Łagodna obojętność świata – recenzja filmu „Bezpieczne miejsce” – WFF

Pierwszy pełnometrażowy film Juraja Leroticia to szkatułka wypełniona narracyjnymi warstwami i niespodziankami, od przewrotnego tytułu począwszy, na zabiegach formalnych skończywszy. Zdobywca trzech nagród na festiwalu w Locarno: dla najlepszego debiutu, reżysera i aktora (Goran Markovic) oraz Serca Sarajewa dla najlepszego filmu i aktora (Juraj Lerotić), jest osobistą podróżą w głąb traumatycznego wydarzenia oraz konfrontacją z brakiem kontroli, bezradnością i próbą zracjonalizowania rzeczywistości, która raz za razem wymyka się z rąk.

Szeroki plan. Monumentalną i niemą przestrzeń blokowiska przerywa dźwięk wyważanych drzwi. To Bruno (Juraj Lerotić) robi wszystko, żeby dostać się do mieszkania swojego brata, Damira (Goran Marković), który targnął się na swoje życie. Rozpaczliwa próba opatrzenia ran jest dopiero początkiem Golgoty. Szpitalne procedury, opieszałość lekarzy i informacyjny minimalizm przytłaczają nie mniej niż konieczność zmierzenia się z tym, co się przed chwilą stało. Wyprani z empatii policjanci, dla których „samobójca” jest kolejnym przypadkiem między wypadkiem samochodowym a kradzieżą, również nie pomagają. W przestrzeni pojawia się w końcu figura matki – symbolu bezwarunkowej miłości i niegodzenia się na przeżycie własnego dziecka. Od tej pory cała trójka będzie nieustannie konfrontować się z własną bezsilnością oraz chaosem świata zewnętrznego, nieprzynoszącego odpowiedzi na żadne z zadanych pytań.

Ci, którzy obawiają się pułapek kina społecznego, mogą spać spokojnie. Choć początkowa, szczegółowa rekonstrukcja wydarzeń przywodzi na myśl styl Cristiana Mungiu, reżyser, a zarazem scenarzysta, nie zamierza zatrzymywać się na realistycznym, koronkowym odklejaniu rzeczywistości plasterek po plasterku. Daleko mu również do karmienia widowni ckliwymi banałami, o które nietrudno przy mierzeniu się z taką tematyką. Strukturalny twist, którego dokonuje dość szybko, zmienia wektor uwagi i obnaża nowatorskie, kreatywne podejście do materii. Niczym wytrawny pisarz miesza rzeczywistość z fikcją, przeszłość z teraźniejszością i przyszłością, domysły z faktami. Opowiadana historia ma kształt wody – jest nieuchwytna, niedefiniowalna, przelewa się przez palce. Nie ma w niej pewników, fundamentów, prawd objawionych, swoją stabilną naturą przynoszących spokój i pewność co do swoich hipotez.

Lerotić, opowiadając o własnych doświadczeniach i obsadzając siebie w roli głównej, dokonuje swoistej autoterapii niezabliźnionej rany. Spowiedź ta, choć mówiąca o najbardziej intymnych przeżyciach, pozbawiona jest emocjonalnej przesady, a wręcz kreuje dystans. Podobnie jak Charlotte Wells w Aftersun reżyser ma świadomość siły artystycznego języka. Formalnie, dzięki zdjęciom autorstwa Marko Brdara, raz ogranicza przestrzeń bohaterów nieoczywistym kadrowaniem, innym razem wrzuca ich w szeroki plan niczym igłę w stóg siana. Otwarta przestrzeń nie przynosi tu jednak oddechu i wolności, a takie samo zagubienie jak duszne granice półzbliżeń. Oddzielenie prawdy od własnych wyobrażeń i pamięciowych artefaktów nie jest możliwe i w gruncie rzeczy nie ma znaczenia. Oddaje jedynie skomplikowany charakter nagłej sytuacji, pozostającej często poza zasięgiem przewidywalności i wytłumaczalności. O ile Wells żądała wyjaśnień i szukała przestrzeni do wykrzyczenia swojej złości, głównie z powodu wieku swojej bohaterki, o tyle Lerotić od początku szuka zrozumienia. W zastanej rzeczywistości porusza się po omacku, ale daje swoim bohaterom przyzwolenie na słabość i błędy. Nie ma zamiaru ich oceniać.

Wiwisekcja samobójstwa odbywa się tu na dwóch płaszczyznach. Pierwsza dotyczy przestrzeni wyrosłej na nagłej zmianie, w której codziennie od nowa analizowane są różne warianty przyczyn podjętej decyzji. Żadna odpowiedź nie wydaje się jednak wystarczająca, pozostaje więc bezsensowny bieg w kołowrotku domysłów. Druga to przestrzeń fantazmatu – pomostu między życiem a śmiercią, dająca złudzenie zatrzymania czasu po właściwej stronie. To tytułowe „bezpieczne miejsce”, które pozwala jeszcze przez chwilę, dzień, miesiąc, rok, przeczołgać się przez nową, niechcianą rzeczywistość o fakturze papieru ściernego, przeprowadzić rozmowy, których przeprowadzić się już nie da. Podejmowane wysiłki oraz angażowane psychiczne i fizyczne zasoby prowadzą jednak zawsze w to samo miejsce. Syzyfowość tych działań dobija, a jednocześnie wydaje się być jedynym możliwym wyjściem.

Zdumiewa zarówno świadomość filmowej materii, jak i olbrzymia dyscyplina i konsekwencja, z jaką Lerotić porusza się po nowym dla siebie obszarze. Nie ma tutaj elementów przypadkowych czy niepotrzebnych, wszystko przemyślane jest w najdrobniejszym szczególe. Konstrukcyjny minimalizm scenografii pozwala doświetlić do maksimum postaci. Szamotanina z rzeczywistością poraża bezszelestnością i uwiera niczym nie wyjmowany przez lata z buta kamyk. Mimo ciężkości tematu, twórca obchodzi dosłowność dookoła, budując przestrzeń nieuchwytną dla szkiełka i oka. Oryginalność zastosowanego twistu nie przeciąża konstrukcji opowieści – pozostaje smakiem, odczuwanym długo po projekcji i nadzieją, że nie mamy do czynienia jedynie z jednorazowym talentem.

Agnieszka Pilacińska
Agnieszka Pilacińska
BEZPIECZNE MIEJSCE

Bezpieczne miejsce
Tytuł oryginalny:
Sigurno mjesto

Rok: 2022

Kraj produkcji: Chorwacja

Reżyseria: Juraj Lerotić

Występują: Snježana Sinovčić Šiškov, Goran Marković, Juraj Lerotić

Ocena: 3,5/5

3,5/5