Tegoroczna edycja Festiwalu Filmowego Pięć Smaków obfituje w wiele atrakcji. Zgłębimy młodą kinematografię tajemniczego Bhutanu, czy zapoznamy się bliżej z twórczością cenionej hongkońskiej reżyserki - Ann Hui. Do tego zajrzymy do świata japońskiej awangardowej erotyki i oczywiście obejrzymy nowe azjatyckie produkcje, jak i garść klasyków. Mamy nadzieję, że niniejsza relacja z poszczególnych seansów pomoże Wam rozeznać się w repertuarze imprezy.

Rzeka czasu

Rzeka czasu (2016)

Reżyseria: Yang Chao
Gatunek: dramat
Kraj: Chiny
Ocena: 4,5/5
Star_rating_4.5_of_5

Yang Chao przygotowywał się do nakręcania “Rzeki czasu” aż sześć lat - tyle zajęło znalezienie lokacji wzdłuż najdłuższej rzeki Chin. Dla reżysera ważne było, żeby pokazać piękno przyrody i pozostałości dawnej lokalnej kultury chińskiej. Z przyczyn politycznych jego dzieło zostało pozbawione społecznych i gospodarczych analiz, a kontrowersyjna Tama Trzech Przełomów ukazana jedynie jako cezura w dziejach Jangcy. Na poziomie sjużetu bohater filmu odbywa podróż od ujścia rzeki w okolicach rozwiniętego Szanghaju aż jej źródła leżące na terenie okupowanego przez Państwo Środka Tybetu. Yanga interesuje jednak też ruch na płaszczyźnie czasowej, ogląda się przez ramię za przeszłością, która została przykryta kurzem, ale nadal wpływa na tożsamość narodową. Główny bohater, Chun ruszając w rejs na małym statku, stara się okiełznać traumą po stracie ojca (piękny, choć wymyślony przez reżysera, obyczaj z rybą). Realizm spotyka się z poezją, mistycyzmem i raczej hermetycznymi dla europejskiego widza symbolami. Nastrój “Rzeki czasu” odnosi się bardziej do buddyjskiego ceremoniału niż do prawideł rządzącymi filmem drogi. Wybitna operatorska sprawność Marka Lee Ping-binga (pracował z największymi: Hou Hsio-hsieniem,Wong Kar-Waiem, Koreedą) uwydatnia piękno krajobrazów. Osiąga on dzięki głębi ostrości i uchwyceniu stanów pogodowych (Turner byłby dumny!) efekt zbliżony do tradycyjnych pejzaży chińskich malowanych tuszem. Na razie mój faworyt całego festiwalu - uderza w tony, które najbardziej cenię w kinie.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

Bahubali: Finał (2017)

Reżyseria: S.S. Rajamouli
Gatunek: akcja, przygodowy, dramat
Kraj: Indie
Ocena: 4,5/5
Star_rating_4.5_of_5

Pierwsza części dyptyku „Bahubali” okazała się olbrzymim sukcesem kasowym indyjskich kin i jednocześnie największym w historii Tollywood (przemysł filmowy Indii w języku telugu). Jak się okazało, S.S. Rajamouli zna jednak złotą zasadę sequeli jak nikt inny i w drugiej części wszystkiego jest więcej, mocniej, bardziej. Prabhas zyskał większą muskulaturę, a liczniejsze sceny akcji są tak spektakularne, a jednocześnie łamiące wszelkie prawa fizyki, jak chyba jeszcze nigdy w historii kina. Encyklopedie wymagają natychmiastowej aktualizacji pod hasłem „epickość”. Poznajemy dalsze losy Mahendry Baahubali i jego ojca Amarendry, a także odpowiedzi na wszystkie pytania, które nurtowały fanów przez ostatnie dwa lata. Mimo pewnych niedostatków fabularnych i w efektach specjalnych nie sposób chyba wyjść z kina bez uśmiechu na ustach, a wyraziści bohaterowie sprawiają, że śledzi się ich losy z zapartym tchem. Ten pełen rozmachu koktajl emocji po prostu trzeba zobaczyć.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
MAde in Hong Kong Pełna Sala

Made in Hong Kong (1997)

Reżyseria: Fruit Chan
Gatunek: dramat
Kraj: Hong Kong
Ocena: 4,5/5
Star_rating_4.5_of_5

