Into the Wild – recenzja filmu “Stając się zwierzęciem”

Into the Wild – recenzja filmu “Stając się zwierzęciem”

Aż sześć lat Peter Mettler kazał czekać na swój najnowszy film. Kiedy wrócił wydaje się zupełnie innym człowiekiem. Zamiast próbować jak dotychczas zamknąć w słoiku cały świat, wybiera jedno zagadnienie, bierze kamerę i rusza do puszczy.

Dla bywalców festiwalu Millennium Docs Against Gravity Peter Mettler stał się już klasykiem. Przez lata przywoził z Kanady filmy-bombonierki, wypełnione porywającymi obrazami i dźwiękami, tematami ostatecznymi i wielkimi. Nie zawsze wylosowane praliny miały słodki smak, trafiały się również takie nieudane i gorzkie (vide “Obraz światła”). Zawsze jednak filmowiec z Toronto przenosił nas do innego wymiaru, przy okazji badając swoim (sam to przyznaje) niedoskonałym warsztatem poznawczym kluczowe zjawiska otaczającego nas świata. O jego legendarnym filmie “Hazard, Bogowie i LSD”, traktującym o szeroko rozumianym pojęciu uzależnienia, po seansie na MUBI pisałem: “kolaż barw, dźwięków, doznań, który w kinie byłby jak senne marzenie.”

Porównując tegoroczny projekt do poprzedniego, widzimy dwie sprzeczności. Jakby Mettler przez ostatnich sześć lat zmienił diametralnie światopogląd i stosunek do sztuki. Kameralne “Stając się zwierzęciem” postawione obok “Końca czasu. Wszystko zaczyna się teraz”, dzieła o gargantuicznych jak na dokumentalne standardy rozmiarach, daje wrażenie, jakby Kanadyjczyk stał się pustelnikiem.

Idąc tropem książki Davida Abrama, “Becoming Animal: An Earthly Cosmology”, reżyser wraz z koleżanką po fachu, Emmą Davie („I Am Breathing”) szuka równowagi w kontakcie z naturą. Amerykański filozof i ekolog kultury w swoim dziele odczytywał na nowo termin animizmu. Tłumaczył, że ludzkie istoty nie mogą uzyskać pełni człowieczeństwa, jeśli nie pojmą pierwiastka zwierzęcego, wciąż w nich obecnego, choć głęboko ukrytego niczym wstydliwy sekret. Nasze organizmy obdarzone dynamiczną wrażliwością pozostają w nierozerwalnym splocie z florą i fauną. Cielesne doświadczenie przeciwstawiał kompleksowej wrażliwości, jaką obdarzone są zwierzęta. Wskazywał jak bardzo cywilizacyjna przewaga ogranicza nam pole widzenia i perspektywy.

Próbując udowodnić prawdziwość tez naukowca ekipa “Stając się zwierzęciem” udała się w leśne ostępy Parku Narodowego Grand Teton w Wyoming. Kamera prowadzona przez samego Mettlera głaszcze czubki drzew, zagląda w krzaki, szuka miejsc gdzie strumyk płynie z wolna. Napotyka oczywiście też mieszkańców amerykańskiej puszczy. Z daleka słychać już wyjątkowy ryk łosia. To gody, krzyk bojowy czy może ostrzeżenie przed nadciągającymi intruzami?

Audiowizualny esej zaprasza widza do zanurkowania w otchłań nieokiełznanych zwierzęcych instynktów. Początkowo nieufnie jak trusia słuchamy płynącego z offu wykładu Davida Abrama. Namawia nas na multisensoryzm, czyli postrzeganie świata wszystkimi zmysłami jak czynią to, idąc za św. Franciszkiem, nasi “bracia mniejsi”. Naukowiec idzie jeszcze dalej w rozważaniach, sugeruje by poczuć np. dotyk sosny. Dla niego natura żyje swoim niepojętym dla zabieganych milenialsów rytmem. Mówi do nas, próbuje nawiązać kontakt, przekazuje nieprzerwany ciąg informacji.

Moją ulubioną sekwencją jest ta, w której Abram przypomina, że język tworzono na podobieństwo zjawisk naturalnych. Często były to zapisy dźwiękonaśladowcze, mówimy przecież o plusku i szumie wody. Twórcy  pozwalają, by te dźwięki wybrzmiały, stały się dla odbiorcy namacalne. Dlatego przez jakiś czas na ekranie widzimy rwący górski strumień, odmęty niespokojnego żywiołu. Mettler i Davie wzmagają pęd i podbijają mokre odgłosy, aż prawie czuć wilgoć pod nosem. W tej gonitwie można stracić zupełnie głowę, wejść w nieznany świat. Nagle – wyłączają dźwięk, pozostawiając jedynie obrazy płynącej rzeki. Wierzcie lub nie, ale poczułem się jak dziecko, któremu wyznano prawdę o świętym Mikołaju.

“Stając się zwierzęciem” dostarcza kilku podobnych momentów, choć żaden nie wybrzmiewa z taką mocą. Rozważania antropologiczne, filozoficzne, językoznawcze są wkomponowane w symfonię pomruków, powarkiwań, ryków, szczebiotów, szelestów, chrobotań. Dołącza do nich także „Magnificat” Arvo Pärta, w końcu od czasów “Mikrokosmosu” wiadomo, że muzyka klasyczna doskonale ilustruje przyglądanie się przyrodzie. Czasem wystarczy chwila, by poczuć pierwotną siłę zaklętą w zagajniku. Istotą tego odkrycia jest jednak, by chcieć to zrobić, by zatrzymać się na chwilę w wiecznym maratonie.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Stając się zwierzęciem plakat

Stając się zwierzęciem


Rok: 2018

Gatunek: Dokument

Reżyser: Peter Mettler, Emma Davie



Ocena: 4/5