Kuchenne rewolucje – recenzja filmu „#tuiteraz”

Kuchenne rewolucje – recenzja filmu „#tuiteraz”

Po związanym z pandemią koronawirusa lockdownie, kina powoli wracają do funkcjonowania. Ciągle daleko jednak do normalności, chociażby z powodu tego, że wszystkie największe amerykańskie premiery wciąż są wstrzymane z nadzieją na lepsze wyniki finansowe po ustabilizowaniu się sytuacji na świecie. W takiej sytuacji na większą uwagę mogą liczyć chociażby produkcje europejskie, które przy mocniejszej konkurencji mogłyby przemknąć niezauważone. Jedną z takich produkcji jest francuska komedia #tuiteraz w reżyserii Erica Lartigau.

Grany przez Alaina Chabata (Asterix i Obelix misja Kleopatra, RRRrrrr!!!, Mikołaj i Spółka) Stéphane to szef kuchni restauracji położonej we francuskiej części Kraju Basków. Mężczyzna czuje coraz większe wypalenie i frustracje. Internet pozwala mu uświadomić sobie, że jego lokal nie cieszy się szczególnie pochlebnymi opiniami, a sytuacja rodzinna bezlitośnie obnaża, jak bardzo oddalił się od swoich dzieci, nie wspominając już o żonie, z którą kucharz rozstał się lata temu. Pewnego dnia, niby pod wpływem ocen z Tripadvisora, postanawia dokonać gruntownych zmian w wystroju restauracji. Szybko okazuje się, że prawdziwym powodem zmian jest poznana w internecie koreańska malarka-amatorka Soo, której obraz Stéphane kupił, aby przyozdobić wnętrze swojej knajpy. 

Mężczyzna od dawna flirtuje z Koreanką, jednak nie widzi entuzjazmu po jej stronie. Aby nadać relacji rozpędu, postanawia odwiedzić ją w Seulu, informując o tym planie już z ruszającego samolotu. Chociaż Soo początkowo deklaruje przyjechanie po niego na lotnisko, nigdy się tam nie zjawia. Stéphane postanawia cierpliwie czekać, licząc na to, że jego internetowa znajoma po prostu spóźni się parę godzin, albo dni. W międzyczasie na lotnisku przeżywa kolejne przygody, które prezentuje na Instagramie, gdzie regularnie oznacza również kobietę, na którą czeka. W scenach błąkania się bohatera po przestrzeni seulskiego aeroportu widać sporą inspirację Terminalem Stevena Spielberga, a także próbę stworzenia poczucia wyobcowania, w kraju o innym języku i kulturze, jakie znamy z Między słowami Sofii Coppoli. Do tego miksu, bardzo dobrze już wykorzystanych przez kino pomysłów, dochodzi powiew świeżości w formie bardzo silnego wątku aktywności bohatera w social media, w których śledzimy coraz większą popularność Stéphane’a oraz reakcję obserwatorów na jego niezwykłą historię.

Lartigau sprawnie poradził sobie z przeskakiwaniem między głównymi motywami filmu, sprawiając, że #tuiteraz każdy z nich dość sprawnie wyczerpuje. Mimo oczywistej porcji dramatu, jaką musi mieć dzieło o niespełnionej miłości, nie tracimy atmosfery przyjemnej ciepłej komedii, grającej w swoich gagach w dużej mierze na nieporozumieniach związanych z nieznajomością języka, czy roztargnieniem bohatera. Alain Chabat, będący nad Sekwaną marką jako aktor i reżyser, był zdecydowanie najważniejszym członkiem całego przedsięwzięcia. Fabuła zbudowana jest wokół jego postaci, a na jego grze opiera się większość scen humorystycznych. Francuz tchnął w swoją postać dużo życia i sprawił, że trudno nam nie sympatyzować, z próbującym zmienić swoje życie restauratorem.

Nikt nie powinien oszukiwać się, że #tuiteraz to dzieło, które ma szansę wpisać się w historię kinematografii w jakikolwiek sposób. Film Lartigau od samego początku wymierzony był na dostarczenie widzowi rozrywki, oraz przekazaniu kilku uniwersalnych prawd o tym, gdzie najłatwiej odnaleźć szczęście i duchowy spokój i równowagę. W kategorii lekkiej komedii zdecydowanie nie mam mu niczego do zarzucenia i myślę, że może być świetnym kandydatem na rodzinny wypad do kina, za którym tak wielu z nas tęskniło.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
TuiTeraz_B1_plakat_wkinach

#tuiteraz

Tytuł oryginalny: „#JeSuisLà”

 

Rok: 2019

Gatunek: Komedia

Kraj produkcji: Francja

Reżyseria: Eric Lartigau

 

Występują: Alain Chabat, Doona Bae Jules Sagot i inni

Dystrybucja: Best Film

Ocena: 3/5