filmie małżeństwa, Joe Lawlora i Christine Molloy, znanego szerzej pod pseudonimem Desperate Optimists.

Wszystko sprowadza się do nadania kierunku i płynięcia tam, gdzie można poczuć się bezpiecznie jak w domu, by tam na jakiś czas zakotwiczyć. Rose jako dziecko dowiedziała się, że jest adoptowana i od tej pory nie opuszcza jej poczucie, że jest anomalią, niczym niepotrzebne nikomu zwierzę, które należy poddać eutanazji. Niedająca spokoju myśl wytycza jasny cel studentce weterynarii. Dziewczyna chce dowiedzieć się prawdy o tym, jak doszło do tego, że została adoptowana. W głowie snuje różne przypuszczenia i fantazje. Wyobraża sobie spotkanie z biologicznymi rodzicami. Jakie byłoby życie w domu rodzinnym, w jej dogodnym pokoju? Kim byłaby? Matka zdążyła nazwać ją Julie, zanim zmieniono imię. Wyobraża sobie, że miałaby krótko obcięte włosy. Może została poczęta w wyniku miłości nastoletniej pary, niegotowej jeszcze na sprostanie tak dużej odpowiedzialności?

Prawo pozwala na aborcję w przypadku gwałtu. Matka Rose, Ellen, zdecydowała się zachować dziecko. Z początku dwie niewiasty podchodzą do siebie nieufnie, obserwując się nawzajem z dystansu. Kiedy dochodzi do spotkania, Ellen zadaje swojej latorośli cios wyznaniem, że jest owocem gwałtu. W głowie Rose pojawia się nieznośna myśl, że osobnik zwyrodniały jak gdyby nigdy nic prowadzi stabilne życie i, co gorsza, w tej samej chwili może dopuszczać się przemocy. Duże wrażenie robi scena pojednania, w której córka, czując się dzieckiem niechcianym, uzyskuje wyjaśnienie, czemu matka nie przerwała ciąży. Ellen tłumaczy, że za podtrzymaniem ciąży szła dojmująca potrzeba zapomnienia o traumatycznym przeżyciu, ale też przeświadczenie, że sama robi coś przeciwstawnego i cennego. Założenie było szczytne, ale zabrakło odwagi. Matka w momencie szczerości odpowiada dziewczynie, że bała się, że nie będzie w stanie kochać ją jak swoją córkę i odrzucała ją myśl, że Rose jest dzieckiem potwora w ludzkiej skórze. Po przeszło dwudziestu latach u zhańbionej kobiety gardło samo zaciska się na wspomnienie zdarzeń z przeszłości, przy każdej próbie wymówienia imienia oprawcy.

Tymczasem przemieszczając się między pracą na terenie wykopalisk archeologicznych a wygodnym i zadbanym domem, ojciec Rose (Aidan Gillen) dryfuje, próbując niepostrzeżenie prześlizgnąć się przez życie. Mroczna część osobowości z pozoru przyjaznego mężczyzny w średnim wieku pozostaje w ukryciu. Nikt nie postrzega towarzyskiego i spokojnego oportunisty jako sadysty, ale wszystko do czasu pojawienia się wyzwalacza. Rose wiedziona intuicją zakłada dodającą jej uroku perukę, rusza na teren wykopalisk i przedstawia się jako Julie, aktorka przygotowująca się do odegrania postaci archeologa. Może nowa rola pozwoli protagonistce przybliżyć się do swoich korzeni? Młoda kobieta bardziej się boi życia ze swoimi demonami niż ryzyka, że sama stanie się ofiarą. Julie nie lęka się Petera i z opanowaniem wpatruje się w oblicze pewnego siebie mężczyzny, próbując rozgryźć, z kim na do czynienia. Zdeterminowana kobieta rozgrywa swoją partię szachów, zadając kolejne śmiałe pytania. Zdaje się, że to kwestia czasu, aż u wykształconego eleganta ujawnią się kompulsywne zaburzenia, a wewnętrzny impuls nakaże rozładować narastające napięcie.

