Bzykanie na haju – recenzja filmu „Vox Lux”

Bzykanie na haju – recenzja filmu „Vox Lux”

Masakra w Columbine odbiła się szerokim echem. Wydarzenie z przełomu wieków postawiło znak zapytania nad dalszym rozwojem internetu, brutalnych filmów i gier komputerowych, coraz powszechniejszym stosowaniem środków antydepresyjnych oraz łatwiejszym dostępem do broni palnej. “Vox Lux” powraca na moment do 1999 roku, mierzy się jeszcze raz ze strachem targającym wówczas ludźmi. I część - “Genesis” nawiązuje do biblijnych nauk, zwraca się ku najważniejszym, pierwotnym wartościom, o których zdawałoby się, że zdążyliśmy jako społeczeństwo zapomnieć.

Historia Celeste, granej początkowo przez Raffey Cassidy, ma nam o nich przypomnieć. Dziewczynka nie może pozbierać się po tragedii. Jej niewinność, silna wiara w Boga, ciepła relacja z rodziną i więź łącząca ją z siostrą powoli zaczyna drżeć w posadach. Punktem kulminacyjnym staje się występ na pogrzebie zmarłej rówieśniczki. Poruszająca piosenka wchodzi szturmem na listy przebojów. Muzyka, która miała leczyć, przeobraża się w utrapienie. Czternastolatka trafia pod skrzydła producenta, który wprowadza ją do brutalnego świata show-biznesu. Rzuca się w wir kariery, nieświadoma tego co ją czeka, uradowana – zwiedza świat, nagrywa teledyski, koncertuje. Siostra zapoznaje ją z rzeczywistością dorosłych – alkoholem, narkotykami, imprezami i seksem.

Brady Corbet próbuje uchwycić procesy kształtujące współczesne wartości. W jednym z wywiadów uznał, że żyjemy w kryzysie, tworzymy generację, w której pragnienie o byciu ikoną, gwiazdą, obiektem westchnień – swoistym nadczłowiekiem, jest tragicznie poważna i absurdalna.

Kryzys naszych czasów wzmaga na sile w II części – „Regenesis”, symbolizującej silną potrzebę przemiany. Odwołuje się do zmartwychwstania, nie bez powodu Raffey Cassidy wciela się tym razem w córkę Celeste. Według reżysera, świat powinien odrodzić się na nowo. Toteż przeniesienie do 2017 roku wydaje się zrozumiałe, właśnie wtedy Donald Trump został zaprzysiężony na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Spirytualno – hipnotyzująca muzyka skomponowana przez Się i Scotta Walkera wprowadza jeszcze bardziej melancholijny nastrój. Obraz, nagrany w formie teledysku na 35mm taśmie, oddaje ducha naszych czasów, podsycając jednocześnie złowieszczą atmosferę.

W tej plątaninie portretującej XXI wiek zawodzi niestety Natalie Portman, która nie potrafiąc oddać skomplikowania bohaterki, ostatkiem sił próbuje wskrzesić Ninę Sayers z “Czarnego łabędzia” Darrena Aronofsky’ego. Postacie Niny i Celeste są do siebie tak samo podobne, co całkiem różne. Wykreowana przez Portman gwiazda muzyki pop jest połączeniem kilku prawdziwych osób, sam Corbet przyznaje, że najbliżej jej do Kanyego Westa.

Młodziutki twórca w swoim drugim filmie udowadnia, że dzisiejsza popkultura oprócz tego, że ma zgubny wpływ, potrafi pokrzepić i dotrzeć do rzeszy fanów, nawet jeśli powinna wzbudzać obawy. Krytycy zarzucają Corbetowi zbyt ogólnikowe, ledwie sygnalizujące, podejście do kilku wątków. Prawdopodobnie taki był zamysł, rzeczywistość pokolenia Y charakteryzuje się tym, że wszystko dzieje się w zawrotnym tempie. Na wiele rzeczy nie zwracamy uwagi. Reżyser “Dzieciństwa wodza” pokazuje świat wyglądający jak ponura scenografia. Gra, kompozycja fabularna, apokalipyczność, połączenie aluzji biblijnych i  terroru razi klaustrofobicznością. Niepokoi sztucznością. Nie da się odróżnić patosu od groteski – może właśnie w tym tkwi prawda? Samo to, że trzeba się nad tym zastanawiać, nie jest pewną diagnozą?

Ola Szwarc
Aleksandra Szwarc
Vox Lux

Vox Lux

Tytuł oryginalny: „Vox Lux”

Rok: 2018

Gatunek: dramat, biograficzny, muzyczny 

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Brady Corbet

Występują: Natalie Portman. Jude Law, Raffey Cassidy, Stacy Martin

Dystrybucja: M2 Films 

Ocena: 4,5/5