Vanitas – recenzja filmu „Pierwszy człowiek”

Vanitas – recenzja filmu „Pierwszy człowiek”

„Pierwszy człowiek” miał być przełomowy na wielu płaszczyznach. Urósł do rangi wielkiego sprawdzianu dla Damiena Chazella. Najmłodszy laureat Oscara za reżyserię w swojej wcześniejszej twórczości raczył nas muzyką jazzową. To ona wiodła prym. Po seansie jego najnowszego filmu można wpaść w pewien obezwładniający stan letargu. Okazuje się, że uratowanie musicalu od przejścia w stan gatunku wymarłego jest zadaniem prostszym od przedstawienia ludzkiego dramatu.

W założeniu nowatorstwem szczycić powinien się sposób pokazania tak ważnego momentu dla historii całego świata, jakim jest lądowanie na Księżycu. Liczyć się miał los jednostki, która musiała przez wiele przebrnąć, by to się ziściło. Chazelle rozpoczyna próbę oddania tego doświadczenia w roku 1961. Armstrong trudni się jeszcze wtedy pracą pilota doświadczalnego NASA w Ośrodku Lotów Doświadczalnych Edwards w Kalifornii. Na jego rodzinę zesłana zostaje prawdziwa trauma. Zdarzenie nie pozwala o sobie zapomnieć, napiętnowuje całą rodzinę. Istotnie wpływa na zdystansowanie Neila od najbliższych i otaczającego świata. Powoduje, że zapędza się w labirynt bez wyjścia.

W lekarstwo przeradza się przygotowywanie do projektu Gemini. Liczne próby i porażki doprowadzają do tego, że 21 lipca 1969 roku Amerykanie wygrywają jedno ze starć wszechobecnej Zimnej wojny, górując nad Sowietami.

Podjęcie zobrazowania uczuć protagonisty kończy się fiaskiem. Ani na moment nie można uwierzyć Neilowi Armstrongowi wykreowanemu przez Ryana Goslinga. Aktorowi wdziera się na twarz niezmienny grymas. Zatracenie się takie jak w przypadku „Whiplasha” czy „La La Landu” jest dalece nieosiągalne. Przez co wydarzenia na ekranie niemiłosiernie się wydłużają.

Reżyser chciał unaocznić nie tylko wnętrze bohatera, ale dramat rodzinny, który rozgrywał się w czterech ścianach. Przypadek kobiety niczym z „53 wojen” Ewy Bukowskiej, która nie może przestać myśleć o tym, że jej mąż tym razem może nie wrócić. Musi żyć ze świadomością, że któregoś razu Wszechświat może go pochłonąć. Ten fakt przetrawić muszą dodatkowo dzieci. Niestety tym wątkiem Damien Chazelle wzbudza jedynie naszą ciekawość. Jest zbyt słabo zarysowany, żebyśmy chociaż spróbowali się w niego wczuć. Sam pomysł oddania nie jednowymiarowości postaci mógł stać się przełomowy. Podboje niezbadanego terenu okupione były wieloma wyrzeczeniami.

Nie da się ukryć, że, scenarzysta, Josh Singer popadł w samouwielbienie. „Spotlight” nieustannie trzyma nas w napięciu, „Czwartej władzy” zdarza się potknięcie, natomiast w „Pierwszym człowieku” nie robi na nas wrażenia nawet śmierć poszczególnych kosmonautów. Twórcy nie dają nam szansy na zaangażowanie się.

Gdyby nie klaustrofobiczne, wręcz przerażające ujęcie marności i kruchości człowieka na tle kosmosu, sytuacja mogłaby niepostrzeżenie wymknąć się spod kontroli. Nie udało się ustrzec przed patosem, towarzyszącym nam od początku do końca trwania obrazu. Zawodzi nawet praca Justina Hurwitza, którego kompozycje choć piękne, nie nadają się do uchwycenia wydarzeń, których jesteśmy świadkami. Autor ścieżki dźwiękowej miał ciężki orzech do zgryzienia, pojedynkował się z samym Straussem.

Chazelle uparcie podąża obraną przez siebie ścieżką, po raz kolejny utwierdzając nas w przekonaniu, że jest genialnym rzemieślnikiem. Niestety tylko rzemieślnikiem. Strona techniczna zachwyca, zupełnie jak w widowisku „2001: Odyseja kosmiczna” Stanley’a Kubricka. Rozedrgana praca kamery i udźwiękowienie wzmacniają okrutność czarnej otchłani, zdjęcia formalnie są prawdziwą maestrią. To właśnie dla wizualnych wzniesień warto wybrać się do kina.

Jeśli jednak tak ma wyglądać dalsza współpraca Damiena Chazella z wielkimi studiami to nic satysfakcjonującego z tego nie wyniknie. Ewidentnie twórca staje się kreatywniejszy gdy pracuje na własnym scenariuszu, a jego budżet nie przekracza 50 milionów dolarów. Zwolennikom reżysera „La La Landu” pozostało czekać aż los z powrotem się do nich uśmiechnie.

Ola Szwarc
Aleksandra Szwarc

Pierwszy człowiek

Tytuł oryginalny: „First Man”

Rok: 2018

Gatunek: biograficzny, dramat

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Damien Chazelle 

Występują: Ryan Gosling, Claire Foy

Dystrybucja: UIP

Ocena: 2/5

Our Rating: