Manta rhei – recenzja filmu „Diabeł morski” – WFF

Manta rhei – recenzja filmu „Diabeł morski” – WFF

Kryzys migracyjny to jeden z największych i najbardziej polaryzujących problemów, z jakimi boryka się obecnie świat. W ciągu ostatnich lat powstało wiele dzieł filmowych próbujących rozliczyć ludzkość z tej ciągle trwającej tragedii. „Imigranci” Jacquesa Audiarda i „Fuocoammare. Ogień na morzu” Gianfranco Rosiego m.in. dzięki aktualności tematu zdobyły kilka sezonów temu najwyższe laury na festiwalach odpowiednio w Cannes i Berlinie.

Podczas gdy oczy Europy zwrócone są w tej materii głównie na Syrię i okoliczne państwa, w Birmie rozgrywa się dramat prześladowania muzułmańskiej mniejszości religijnej Rohingja. Liczący około miliona mieszkańców lud zamieszkuje północną część stanu Arakan, ale przez buddyjską większość uważani są za nielegalnych imigrantów z Bangladeszu. Pomimo że konflikt trwa od lat 40. XX wieku, to wyraźne jego nasilenie nastąpiło w 2012 roku po demokratyzacji Mjanmaru. Powszechnie kojarzeni z umiłowaniem pokoju buddyści spalili tysiące domostw i zabili setki Rohingja. Zmuszony do ucieczki z Birmy lud migruje m.in. do Bangladeszu i Malezji.

Już na początku swojego pełnometrażowego debiutu „Diabeł morski” Phuttiphong Aroonpheng umieszcza dedykację „Dla Rohingja”, niejako ukierunkowując uwagę widza pośród rozlicznych tropów interpretacyjnych na konkretne odczytanie swojego pełnego metafor dzieła. Film jest ponadto swoistą kontynuacją, trudno obecnie dostępnego, krótkometrażowego obrazu „Ferris Wheel”. Poprzez wysoki próg wejścia w niemal nieobecną w szerokich mediach wielu krajów, w tym Polski, tematykę tajski reżyser wymaga od międzynarodowego odbiorcy zgłębienia szczegółów konfliktu.

Rybak mieszkający w nadmorskiej tajlandzkiej wiosce odnajduje masowy grób. Okazuje się, że jedna z zakopanych osób jeszcze żyje. Mężczyzna zabiera rannego do swojego domu, opatruje go i ugaszcza, a gdy ten sprawia wrażenie niemowy, nadaje mu nawet imię Thongchai na cześć słynnego tajskiego piosenkarza Birda Thongchaia. Rybak dzieli się z podopiecznym wszystkim, co posiada i pokazuje tajniki swojego zawodu. Między bohaterami zawiązuje się niezwykła relacja, która zostaje jednak wkrótce urwana na skutek nagłego zniknięcia gospodarza. Thongchai dalej zajmuje się domem i zastępuje zaginionego w pracy. Gdy pewnego dnia dawna żona rybaka przychodzi w odwiedziny, przyjmuje ją jak własną kobietę.

Aroonpheng używając złożonych metafor pokazuje lęk Tajów przed trudnym do opanowania napływem imigrantów. Masowy grób, odnaleziony przez rybaka, jawi się jako pozostałość po Rohingja uciekających z Birmy, by ratować życie. Bohater obdarza zaufaniem rannego, pozwalając mu się zasymilować z rodowitymi mieszkańcami wioski. Thongchai na swój sposób nadużywa jednak dobroci gospodarza, żyjąc z jego byłą żoną jak ze swoją własną. Lęk zastąpienia obrazuje groteskowa i przywołująca na myśl słynne sceny z „Zawrotu głowy” Hitchcocka metafora zmiany koloru włosów. Co się jednak może stać, gdy Tajowie zauważą, jak głęboka nastąpiła asymilacja uchodźców? Czy pozwolą im koegzystować jak równy z równym? A może przerażeni odsuną, odrzucą i odeślą ich z powrotem?

Azjatycki reżyser, korzystając ze sprawdzonych tropów swojego rodzimego mistrza Apichatponga Weerasethakula, tworzy frapujące i bardzo aktualne dzieło, tak odległe od europejskich filmów podejmujących analogiczny temat. Nie serwując prostych odpowiedzi, wciąga widza w hipnotyzującą podróż po tajlandzkim lesie opłakującym zmarłych. A drzewa tylko po cichu szepczą, że dawni żeglarze bali się krwiożerczych, potwornych mant nazywanych diabłami morskimi, które spokojnie posilały się planktonem. Te diabły narażone są teraz na wyginięcie.

Krystian Prusak

Diabeł morski

Tytuł oryginalny: „Kraben Rahu”

Rok: 2018

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Tajlandia / Francja / Chiny

Reżyser: Phuttiphong Aroonpheng

Występują: Aphisit Hama, Wanlop Rungkumjad, Rasmee Wayrana

Ocena: 4,5/5