Ostatnia rodzina – recenzja filmu „Przenieść grób” – WFF

Ostatnia rodzina – recenzja filmu „Przenieść grób” – WFF

Widzieliśmy to już wiele razy - z pozoru idealne, poukładane relacje między członkami rodziny podczas wspólnej podróży lub uroczystości zaczynają ukazywać swe prawdziwe oblicze. W “Przenieść grób”, jak podpowiada już tytuł, okazją do spotkania i popadnięcia w konflikt dla rodu Baeków będzie ekshumacja zwłok zmarłego krewnego i uroczyste ich pochowanie w innym niż dotychczas miejscu. Film o rysie na portrecie rodzinnym pokazywany na Warszawskim Festiwalu Filmowym zwyciężył w Konkursie 1-2 i otrzymał nagrodę Jury NETPAC (dla najlepszego filmu z regionu Azji i Pacyfiku).

Jeong Seung-o do opowiedzenia o powolnej apokalipsie familii Baeków (ale służącej temu, aby ze zgliszcz odrodziła się na nowo) używa konwencji kina drogi. Żeby dotrzeć do wioski, skąd pochodzą, bohaterowie będą musieli przebyć długą podróż. Odbędzie się ona nie tylko jako przejazd autem i przepłynięcie na wyspę promem, ale przede wszystkim objawi się w ich rosnącej świadomości. Ten dwutorowy bieg, wspomagany przez humor i bezpretensjonalność, upodabnia film do niezależnych amerykańskich komediodramatów takich jak “Mała Miss” czy dzieła Alexandra Payne’a (“Spadkobiercy”, “Nebraska”).

Asumptem do ukazania kilku zmian zachodzących w koreańskim społeczeństwie staje się dla reżysera intymna historia czterech sióstr, których kontakty mocno się rozluźniły, ale teraz kobiety muszą połączyć siły i dotrzeć razem na wspomnianą uroczystość. Hye-yeong, najstarsza z nich, mogłaby być przy dobrych wiatrach matką najmłodszej (studentki, najbardziej z nich zbuntowanej i przekonanej  o tym, że system można zmienić). Ma już zresztą dość problemów z samotnie wychowywanym synkiem (smarkacz to tykająca bomba zegarowa) oraz faktem, że tuż po powrocie z przymusowej wycieczki straci pracę. Swoje zgryzoty posiadają też pozostałe z kobiet, ale tego dowiadujemy się w toku akcji, więc nie mogę więcej zdradzić. Niech starczy informacja, że eskapada stanie się przyczynkiem do serii przepychanek wynikających z innych spojrzeń na otaczający świat, zarobków czy stanu cywilnego.

W pierwszych partiach “Przenieść grób” może wydać się komedią obyczajową. Jeong Seung-o chętnie korzysta z szans na wprowadzenie nieporozumień między rodzeństwem, przez pewien czas film niesie właśnie ta komiczna energia. Potem Koreańczyk, w miarę dokładania kolejnych dramatycznych cegiełek, wcale nie rezygnuje z rubasznego tonu. Potrafi łączyć ze sobą wydarzenia poruszające z zabawnymi, ckliwe frazesy rozbijać słownymi utarczkami. Operuje nader często śmiechem przez łzy, takim stającym w gardle. Choćby w sygnalizowanym już na początku, ale powracającym dopiero w drugim akcie wątku jedynego brata Seung-raka (Kwak Min-gyoo). Zupełnie odcięty od reszty rodziny, nieudolny, bezrobotny mężczyzna jest hołubiony przez starsze pokolenie jako pierworodny syn, jedyny godny spadkobierca zmarłego ojca. Los płata jednak figle, bo ta czarna owca, choć nie umie o siebie zadbać, na skutek splotu zdarzeń (i własnych błędów) będzie musiała pomyśleć szerzej i być może wreszcie wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

