Wywiad z Katarzyną Ślesicką, współtwórczynią Festiwalu Filmów Dokumentalnych dla Młodej Widowni LET’S DOC

W dniach 13-20 kwietnia w warszawskiej Kinotece odbyła się druga edycja Festiwalu Filmów Dokumentalnych dla Młodej Widowni LET’S DOC. O początkach festiwalu, jego strukturze, wymiarze edukacyjnym i planach na przyszłość opowiedziała nam współtwórczyni wydarzenia, Katarzyna Ślesicka.

Agnieszka Pilacińska: Jak narodził się pomysł na festiwal LET’S DOC, jakie były początki tego projektu i czy osadzenie go na gęstej mapie warszawskich festiwali filmowych było wyzwaniem?

Katarzyna Ślesicka: Opowiadając o genezie festiwalu, muszę się cofnąć do początków Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy. Kiedy w latach 2018-19 CKF powstawał, razem z jego dyrektorką Joanną Rożen-Wojciechowską zastanawiałyśmy się, jaką rolę mógłby odegrać w obszarze edukacji filmowej i upowszechnianiu kultury związanej z młodszą widownią. Zależało nam na tym, żeby to było coś jeszcze niewyeksploatowanego, nowego, coś, czego do tej pory brakowało. Przychodzę z pola związanego z filmem dokumentalnym – pracuję jako producentka, przez wiele lat byłam związana z programem Doc Lab Poland, jestem współzałożycielką Fundacji Filmowej im. Władysława Ślesickiego, gdzie zbudowaliśmy duży system wsparcia branży dokumentalnej w Polsce. W związku z tym wszystkim stworzenie festiwalu skierowanego do młodszych widzów od początku grało mi w duszy. W tym czasie poznałam także Karolinę Śmigiel, która razem z Dianą Gaik w ramach Millennium Docs Against Gravity i Kina w trampkach rozwijała pomysł pokazywania młodej widowni w Polsce filmów dokumentalnych. Wówczas nikt nawet nie wiedział, że taki subgatunek istnieje, ja sama nie byłam tego do końca świadoma. Natomiast wraz z oglądaniem tych filmów stało się jasne, że jest to coś, co w Polsce absolutnie również powinno powstawać, tak samo jak powstają kierowane do młodszych widzów animacje, filmy fabularne,spektakle teatralne, literatura.  

Dlatego tworząc program edukacyjny CKF-u, od razu pomyślałyśmy o filmie dokumentalnym dla młodej widowni. Pierwszym krokiem było uruchomienie cyklu SKOK W DOK – teraz zamykamy jego czwartą i rozpoczynamy piątą edycję. To program developmentowy, w ramach którego twórcy rozwijają swoje pomysły na projekty dokumentalne skierowane do dzieci i młodzieży. Każdą edycję kończymy prezentacją w ramach Industry na festiwalu Millennium Docs Against Gravity: spotkaniami indywidualnymi i pitchingami przed rodzimą i zagraniczną branżą filmową. Wszystko to ma na celu uświadomienie naszej branży filmowej, że te projekty powinny powstawać. Zależy nam zatem, żeby z jednej strony inspirować twórców i producentów, a z drugiej dać do myślenia instytucjom czy telewizjom, że warto te projekty wspierać finansowo.

Filmy nie mogą powstawać w próżni,  dlatego kolejnym naturalnym krokiem realizacji dalekosiężnej strategii popularyzacji dokumentów dla młodej  widowni było zrealizowanie festiwalu, czyli rzeczywiste wyjście do widzów. W zeszłym roku udało się do tego pomysłu przekonać Biuro Kultury Miasta Stołecznego Warszawa i jego dyrektora Artura Jóźwika, dzięki czemu pozyskaliśmy środki na pierwszą edycję festiwalu.

Karolina Śmigiel, Sebastian Mulder, Katarzyna Ślesicka

I rzeczywiście nie jest to łatwe – wejść w krajobraz festiwalowy, zwłaszcza w Warszawie, gdzie tych imprez jest bardzo dużo. Nasza pierwsza edycja, która odbyła się w październiku, miała bardzo duże trudności, żeby w tym kalendarzu się zmieścić i żeby zwrócić na siebie uwagę, bo październik to miesiąc wielu festiwali: mniejszych, większych, w każdej dziedzinie  i dla każdej grupy wiekowej. Dlatego zdecydowaliśmy o przeniesieniu daty wydarzenia i druga edycja odbywa się w kwietniu – w tej chwili, do 5 maja, trwa jej część online.

Liczymy na to, że dzięki naszej wyjątkowości, bo jesteśmy w Polsce i w naszym rejonie Europy jedynym  festiwalem filmów dokumentalnych dedykowanym w całości młodszym widzom, nasza widownia będzie się rozwijała i wzrastała. Bardzo mocno akcentujemy także edukacyjny aspekt festiwalu. Wiem, że słowo edukacja może się źle kojarzyć – z siedzeniem w twardej ławce, ale przecież uczymy się i rozwijamy przez całe życie i nauka to nie jest tylko wkuwanie słówek czy tabliczki mnożenia. To także dowiadywanie się o świecie, emocjach, przeżywanie historii i towarzyszenie bohaterom w ich zmaganiach, bohaterom i ludziom, których normalnie byśmy nie poznali, a dzięki filmom dokumentalnym możemy ich „spotkać”, zrozumieć ich sytuację, doświadczenia, wybory. Z tego względu edukacyjny aspekt festiwalu podkreślamy z dumą. 

