Dies irae – recenzja filmu „Ghost Song” – Cannes 2021

Dies irae – recenzja filmu „Ghost Song” – Cannes 2021

Trudno powiedzieć coś świeżego o Ameryce i jej patologiach. Rokrocznie powstają dziesiątki udanych i setki chybionych filmów próbujących uchwycić ciemne strony tego najbardziej medialnego państwa świata. Zaskakująco często biorą się za to Europejczycy, na gruncie dokumentu wyróżnić możemy zwłaszcza Włocha Roberto Minerviniego (Co zrobisz, gdy świat stanie w ogniu?, Po drugiej stronie). Czy będący jeszcze na początku swojej drogi twórczej Nicolas Peduzzi może pójść w jego ślady i stać się bywalcem wielkich festiwali?

Peduzzi debiutował w pełnym metrażu w 2017 roku za sprawą nagrodzonego na prestiżowym FID w Marsylii Southern Belle. Sportretował tam swoją byłą dziewczynę (z którą jednak pozostawał na przyjacielskiej stopie i która angażowała się w produkcję) i jej rodzinę. Chwilami kuriozalna i zabawna a chwilami przerażająca codzienność spadkobierców zaginionego przed laty naftowego miliardera stała się przyczynkiem do diagnozy amerykańskości. Państwa przesiąkniętego dekadencją i korupcją, gdzie dziesiątki milionów obywateli od dziecka były faszerowane przez lekarzy amfetaminą, by w ten sposób walczyć z domniemanym deficytem uwagi (ADD, podtyp ADHD). W efekcie czego powstał naród uzbrojonych narkomanów i alkoholików. O ile Southern Belle, które możecie zobaczyć w ofercie serwisu DAFilms (TUTAJ) do czego serdecznie zachęcam, skupione było na Taylor, jej rodzinie i ogólnie uprzywilejowanych mieszkańcach teksańskiej prowincji, tak pozostając zafascynowany paradoksami teksańskości Peduzzi w swoim drugim pełnometrażowym dokumencie postanowił przenieść się do Houston.

W swoim dokumencie reżyser sięgnął po formę filmu-mozaiki, skupiając się na kilku niezależnych od siebie bohaterach, których łączy miasto i fakt bycia ofiarami świata, w którym żyją. Są to m.in. diler kokainy, ex-biznesmen, który po rozpadzie związku uciekł w narkotyki i mizoginię, niebinarna gangsta-raperka stająca się ofiarą medialnej nagonki, czy bezdomny syn milionera, który toksyczny charakter swojego ojca-alkoholika oraz korupcję lekarzy okupił poważnymi problemami psychicznymi i licznymi uzależnieniami. Wszyscy oni egzystują w pozbawionej nadziei rzeczywistości, nad którą nadciągają dni gniewu w postaci nieuchronnie zbliżającego się huraganu.

Z jednej strony Ghost Song staje się filmem niezwykle rozlanym, pozbawionym tradycyjnie pojmowanych dramaturgii czy konstrukcji, a co za tym idzie rytmu. Zostaje to jednak wynagrodzone urozmaiceniami formalnymi, część scen oglądamy z nagrań w social mediach, albo urywków programów telewizyjnych, nie brakuje także inscenizowanych sytuacji i ujęć wprost odwołujących się do klasyki kina i teatru. Wymienić tu można, chociażby otwarcie zapożyczone od braci Safdie, przedstawianie jednego z bohaterów jak mknie na rowerze ulicami miasta, niczym Mark Cohen w Rent, a także długie ujęcie graffiti niczym z Murmurów Agnes Vardy.

Pokazywane w ramach sekcji ACID Ghost Song jest zatem kolejnym dowodem, że najciekawszych dokumentów powinniśmy poszukiwać poza tymi najbardziej prestiżowymi  selekcjami podczas wielkich festiwali. Jestem głęboko przekonany, że mimo swoich wad, głównie strukturalnych, film ten podbije serca i umysły publiczności czy to Millennium Docs, czy American Film Festival, bo po prostu warto dać mu szansę

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Ghost Song

Rok: 2021

Gatunek: dokumentalny

Kraj produkcji: Francja

Reżyseria: Nicolas Peduzzi

Ocena: 3,5/5