PFF – czyli Poniedziałkowy Felieton Filmowy #3

PFF – czyli Poniedziałkowy Felieton Filmowy #3

Sezon nagród w pełni, więc po raz kolejny zacznę od nich. Wręczono wszak nagrody Gildii Producentów, a już jutro poznamy oscarowe nominacje. Poza tym trochę o polskich premierach, festiwalu w Berlinie, a także o niechlubnym odpowiedniku Oscarów, czyli Złotych Malinach.

Producenci wybrali

Główna nagroda Amerykańskiej Gildii Producentów FIlmowych trafiła do komediodramatu “Green Book”, który w ten sposób potwierdził swoją pozycję jednego z czołowych faworytów do tegorocznego Oscara. Poza nim doceniono również “Won’t You Be My Neighbor?” w kategorii filmu dokumentalnego i “Spider-man Uniwersum” jako najlepszą animację. W latach 2008-2018 na dziesięć rozdań Oscarów aż ośmiokrotnie w głównej kategorii triumfowały dzieła nagrodzone przez producentów, więc można traktować je jako jeden z najlepszych prognostyków przed lutową galą.

Jak na szpilkach

Jakie filmy staną do walki o najbardziej prestiżową nagrodę w świecie kina dowiemy się już jutro. Z pewnością jest to czas pełen niepokoju, zarówno dla tych produkcji, których twórcy już dzielą skórę na niedźwiedziu, zastanawiając się, czy będzie to kilka czy kilkanaście nominacji, jak i ci po cichu liczący chociaż na jedną szansę, by zaistnieć na czerwonym dywanie. Wśród tych drugich z pewnością są twórcy “Zimnej wojny”, którzy co prawda są niemal pewni startu w wyścigu o nagrodę dla filmu nieanglojęzycznego, ale w pozostałych kategoriach należy ich traktować jak mogącego namieszać czarnego konia. Jest to z pewnością również pełen napięcia okres dla dystrybutorów z krajów takich jak Polska. Plakaty filmów czekających na swoją premierę lada moment będą mogły być przyozdobione liczbą uzyskanych nominacji i rzucone w świat, by przyciągnąć niezdecydowanych widzów.

Paweł Pawlikowski Oscar
Paweł Pawlikowski już raz zaznał smaku Oscara. Czy w tym roku "Zimna Wojna" powtórzy sukces "Idy"?

Niechlubne wyróżnienia

Żaden dystrybutor nie będzie się za to chwalił tym o ile Złotych Malin powalczy jego nabytek, chociaż właściwie może przyciągnęłoby to do kin więcej ludzi chętnych na małą szyderę względem najbardziej nieudolnych produkcji. O miano najgorszego filmu roku powalczą „Gotti„, „Rozpruci na śmierć„, „Robin Hood: Początek„, „Holmes and Watson” i „Winchester. Dom duchów„. Szczególnie cieszy nas obecność w tym zestawieniu obecność “Gottiego”. Nie dlatego, że jesteśmy w szczególny sposób szyderczy i lubimy naśmiewać się ze złych filmów, ale dlatego, że jako jedyny uzyskał od nas najniższą przewidzianą notę recenzencką 0,5/5, a werdykt GRAF niejako potwierdza naszą opinię. Obraz Connolly’ego dostał najwięcej, bo aż 6 nominacji ex equo z „Holmes and Watson” i “Rozprutymi na śmierć”. Jedna z nich powędrowała do odtwórcy roli głównej. Jednak gwiazdora znanego chociażby z “Pulp Fiction” raczej nie powinno to szczególnie zdołować, gdyż jest to już ósme rozdanie tych nagród podczas którego jego nazwisko padnie w kontekście jednej z kategorii. Nie jest on też jedynym z uznanych aktorów, których w tym roku dotknął ten “zaszczyt”. Szansę na malinę mają chociażby Johnny Depp, Helen Mirren, Bruce Willis, Jamie Foxx, Amanda Seyfried, John C. Reilly i Melissa McCarthy. Tak jak w roku 2004, kiedy premierę miał “Fahrenheit 9/11” doszło też do małej manifestacji politycznej, przy okazji dokumentu “Fahrenheit 11/9”. GRAF po raz kolejny nominowała do najgorszych ról polityków, “grających” w filmach Michaela Moore’a samych siebie. Tym razem są to Donald i Melania Trump oraz Kellyanne Conway.

Gotti
Travolta to prawdziwy weteran Złotych Malin. Jednak do tej pory nagrodzono go jedynie za "Bitwę o Ziemię"

Polacy nie gęsi i swe Węże mają

Na nominacje do rodzimego odpowiednika Złotych Malin, czyli Węży musimy jeszcze poczekać, ale możemy być pewni, że znamy już jednego z faworytów do przyszłorocznej edycji, a przecież nie skończył się nawet styczeń. Będzie to z pewnością Polska odpowiedź na “Szybkich i Wściekłych”, czyli “Diablo. Wyścig o wszystko”. Początek roku zaatakował nas dwiema kipiącymi testosteronem propozycjami, skierowanymi prawdopodobnie do tego samego odbiorcy co kino Patryka Vegi. O ile jednak “Diablo” zawiódł na całej linii, to prezentowany tydzień wcześniej “Underdog” pozytywnie zaskoczył, czego owocem są bardzo dobre wyniki sprzedaży i dość pochlebne opinie krytyków.

Druga twarz Polskiego kina

Całe szczęście nad Wisłą powstają nie tylko filmy rozrywkowe, ale też dzieła kina niezależnego i autorskiego. W tym tygodniu do oficjalnego kalendarza ogólnopolskich premier wpisano dobrze przyjęty na festiwalach “Monument” Jagody Szelc, który będzie można obejrzeć już od 15-go marca oraz dwa niezależne filmy stworzone jeszcze w roku 2017 – “Dziurę w głowie” Piotra Sobbotko oraz chorwacko-bośniacko-polską koprodukcję “Catalina” z Andrzejem Chyrą w jednej z głównych ról. Filmy trafią do kin odpowiednio w maju i czerwcu. A już pierwszego marca możemy się spodziewać premiery “Obywatela Jonesa” – dzieła Agnieszki Holland, które trafi do naszych kin niemal bezpośrednio po festiwalu w Berlinie.

Monument
"Monument" Jagody Szelc podzielił festiwalową publiczność, ale bez wątpienia jest to dzieło godne uwagi.

Kierunek Berlin

Skoro już przywołałem temat nowego filmu Holland warto wspomnieć o Berlinale i konkursie głównym, którego cały skład już ogłoszono. O Złotego Niedźwiedzia powalczą tak uznani twórcy jak Zhang Yimou (“Zawieście czerwone latarnie”, “Wszyscy albo nikt”, “Hero”), Fatih Akin (“Głową w mur”, „W ułamku sekundy”), Lone Scherfig (“Włoski dla początkujących”, “Była sobie dziewczyna”) i François Ozon (“Młoda i piękna”, “8 kobiet”, “Podwójny kochanek”). Chociaż wielkie nazwiska kuszą, doskonale wiemy, że często najbardziej wartościowe są propozycje od twórców, którzy dopiero aspirują do miana wielkich. A takich na niemieckim festiwalu również nie brakuje.