Plaże Agnès i JR-a – recenzja filmu „Twarze, plaże”

Plaże Agnès i JR-a – recenzja filmu „Twarze, plaże”

Kto ich zobaczy razem, pomyśli pewnie, że oto babcia i jej wnuczek. Bo co może przecież łączyć 89-letnią Agnès Vardę i o ponad 50 lat młodszego ukrywającego się pod pseudonimem JR ekscentryka?

JR to uznany francuski fotograf i graficiarz, lub jak sam siebie określa photograffeur, nazywany czasem wręcz Cartier-Bressonem XXI wieku. Jego galerią jest cały świat, bowiem zdjęcia portretowanych ludzi umieszcza na budynkach lub innych obiektach użytku publicznego. Prace artysty mogliśmy już podziwiać w dystrybuowanej w polskich kinach „Sile kobiet” z 2010 roku.

Jak się okazuje, Varda już w młodości, zanim została reżyserką filmową, interesowała się fotografią i studiowała ten kierunek obok historii sztuki na uczelni École des Beaux-Arts. Jej poglądy i zdjęcia były ważnym elementem formującej się w latach 50. francuskiej Nowej Fali. Sama twórczyni miała z początku spore opory, aby kręcić filmy, ale już jej drugie pełnometrażowe dzieło „Cleo od piątej do` siódmej” stało się jednym z najważniejszych tworów ruchu i do dziś dzień pozostaje opus magnum Francuzki. Brak formalnego wykształcenia sprzyjał intuicji i spontaniczności a odwaga do eksperymentowania została szybko doceniona w środowisku. Jej kamera była zawsze tuż obok ludzi i ich codziennych problemów, w szczególności bliski był Vardzie jednak ruch feministyczny, co udowodniła choćby na niedawnym festiwalu w Cannes uczestnicząc w słynnym już proteście kobiet.

Dwoje artystów spotkało się po raz pierwszy w 2015 roku. To JR poszukujący partnera do szykowanej właśnie wyprawy fotograficznej i zauroczony filmami Vardy odezwał się pierwszy. Wyczuł, że sposób, w jaki reżyserka portretuje ludzkie spojrzenie ułatwi nawiązanie współpracy i połączenie artystyczną więzią. Graficiarz specjalnie przygotował swój samochód na podróż. Zaopatrzeni w przenośne studio fotograficzne i gigantyczną drukarkę wewnątrz furgonetki postanowili ruszyć między ludzi. W niemal opuszczonej osadzie górniczej spotkali jej ostatnią mieszkankę, której gigantycznym zdjęciem wraz z archiwalnymi fotografiami innych robotników wytapetowali wyludnione budynki. Uwiecznili rolnika zapraszającego do swojego gospodarstwa, w którym pracował samotnie otoczony tylko liczną nowoczesną maszynerią. Nowo przybyła do górskiej miejscowości kelnerka, dzięki olbrzymiemu muralowi ze swoją podobizną z miejsca stała się najbardziej rozpoznawalną osobą w miasteczku.

Pośród tego wszystkiego artyści nigdy jednak nie tracili z oczu samego człowieka. Rozmowa i osobista historia każdego z nich była zawsze najważniejsza. Twórcy pozwolili sobie jednak pójść dalej, wewnątrz siebie i uwiecznili ważne dla nich osoby. Jakże znaczący był moment kiedy wielkie zdjęcie przyjaciela Vardy umieszczone na zniszczonym bunkrze na plaży zostało następnego dnia zmyte przez morze. Bo to właśnie utrwalanie tego co nieuchronnie przemija stało się jednym z motorów napędowych street-artowca i reżyserki. Pamięć i celebracja ludzkiego indywidualizmu. Przyjemność obcowania z drugim człowiekiem. Miłość do sztuki i aktu nieskrępowanego tworzenia.

Widzowie poszukujący zwartej historii i tradycyjnej narracji zawiodą się jednak. „Twarze, plaże” płynną swobodnie niczym spontaniczna natura twórców. Varda mówi: „Może pojedziemy do miasteczka A i spotkamy osobę B” i JR skręca już kierownicą w tym kierunku. To specyficzne kino drogi połączone z filmowym esejem. Nie sposób się od tego jednak oderwać głównie za sprawą charyzmy bohaterów. Przekomarzanki rezolutnej staruszki o dwukolorowej fryzurze z kapelusznikiem wiecznie kryjącym się za okularami słonecznymi to esencja dzieła. Tylko tego zachowania Godarda żal…

 

Krystian Prusak

Twarze, plaże


Rok: 2017

Gatunek: dokumentalny

Reżyser: Agnès Varda, JR

Występują: Agnès Varda, JR i inni

Ocena: 4/5