Można śmiało powiedzieć, że Rose gra Julie jest kumulacją doświadczeń pary filmowców. W 2013 roku nieszablonowi Irlandczycy po przeszło 20 latach współpracy w wywiadzie dla lokalnej inicjatywy HamptonsFilm jasno określili obszar swojej działalności: „Oboje jesteśmy bardzo zainteresowani opowiadaniem historii o ludziach w pewnym momencie ich życia, kiedy wszystko się zmienia – kiedy ich poczucie własnej wartości słabnie lub kiedy osiągają punkt zapalny, gdy myślą o ucieczce lub zanurzeniu się w podróży”. W ten schemat wpisuje się historia mężczyzny wydostającego się z depresji po tragicznej śmierci brata w dramacie Mister John. W krótkim metrażu Who Killed Brown Owl? obiektyw kamery meandruje wzdłuż rzeki i stopniowo odsłania skomplikowany krajobraz urokliwego zakątku Anglii, a elegijna muzyka tylko podkreśla, że obserwujemy brueglowski pejzaż wypełniony ludźmi zdolnymi do świętości i zbrodni, zapowiedź wiszących w powietrzu nieszczęść. W debiucie fabularnym, Helen, widz obserwuje powoli zachodzący proces konstruowania tożsamości Helen identyfikującej się ze swoją zaginioną koleżanką, Joy, na potrzeby policyjnej rekonstrukcji. Stopniowe monitorowanie transformacji fundamentu rodziny w Rose gra Julie przypomina powolne przetaczanie się kamery, obecne między innymi w procesie formowania się świadomości cech wspólnych z Joe u Helen.

Przeżycia bohaterów zyskują na mocy w miarę rozwiązywania trapiącej ich zagadki. W paradokumencie Further Beyond z ciekawością dziecka, gdzieś między Starym a Nowym Światem twórcy podejmują się śledztwa w związku z losami irlandzkiego emigranta i pioniera, Ambrosio O’Higginsa. Równolegle z podróżą tropem legendarnej postaci, ujęte zostają też doświadczenia relokacji z przeszłości matki Lawlora, Helen, która zostaje sfilmowana z ukrycia przy okazji kręcenia jednego z segmentów opowieści o O’Higginsie. Potężne wrażenie robią ujęcia zachowującej się naturalnie łagodnej Helen, nieświadomej, że znajdzie się w filmie, ale wykorzystane już po śmierci kobiety. Zestawiwszy intymne zbliżenia ze szczerym komentarzem syna, widz poznaje jakąś prawdę o Helen. Dowodzi to, że metody narracji stosowane przez twórczy skład Desperate Optimists są unikalne.

Temat adopcji przewija się w różnych konwencjach w odległych zakątkach świata. W wyświetlanym na tegorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym filmie Prawdziwe matki Naomi Kawase skupiła się głównie na przeżyciach matek, które decydują się na oddanie dziecka. Wiele punktów zaczepienia z produkcją irlandzkiej pary można znaleźć w Niedosycie Carlo Mirabelli-Davisa (NASZA RECENZJA: http://pelnasala.pl/niedosyt/). Hunter, bohaterka tego dzieła z pogranicza body horroru i thrillera, podejmuje się również prywatnego śledztwa, aby dotrzeć do ojca, ale w Rose gra Julie transformacja kobiecej postaci przynosi  bardziej drastyczne konsekwencje. Film Rose gra Julie uzupełnia lukę w doświadczeniu podróży, która odbywa się wiele lat po akcie adopcji jednostki zmienionej wewnętrznie, bo – cytując Lawlora z Further Beyond – “każda nowa rola nas deformuje”.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
rose_gra_julie_2019

Rose gra Julie

Tytuł oryginalny: „Rose plays Julie”

Rok: 2019

Gatunek: dramat, thriller

Kraj produkcji: Irlandia, UK

Reżyseria: Joe Lawlor, Christine Molloy

Występują: Ann Skelly, Orla Brady, Aidan Gillen i inni

Ocena: 4/5