Kartofliska – recenzja filmu „Pierwszy gol” – American Film Festival 2023

Selekcjonerzy tegorocznego American Film Festivalu znaleźli w programie miejsce dla najnowszej produkcji Taiki Waititiego. Nowozelandzki reżyser od kilku lat przeplata filmy tworzone w ramach uniwersum Marvela ze swoimi autorskimi projektami. Po kolejnej części przygód Thora przyszła więc pora na Pierwszy gol, opowiadający historię piłkarskiej reprezentacji Samoa Amerykańskiego oraz holenderskiego trenera Thomasa Rongena, który podniósł zespół z dna rankingu FIFA.

Jeszcze przed pierwszą sceną, w której wcielający się w postać lokalnego duchownego reżyser zapowiada nam co, za chwilę zobaczymy, na ekranie pojawia się informacja, że film inspirowany jest prawdziwymi zdarzeniami. Oczywiście rzeczoną inspirację należy traktować jak słowo klucz, gdyż wyciągnięcie humorystycznego potencjału i dopasowanie do stylu twórcy wymaga pewnego podkolorowania rzeczywistości. Warto jednak zastanowić się, w którym miejscu granica absurdu przesuwa się tak daleko, że opowieść traci na autentyczności, w efekcie czego przestaje spełniać swoją komediową funkcję.

 

Głównym bohaterem Pierwszego gola jest Thomas Rongen (w tej roli Michael Fassbender) –  Holender, związany przez większość swojej kariery zarówno trenerskiej, jak i piłkarskiej związany z amerykańskimi drużynami. Protagonista po kolejnym zawodowym niepowodzeniu (odpadnięciu z kadrą U-20 USA w ¼ finału juniorskich mistrzostw CONCACAF z Gwatemalą, o czym twórcy nie wspominają) zostaje, nieco wbrew swej woli, wysłany do pracy z drużyną, która aktualnie ma na koncie ponad trzydzieści porażek z rzędu, cztery lata bez zdobytej bramki, a większości środowiska kojarzy się głównie z rekordową porażką 0-31 przeciw Australii. Rongen podejmuje się pracy, jednak to, co widzi na miejscu, dalekie jest od standardów międzynarodowej piłki nożnej.

 

Można odnieść wrażenie, że Waititi postanowił sportretować Samoa Amerykańskie  tak, jak twórcy Borata ukazali widzom Kazachstan. Jednak o ile w filmie z Sachą Baronem Cohenem można doszukać się krzywego zwierciadła wyśmiewającego pewne stereotypy, o tyle autor Jojo Rabbit zdaje się je zwyczajnie powielać. Wyspa na Pacyfiku w jego wizji jest więc miejscem, gdzie federacji piłkarskiej nie stać na komputer, a stołecznej policji na koguta w radiowozie. Obraz ten budowany został tak naiwnie, że sami twórcy nie widzą sprzeczności w swoim przekazie. Pierwszego dnia pobytu Rongen dostaje od swojego szefa – Tavity kasetę VHS, mającej przybliżyć trenerowi kulturę i historię kraju. Pierwsze zdanie rzeczonego filmu brzmi: „Witamy w Samoa Amerykańskim, którego dwa główne produkty eksportowe to tuńczyk i zawodnicy NFL”. Zatem między wierszami scenariusz sugeruje, że naród ten potrafi przygotować atletów do rozgrywek w najbardziej wymagającej fizycznie lidze świata, by chwilę później pokazać nam drużynę narodową, do której łapią się nawet zawodnicy o posturze i dynamice Ryszarda Kalisza, poruszający się z piłką niczym polityk Lewicy w pamiętnych meczach reprezentacji Sejmu.

 

Temat prowadzenia drużyny piłkarskiej w kraju zdominowanym przez futbol amerykański i rugby sam prosił się o rozwinięcie przez reżysera, chociażby ze względu na uznanie dla Shaloma Luaniego – zdobywcy 2 z 3 bramek dla Samoa podczas kadencji Rongena. Napastnik ten szybko zakończył reprezentacyjną karierę, gdyż w wieku 19 lat opuścił wyspę, by grać jako safety w futbolowej lidze uniwersyteckiej, gdzie zwrócił na siebie uwagę sztabu Oakland Riders i kontraktem w NFL. Postać Luaniego została przez Waititiego zupełnie pominięta, a część jej zasług przypisał innej, równie nieoczywistej osobie – transseksualnej zawodniczce Jaiyah (prawdziwe nazwisko Jaiyah Saelua). Bohaterka ta identyfikuje się jako Faʻafafine, co można tłumaczyć jako kobieta w męskim ciele, dla Samoańczyków jest to pojęcie istniejące od wieków, a ludzie zaliczani do tej “trzeciej płci” stanowią ważny element tamtejszej tradycji i kultury. Fakt, że Jaiyah została pierwszą otwarcie transpłciową zawodniczką, występującą w męskich rozgrywkach międzynarodowych jest imponujący, wszak zażywanie damskich hormonów przekłada się wprost na obniżenie wydolności i siły. Jednak podejście twórców filmu, portretujących jej zespół jako zbieraninę niezdolną do biegania przez 90 minut, w której znajedzie się miejsce dla każdego, zdolnego kopnąć piłkę de facto umniejsza temu sukcesowi. 

 

Skrajnie karykaturalny portret Samoańczyków to spory grzech, jednak wydaje mi się, że nie jest to nawet największa przewina twórców Pierwszego gola. Niemniej haniebne wydaje się bowiem traktowanie alkoholizmu, jako zabawnego wątku komediowego. Od pojawienia się na wyspie Rongen chleje praktycznie bez przerwy, miesza ze sobą trunki, nie odstawiając kubka z rumem, wsiada pijany do auta, a butelki wypełniają podłogę jego niewielkiego domu. Mimo to zdaje się nie ponosić żadnych konsekwencji nałogu. Nie zdarzają mu się większe wpadki, nie psuje relacji z innymi, na treningach zazwyczaj jest na czas i nie przejawia nawet objawów kaca. Szczytem bezczelności jest scena, w której po kilku tygodniach nieustannego wlewania w siebie gorzały spotyka się ze swoimi starymi znajomymi i słyszy, że dobrze wygląda, a także że wyspiarski klimat wyraźnie mu służy.  

 

Inspiracje Waititiego są dość wyraźne, twórca chciał planował wykorzystać historię z dokumentu Mike’a Bretta i Steve’a Jamisona Next Goal Wins (2014) i ubrać ją w szaty wesołej komedii o sporcie i przyjaźni w stylu Teda Lasso. Jednak postanowił dokręcić śrubę absurdu jeszcze mocniej niż twórcy apple’owskiego hitu, czego ostatecznym efektem okazał się film pozbawiony autentyczności, a momentami także dobrego smaku i po prostu szkodliwy, w którym nie widać krzty błysku, jakim twórca potrafił zachwycić widzów w czasach niespodziewanego sukcesu mockumentuu Co robimy w ukryciu

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pierwszy gol

Pierwszy gol

Tytuł oryginalny:
 Next goal wins

Rok: 2023

Kraj produkcji: USA, Wielka Brytania

Reżyseria: Taika Waititi

Występują:  Michael Fassbender, Oscar Kightley, Kaimana i inni

Dystrybucja: Disney

Ocena: 1,5/5

1,5/5