Skradziona baza – recenzja filmu „Ostatni out”  – NH/AFF

Skradziona baza – recenzja filmu „Ostatni out” – NH/AFF

Ścieżka kariery zawodowego sportowca jest jedną z najbardziej kapryśnych, na jaką może zdecydować się młody człowiek. Marzenia i oczekiwania dzieci pobudzane są przez gwiazdorów z milionowymi kontraktami, jednak rzeczywistość często przynosi brutalną weryfikację. Michael Gassert i Sami Khan postanowili pokazać nam z bliska historię trzech młodych mężczyzn, pragnących podpisać zawodowe kontrakty w MLB - najlepszej baseballowej lidze świata. Co, ze względu na embargo wprowadzone przez rząd USA, wymagało od nich opuszczenia swojej ojczyzny i postawienia wszystkiego na jedną kartę.

Bohaterami Ostatniego Outu są trzej utalentowani miotacze rodem z Kuby: Victor Baró, Carlos O. González i Happy Oliveros. Każdy z nich uchodził za prawdziwą gwiazdę swojej lokalnej drużyny baseballowej, co urzeczywistniało ich marzenia o profesjonalnych kontraktach zawodniczych. Dokumentaliści pokazują nam ich pełne wzruszeń pożegnania z rodziną, biedęw jakiej żyli, które zostawiają, płaczące matki i rodzeństwo. Kolejnym krokiem na ich drodze ku karierze zostanie przemyconym do Kostaryki, gdzie znajduje się ośrodek treningowy, gdzie mężczyźni mogą spokojnie trenować pod okiem swojego managera-agenta-przemytnika Gusa Domingueza. Zawodnicy muszą pozostać w ośrodku przynajmniej do momentu zalegalizowania stałego pobytu, co umożliwi im obejście embarga, nałożonego na sportowców z ojczyzny Fidela Castro.

Sam Gus jest postacią niemniej istotną w Ostatnim oucie od trzech wymienionych już graczy. Biznesmen obiecuje swoim klientom złote góry, stara się podbudować ich pewność siebie, opowiadając o milionach, jakie jego zdaniem są warci. Zresztą w tej materii nie rzuca słów na wiatr, z klubami negocjuje twardo i jasno daje do zrozumienia, że w grę wchodzą tylko milionowe kontrakty, a jeśli będzie to oznaczało fiasko rozmów, to ryzyko ma wliczone w koszta. Swoich podopiecznych Dominguez traktuje przedmiotowo, potrafiąc bez sentymentów zostawić ich na pastwę losu w obcym kraju, jeśli uzna, że nie jest już w stanie na nich zarobić. Chociaż film przedstawia go jako czarny charakter, on sam nie ma problemu by w nim wystąpić, udzielać obszernych wypowiedzi i podejmować prób wybielenia swojej działalności, czasami chwytając się wręcz absurdalnej argumentacji.

Gassert i Khan przedstawiają nam świat wielkiego sportu od zaplecza, prezentując jedną z wielu osób parających się odnajdywaniem młodych talentów. Poznajemy chłopaków karmionych marzeniami o lepszym życiu, jakie mogą wywalczyć sobie na boisku i bezdusznych biznesmenów, ukrywających się za maskami przyjaciół, których na dobrą sprawę nie obchodzi nic, poza ich własnym zyskiem. Ciężko powiedzieć, żeby “Ostatni out” odkrywał przed widzem coś nieoczywistego, ale nie takie zdają się być założenia tego dokumentu. Zamiast tego, tak jak, chociażby w dokumencie Student Athlete produkcji HBO, dostajemy ludzką twarz ofiar tego bezdusznego biznesu. Każda z tych czysto biznesowych decyzji to przecież z perspektywy zawodnika ludzki dramat, nie tylko dla niego, ale i dla całej jego rodziny, zwłaszcza jeżeli mówimy o kimś, kto pozostawił ją w swojej ubogiej ojczyźnie.

Formalnie Ostatni out niczym nie zachwyca. Mamy tu sporo rozmów z bohaterami i ich otoczeniem, uzupełnione o fragmenty rodzinnych archiwów czy sekwencje scen z treningów baseballowych. Największym atutem tego dokumentu bez wątpienia jest nawiązanie przez twórców dobrej relacji z postaciami i pokazywanie wraz z upływem czasu jak zmieniają się ich nastroje i oczekiwania. Prawdopodobnie nie jest to film, który ma szansę podbić serca festiwalowej widowni, ale może być ciekawy dla każdego, kto chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o funkcjonowaniu amerykańskiego sportu.

 
Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

Ostatni Out

Tytuł oryginalny: „The Last Out”

Rok: 2020

Gatunek: Dokumentalny, Sportowy

Kraj produkcji: USA, Kostaryka, Kuba, Dominikana, Nikaragua, Honduras, Guatemala, Meksyk

Reżyseria: Michael Gassert i Sami Khan

 

Występują: Victor Baró, Carlos O. González i Happy Oliveros i inni

Ocena: 3/5