Problematyka społeczna wydaje się dla młodego twórcy podstawowym polem zainteresowania. Z całą mocą (może nawet zbyt publicystycznie i topornie) podkreśla metamorfozy, jakie zaszły w Korei Południowej przez ostatnie lata. Filmowa fikcja spotyka tu rzeczywistość: bunt przeciwko zasadom przodków i mówienie własnym głosem przez siostry Baek jest odbiciem autentycznego progresu, jaki poczyniły feministki koreańskie w reformowaniu zabetonowanego przez dziesięciolecia systemu. Głęboko zakorzenione schematy, których fundamentem były idee konfucjańskie, odtwarzane przez kolejne pokolenia miały znamiona mizoginistyczne, wtłaczały kobiety w jedyny, “właściwy” model piękna i rugowały ich prawa obywatelskie. W domu były skazane na rolę matek, żon, służących, a w pracy – na specjalistów gorszego sortu. Walkę Koreanek o niezależność relacjonowała nieraz światowa prasa, a zaczęło się od sprzeciwu wobec powszechnego stosowania kamer szpiegowskich w damskich toaletach oraz ruchu „ucieczki od gorsetu” (stawianie na naturalne piękno, porzucanie makijażu, itp.). Dziś już na szczęście nie ma szans na powrót do status quo.

Feministyczny aspekt filmu łączy się ściśle z innym, niemniej ważnym, czyli konfliktem pokoleń. Cztery siostry, wspierane przez bardziej postępową ciotkę, stają do początkowo utajonego, potem w toku zdarzeń otwartego boju z konserwatywnym stryjem. Wiekowy mężczyzna nie wyobraża sobie, żeby przeniesienie grobu odbyło się bez ich brata, któremu według obyczaju przysługuje naczelne miejsce w rytuale. Nawet alkoholem częstuje tylko Seung-raka, w nim szuka sojusznika i kompana. Jego upór i wsteczny światopogląd podkreśla jeszcze to, że żyje wraz z niezbyt szanowaną przez siebie żoną w małej wiosce na wyspie. Jak gdyby zatrzymanej w czasie. Jego bratanice za to są mieszkankami wielkiej metropolii (Seulu?), gdzie obyczajowość ulega szybszym przemianom. Dzięki tej tematyce można odnaleźć tu echa dorobku Yasujirô Ozu. Japończyk z większą delikatnością i wyczuciem niż Jeong portretował pierwsze oznaki burzenia twierdzy, jaką była w Kraju Kwitnącej Wiśni tradycja. Twórca “Późnej wiosny” upodobał sobie opowiadanie w tym kontekście historii matrymonialnych, pozostawiając wiele miejsca na głos młodych dziewcząt szukających w małżeństwie raczej miłości i porozumienia niż, jak przykazano, finansowych korzyści. “Przenieść grób” zresztą też zahacza o kwestie “dobrego zamążpójścia”, ale jest to wątek zdecydowanie poboczny, choć wart uwagi.

To, czym może przekonać koreański film jest klarowność i prostota (innych pewnie ta zbytnia czytelność treści odrzuci). Pozorna zawiłość drzewa genealogicznego rodu Baeków szybko zostaje zamieniona na podział na dwa obozy – reformatorski reprezentowany przez kobiece bohaterki i opowiadający się za utrzymaniem starego porządku, do którego trafiają mężczyźni. Jeong Seung-o nie grzeszy na pewno subtelnością i rozdziela razy raczej tym drugim. To bojowniczki mają lepiej napisaną argumentację, gdy ich oponenci są oderwani od rzeczywistości, aspołeczni, gburowaci, niezbyt radzący sobie z napotkanymi problemami.
To jednak drobnostki i recenzenckie złośliwości, “Przenieść grób” zostaje bowiem przekonującym komediodramatem o tym, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach oraz o tym, jak kobiety zyskują nareszcie swoją reprezentację.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

Przenieść grób

Tytuł oryginalny: „I-jang”

Rok: 2019

Gatunek: komediodramat

Kraj produkcji: Korea Południowa

Reżyser: Jeong Seung-o

Występują: Jang Ri-woo, Lee Sun-hee Lee, Gong Min-jeung i inni

Ocena: 4/5