Uciec – recenzja filmu „Pod powierzchnią”

Uciec – recenzja filmu „Pod powierzchnią”

Groza uwięzienia wiele metrów pod wodą jest nieodłącznym popkulturowym skojarzeniem związanym z nurkowaniem. Na ludzi pod wodą czeka wiele niebezpieczeństw, rekiny, awarie butli gazowej, aktywność tektoniczna. Jeszcze przed pandemią koronawirusa kasową porażkę na całym świecie zdążyła ponieść Głębia strachu z uwięzioną pod wodą Kirsten Stewart. Czy skandynawskie podejście do tematu w dystrybuowanym przez Mayfly Pod powierzchnią okaże się bardziej udane?

Joachima Hedéna moglibyśmy nazwać „twórcą poszukującym”. 53-letni Szwed debiutował ponad półtora dekady temu skromnym obyczajowym New York Waiting, produkcją inspirowaną dziełami Linklatera, czy Allena. Portretował tam młodych zagubionych ludzi, którzy czekają na siebie, spotykają się i rozmawiają w tytułowym mieście. W kolejnych latach kontynuował portretowanie jednostek pogubionych, niezadowolonych ze swojego życia, czy to we Framily (2010), gdzie grupa przyjaciół po 30-stce zakłada swoistą komuną, czy 10 000 godzin, którego protagonista rzuca pracę w korporacji by poświęcić tyleż godzin co w tytule na treningi i zostać zawodowym piłkarzem.

Bohaterki Pod powierzchnią w tej paradzie odszczepieńców wyróżniają się tym, że naprawdę wiedzą co kochają robić i z czego chcą żyć. W końcu nurkują od dziecka i czynność ta je definiuje. Siostry przybywają na odludzie na północy Norwegii by spędzić razem czas, spotkać się z (przeziębioną niestety, przez co zmuszoną do rezygnacji z nurkowania) matką i przemyśleć pewne sprawy. Do myślenia ma zwłaszcza starsza z nich Ida, której małżeństwo chyli się ku upadkowi, tak jak lata wcześniej związek ich rodziców. Chociaż początkowo wszystko idzie dobrze, to film nie pozostawia widzom złudzeń co do reprezentowanego przez siebie gatunku.  W pierwszych dziesięciu minutach dostajemy aż dwie sceny, w których Tuva jest zagrożona śmiercią w wodzie, wręcz wzorcowe przykłady foreshadowingu. Co ważne za pierwszym razem zagrożenie to spada na nią przez niewystarczającą opiekę starszej siostry. Zatem gdy Tuva w końcu zostaje przez spadający kamień uwięziona na dnie fiordu nikt nie może być zdziwiony, a zabawa widzów dopiero się rozpoczyna.

Podstawowa różnica między Pod powierzchnią a większością przedstawicieli tego rodzaju kina akcji leży niewątpliwie w settingu. Dość płytki, lecz oddalony od wszelkiej cywilizacji fiord całkowicie zmienia dynamikę akcji. Inaczej niż w 183 metrach strachu Colleta-Serry, czy Podwodnej pułapce (w oryginale 47 Metres Down) tu bohaterki są ledwie kilkanaście metrów pod wodą, a Ida wielokrotnie wychodzi na powierzchnię by tam szukać ratunku, lub przynajmniej pomocnego ekwipunku. W Norwegii nie występują również rekiny, a nawet halibuty i dorsze preferują znacznie głębsze wody oceaniczne, brak tu zatem zagrożenia ze strony morskich stworów.

To wszystko nie oznacza jednak, że szwedzkiej produkcji brakuje emocji. Dzięki rozdzielaniu bohaterek nigdy nie możemy być pewni czy pomoc zdąży nadejść. Nerwy widza jeszcze bardziej nadszarpuje chaotyczne i emocjonalne zachowanie Idy, która często wydaje się nieporadna, a także najzwyczajniej w świecie mniej przyzwyczajona do kryzysowych sytuacji pod wodą od, zarabiającej na życie jako podwodny mechanik okrętowy, młodszej siostry.

Twórca niewątpliwie czerpał wzorce z najlepszych reprezentantów przygodowego kina skandynawskiego, takich jak dylogia Fala Roara Uthauga i The Quake. Trzęsienie ziemi Johna Andreasa Andersena (oba dostępne na Netflix). Tutejsza woda jest ciemna i przerażająca, ale przy tym widz nigdy nie traci orientacji co, gdzie i dlaczego się dzieje. Oko cieszą podwodne zdjęcia eksperta Erica Börjesona (Pozwól mi wejść, Wyprawa Kon-Tiki).

Pod powierzchnią żadną miarą nie jest filmem, który jakkolwiek rewolucjonizuje gatunek, albo zmieni wasz sposób postrzegania nurkowania. To jednak ekscytujący i emocjonalny dreszczowiec, którego twórcy niewątpliwie znają najnowsze trendy w pisaniu kina przygodowego. Bardzo silnie rezonuje zwłaszcza rewelacyjna Pełzająca śmierć Alexandre Aja’y, która trafiła na polskie ekrany zeszłego lata. Pod powierzchnią jest najlepszym możliwym wyborem na 90 minut ucieczki od życiowych stresów i letniego upału. Chwilowa teleportacja poprzez klimatyzowane kino do mroźnej Norwegii. 

 

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Pod powierzchnią

Tytuł oryginalny: „Breaking Surface”

Rok: 2020

Gatunek: thriller, dramat, katatroficzny

Kraj produkcji: Szwecja / Norwegia

Reżyseria: Joachim Hedén

Występują: Madeleine Martin, Moa Gammel, Trine Wiggen i inni

Dystrybucja: Mayfly

Ocena: 3/5