Mały Wes przy dużym stole – recenzja filmu „Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun” – Cannes 2021

Mały Wes przy dużym stole – recenzja filmu „Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun” – Cannes 2021

Postpandemiczny 2021 rok jest pełen paradoksów. Jednym z nich jest fakt, że na sali wypełnionej w 1/3 objętości odbył się pokaz prasowy jednego z bardziej zaangażowanych i związanych z polityką filmów tegorocznego konkursu głównego w Cannes. Był to pokaz… najnowszego filmu Wesa Andersona. Kolejnym z takich paradoksów jest fakt, że znany z cukierkowej estetyki Amerykanin po raz pierwszy porusza takie tematy, a także pokazuje dużo nagości w swojej pierwszej od dawna kooperacji z Disneyem. Oto Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun to film-paradoks. I bardzo prawdopodobny zwycięzca tegorocznej Złotej Palmy.

Każda piosenka musi posiadać tekst, a każde dzieło sztuki powinno być komuś zadedykowane, więc zacznijmy od dedykacji, bo tych w filmie Wesa Andersona jest aż nadto. Plansza dedykacyjna kończąca seans Kuriera Francuskiego… zawiera aż szesnaście nazwisk, i to nie byle jakich. Mamy tu Jamesa Baldwina (na którego mocno stylizowana jest postać Jeffreya Wrighta, jednego z czterech głównych bohaterów filmu), założyciela New Yorkera (na którym tytułowy magazyn jest oparty) Harolda Rossa (tu jego odpowiednik grany jest przez Billa Murraya), inną z ikon New Yorkera Williama Shawna, jedną z najważniejszych dziennikarek kulturowych Janet Flanner (Tilda Swinton), korespondentkę Maja ’68 roku Mavis Gallant (Frances McDormand) i wielu innych. Te wszystkie legendy dziennikarstwa i literatury wspólnie z łączącym je New Yorkerem posłużyły Andersonowi za kanwę i inspirację do przedstawienia historii drugiej połowy XX wieku w krótkiej acz intensywnej formie. Co istotne jednak ta osadzona w 1975 roku historia nie jest jakąś kapsułą czasu, a raczej jak najbardziej namacalnym ostrzeżeniem i opinią o współczesnej rzeczywistości.

W pierwszej scenie dowiadujemy się że Athur Howitzer Jr., założyciel i naczelny Kuriera Francuskiego z Liberty, Kansas Evening Sun, najbardziej kultowego i opiniotwórczego magazynu w świecie przedstawionym filmu, umiera i w swoim nekrologu wyraża wolę zamknięcia gazety, sprzedania jej aktywów i wypłaty wszystkim pracownikom należnych im odpraw. Wpierw trzeba jednak wydać ostatni numer – podsumowanie i pożegnanie swojej pracy we Francji we wcale-nie-będącym-Paryżem fikcyjnym mieście Ennui (po angielsku Nuda, po francusku też Kłopot). Wspólnie z kolorowymi bohaterami przyjdzie nam przeczytać ostatnie wydanie Kuriera Francuskiego, a dokładniej cztery najważniejsze artykuły w nim zamieszczone, każdy stanowi komediową reinterpretację jakiegoś kultowego reportażu, a złączone razem pozwolą nam lepiej poznać cienie kolorowego świata Wesa Andersona.

Kurier Francuski

I tu się dzieje. Już w pierwszej, najkrótszej nowelce możemy poznać gorzki smak gentryfikacji, poczuć atmosferę rodzenia się punkowego buntu, a także gorzkie strony coraz głębszego zaśmiecenia miast, nadmiaru zabijających bioróżnorodność kotów na dachach, i przenoszących choroby (i wcale wbrew mitom nie padających ofiarami kotów) szczurów w kanałach. A potem nie zwalniamy tempa, dostaje się światu kultury, z jednej strony za komercjalizację i zawłaszczenie sztuki przez najbogatszych, uosobionych tu przez handlarza-oszusta finansowego Juliena Cadazio (inspirowanego Lordem Josephem Duveenem), granego przez Adriena Brody’ego i amerykańską milionerkę tworzącą kolekcję na środku pola kukurydzy, Upshur „Maw” Clampette, graną przez Lois Smith. By już więcej nie opisywać warto wspomnieć jeszcze o historii podwójnego mordercy – malarza abstrakcjonistycznych aktów, relacji z Maja 1968 (zawierającej w sobie międzygeneracyjny trójkąt miłosny oraz pytania o to czy coś takiego jak dziennikarski obiektywizm w ogóle może istnieć) czy opis klasowego uprzywilejowania policji i cieni obowiązkowej służby wojskowej.