Wydarzenie skierowane jest do dzieci w dużej rozpiętości wiekowej: od 10 do 18 lat, więc to są czasami dwa albo nawet trzy różne światy, zatem musimy o tym pamiętać tworząc program. Nasza widownia z pierwszej na drugą edycję bardzo się zwiększyła, więc jesteśmy dobrej myśli co do rozwoju festiwalu.  Oczywiście przy jednoczesnej pokorze wynikającej z obserwacji bogatego życia kulturalnego Warszawy – mamy w końcu świadomość, że film dokumentalny sam w sobie jest ciągle niszowym gatunkiem, co dopiero dokument skierowany do młodej widowni.

LET’S DOC jest także otwarty na współtowarzyszące wydarzenia, takie jak chociażby warsztaty z dorosłymi, rodzicami – czy od początku zakładaliście maksymalną aktywizację widowni?

KŚ: Tak, od samego początku organizowania warsztatów w Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy chciałyśmy angażować rodziców, ponieważ nie traktujemy filmu jedynie jako rozrywki czy czasowej “zapchajdziury”, stanowi on dla nas pretekst do pogłębionych rozmów, do budowania relacji. W związku z tym od początku towarzyszyła nam formuła warsztatów rodzinnych, które umożliwiają międzypokoleniowe budowanie mostów. Takie warsztaty odbywają się w każdą sobotę o 12:00 (z wyjątkiem pandemii, która nam to uniemożliwiła na jakiś czas) i implikują udział rodziców, opiekunów, jednym słowem – dorosłych.

Są to warsztaty różnego rodzaju – psychoedukacyjne, z animacji, plastyczne – w czasie festiwalu zaś odbywają się one pod egidą filmów dokumentalnych. Organizujemy je także dla szkół, klas, dzięki czemu mają dodatkowy walor integracyjny. Wspólne robienie projektów zawsze dobrze robi.

Jakie w takim razie są Wasze plany na przyszłość? Będziecie rozbudowywać festiwal o dodatkowe elementy?

KŚ: Już niedługo zaczniemy planować kolejną edycję na wiosnę 2025. To, co chcemy rozwijać, to nawet nie tyle elementy, gdyż one są przemyślane dosyć dobrze. Mamy dwa podstawowe konkursy: YOUNG DOCS 10+, YOUNG DOCS 14+, w których są młode składy jurorskie, mamy też międzynarodowe jury złożone z przedstawicieli European Children’s Film  Association. Mamy ofertę dla szkół, warsztaty, prelekcje – wszystko to nam się sprawdziło. Natomiast będziemy się starać, żeby festiwal miał bardziej międzynarodowy charakter, żeby przyjeżdżało do nas jak najwięcej twórców. Do tej pory nie mogliśmy sobie na to pozwolić z powodów budżetowych, ale ponieważ w tym roku wsparły nas dodatkowo Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Polski Instytut Sztuki Filmowej, co jest dla nas świadectwem zaufania i wsparcia tej idei, patrzymy w przyszłość z nadzieją. Liczymy także na to, że z roku na rok będzie też więcej polskich projektów, że będzie to bardziej „żyjący” festiwal, sprzyjający spotkaniom, rozmowom.

A najmłodsza widownia? Jaki jest odbiór festiwalu przez dzieci?

KŚ: Dzieciaki są zaangażowane, chcą chodzić na filmy, natomiast oczywistym jest, że w ofercie szkolnej to nauczyciel podejmuje decyzję o wyjściu do kina. Jako dorośli musimy zainspirować dzieci, trochę je namówić do czegoś trudniejszego, bardziej złożonego, ambitniejszego. Oczywiście łatwiej kliknąć znajomo wyglądającą ikonkę na Netflixie, niż wejść na nieznaną platformę czy pójść do kina na film, którego tytuł czy reżyser nic nam nie mówią. Natomiast obserwujemy, że po pokonaniu tego progu wejścia, czyli przełamaniu swojego wahania,  podjęciu próby, efekty są zdumiewające. Dzieciaki wychodzą z seansów rozentuzjazmowane, biorą udział w dyskusjach, przeżywają, emocje po niektórych filmach są bardzo wysokie.

Pod wrażeniem są także nauczyciele. Na gali otwarcia tegorocznej edycji pokazywaliśmy film Szczęśliwego Nowego Roku w reżyserii Sebastiana Muldera, który zresztą decyzją młodego jury został okrzyknięty najlepszym filmem w kategorii wiekowej 10+. Opowiada on o Sylwestrze z punktu widzenia psów – i dyskusja po projekcji, w której brał udział także reżyser, była niezwykle wzruszająca, dotycząca pryncypiów, wartości, całego zła tego świata, tego, czy coś się zmieni, ale także języka filmowego i trudności produkcyjnych. Serce rosło od obserwacji dynamiki na sali kinowej.  

Liczymy także na wzrost nastoletniej widowni – ona też się nam powiększa, głównie dzięki zaangażowaniu naszych wolontariuszy – oni są troszkę starsi, niosą wiadomość o festiwalu dalej w świat. Jesteśmy dobrej myśli, choć jednocześnie zdajemy sobie sprawę, ile wysiłku wymaga przekonanie widzów do podjęcia decyzji o pójściu na film dokumentalny. Patrząc jednak na to, jaka ekscytacja towarzyszy festiwalowi Millennium Docs Against Gravity, mamy nadzieję, że my również, chociaż w jakiejś części, doczekamy się tak entuzjastycznego odbioru jak nasi starsi bracia. Współpracujemy zresztą z MDAG przy wspomnianym wyżej projekcie Skok w dok, w ramach festiwalu 9 maja w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie odbędzie się 5. Forum Filmu Dokumentalnego dla Młodej Widowni, więc wspólnie budujemy widownię dla filmów dokumentalnych.

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak życzyć Wam możliwie największych sukcesów i realizacji wszystkich planów na przyszłość. Dziękuję serdecznie za rozmowę.  

Agnieszka Pilacińska
Agnieszka Pilacińska