To wszystko napisane jest w duchu coenowskiej czarnej komedii (silne skojarzenia zwłaszcza z The Hudsucker Proxy oraz Ave Cezar!) rozpiętej między niewinnym idealizmem a typowo dziennikarskim dystansem i ironią. Moglibyśmy wręcz zapomnieć, że to film Andersona, gdyby nie charakterystyczny dla niego styl wizualny. A ten jest być może bardziej zapamiętywalny niż zazwyczaj, ze względu na jego eklektyczność i zróżnicowanie. Próżno tu szukać takiej perfekcyjnej spójności charakterystycznej dla Grand Budapest Hotel, czy Moonrise Kingdom. Wes popuścił wodze fantazji, zmieniając co chwila proporcje obrazu, kolorystykę kadrów (ponad 1/3 filmu nakręcona jest w czerni i bieli a barwy mogą się zmienić kilkukrotnie podczas jednego ujęcia), czy rodzaj kadrowania. Niestety to, że dzieje się tak dużo nie pozostaje bez wpływu na widza. Powszechnym wśród zgromadzonych na pokazie dziennikarzy był ból głowy pod koniec seansu i fizyczne zmęczenie intensywnością pracy umysłowej. Zwłaszcza, że bohaterowie bez ustanku wypluwają z siebie tony dialogów i monologów. Niewątpliwie jest to film dla fanów stylu Andersona.

Kurier Francuski

Imponująca obsada nie jest tu co prawda w pełni wykorzystana (trudno żeby była przy takiej ilości zaangażowanych nazwisk), Saoirse Ronan ma dwie malutkie scenki, podobnie Edward Norton. Ale wszyscy obsadzeni są ciekawie i wbrew swojemu dotychczasowemu emploi. Ciekawie z własnym dorobkiem dyskutuje zwłaszcza Frances McDormand, wcielająca się w nieco zgorzkniałą reporterkę, która odnajduje drugą młodość, angażując się w wydarzenia 1968 roku i wdaje w romans z dużo młodszym liderem studenckich protestów Zeffirellim (Timothée Chalamet). To niemal parodia jej nagrodzonego dwoma Oscarami i licznymi Złotymi Globami występu w Olive Kitteridge i powielanego przez kolejne lata typu postaci. 

Kurier Francuski to film całkiem inny niż można się było spodziewać, dużo dojrzalszy i poważniejszy niż sugerowały zapowiedzi, czy znajomości dotychczasowego dorobku Amerykanina. Można by wręcz wysnuć założenie, że cieszący się już miłością widzów na całym świecie Anderson w swoim najnowszym dziele chce zerwać z siebie łatkę naiwnego autora kolorowych indie-bajek dla dzieci i hipsterów i usiąść przy „dużym stole”. Nie jest powiedziane, że mu się to nie uda, bo w tegorocznym programie konkursu głównego brakuje filmów wydających się wystarczająco „ważne” na główną nagrodę, wciąż nie ma także żadnego niepodważalnego hitu w stylu Parasite, a Kurier Francuski wzmiankujący wciąż nośne tematy polityczne znacząco się wyróżnia na tle konkurencji.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Kurier Francuski plakat

Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun

Tytuł oryginalny: „The French Dispatch”

Rok: 2021

Gatunek: komedia, dramat, romans

Kraj produkcji: USA, Niemcy

Reżyseria: Wes Anderson

Występują: Owen Wilson, Léa Seydoux, Elisabeth Moss, Timothée Chalamet, Benicio Del Toro, Tilda Swinton, Frances McDormand, Saoirse Ronan, Edward Norton, Willem Dafoe, Bill Murray, Christoph Waltz, Anjelica Huston i inni

Dystrybucja: Disney

Ocena: 3,5/5