20 lat po premierze, "Made in Hong Kong" nie traci na mocy. Film jest swoistym antidotum na przemysł filmowy Hong Kongu opanowany do końca lat 90. przez chińskie Triady. Młodzik o ksywce "Autumn Moon" tkwi w świecie, gdzie nastolatkowie pozostawieni sami sobie rzucają szkołę i zarabiają wykonując brudną robotę zleconą przez gangi. Zmarginalizowani żyją intensywnie i umierają młodo. Dorośli są nieobecni, przytłoczeni rzeczywistością uciekają od problemów. W osieroconych sercach narasta potrzeba poradzenia sobie z własnym życiem, a bezsilność tylko rodzi zniecierpliwienie i gniew. Film zyskuje drugie dno, gdy "Moon" dostaje dwa zakrwawione listy pochodzące od zmarłej Susan i poznaje Ping, która choć śmiertelnie chora, jest pogodzona ze swoim losem. Te wydarzenia nastrojone refleksyjnie pomagają przyhamować rozbiegane i rozsadzane dynamiką kadry. Odwaga i siła przebijająca przez dwie diametralnie różne postawy mocno pobudzają podświadomość bohatera, tak, że zakochuje się w obu dziewczynach. W tym momencie film przechodzi płynnie w wzruszający w swej szczerości melodramat z posmakiem kina spod znaku "Triad". Mimo, że czuć sprzeczność wobec przestępczych poczynań niedorostka to intymna sytuacja obcowania w świecie targanym porywami serca zbliża nas do zagubionego chłopaka z każdą minutą. Nie spotkałam się wcześniej z tak żywo poprowadzoną narracją w filmie "coming-of-age", wypełnionym po brzegi młodzieńczą energią i intensywnością przeżyć.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
tokio vampire hotel

Tokyo Vampire Hotel (2017)

Reżyseria: Sion Sono
Gatunek: fantasy, horror
Kraj: Japonia
Ocena: 4,5/5
Star_rating_4.5_of_5

Jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów tej edycji festiwalu. Na wstępie trzeba jednak wspomnieć, że najnowsze dzieło Siona Sono to przemontowana, dwuipółgodzinna wersja dziewięcioodcinkowego serialu. Co niestety widać, bo o ile punkt wyjścia jest banalny, to w relacjach między bohaterami bardzo łatwo się pogubić. Trudno też się oprzeć wrażeniu, że brakuje wielu ważnych scen, a fabuła jest podziurawiona niczym ser szwajcarski. Mimo wszystko, jeśli mocno okrojona wersja tej historii potrafiła sprawić tak ogromną frajdę, to trudno sobie wyobrazić zachwyt jaki towarzyszyłby mi po poznaniu pełnego obrazu. Ci, którzy Sono znają, wiedzą zapewne, że to twórca niepokorny, a przy tym szalenie odważny w łamaniu konwencji i mieszaniu gatunków. Amerykańscy postmoderniści nie dorastają mu do pięt. Tym razem opowiada o starciu dwóch wampirzych klanów w tytułowym hotelu w Tokio A.D. 2021. Nie owijając w bawełnę, już od pierwszych minut serwuje nam bezpretensjonalnie kampową, kolorowo-neonową rzeźnię. Jeśli niestraszne Wam hektolitry krwi na ekranie, czujecie motyle w brzuchu przy podbitych dźwiękach wystrzałów i świszczącej katany w akompaniamencie energicznej muzyki to zdecydowanie film dla Was! Oczywiście Sono nie byłby sobą, gdyby nie przemycił tam subtelnego hymnu na cześć wyrzutków społecznych i cicho nie zapłakał nad tym, że nie ma na świecie większych potworów od człowieka. Dla mnie to esencja kina rozrywkowego, chociaż zdaje sobie sprawę, że granica między kiczem, a sztuką jest tu umowna.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Proste życie

Proste życie (2011)

Reżyseria: Ann Hui
Gatunek: dramat
Kraj: Hongkong
Ocena:4/5
Hugo

Nie przypominam sobie, żebym widział film, który dotyka problemu starości z takim wyczuciem. Podstawą scenariusza była historia powstała w oparciu o przeżycia producenta - Rogera Lee. Koncentruje się na jego relacji z Ah Tao sędziwą służącą, która od lat młodości opiekuje się kolejnymi pokoleniami rodziny Rogera. On pochłonięty pracą zdaje się początkowo nie dostrzegać jej ogromnego wkładu i oddania przy codziennych obowiązkach domowych. Dopiero wylew, który przechodzi gosposia otwiera mu oczy, dzięki czemu zaczyna łączyć ich niemal rodzicielska relacja. Mimo, że obfite w dramaty, to bardzo stonowane i wyciszone dzieło. Reżyserka prowadzi je spokojnie, z lekkim humorem, bez emocjonalnych szarż i operatorskich trików. Wydobywa za to esencję tego, co mogę określić prozą życia. Duża w tym zasługa aktorów, a szczególnie nieocenionej Deannie Yip, która perfekcyjnie wciela się w rolę poczciwej starszej kobiety. W momentach, których Amerykanie czy nawet Europejczycy zaserwowaliby nieznośny patos, Ann Hui ucieka z kamerą, preferując raczej wywołanie u widza zadumy niż potoku łez. Rzecz o pięknej ponadpokoleniowej przyjaźni, która kojarzy się z najlepszymi dokonaniami Yasujirô Ozu.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Marlina

Marlina: Zbrodnia w czterech aktach (2017)

Reżyseria: Mouly Surya
Gatunek: dramat, western
Kraj: Indonezja
Ocena:4/5
Hugo

Indonezja bez wątpienia kinem gatunkowym stoi i "Marlina" jest tego kolejnym doskonałym przykładem. Reżyserka Mouly Surya zabiera nas na wyspę Sumba, która w jej obiektywie do złudzenia przypomina uwspółcześniony dziki zachód. Poznajemy tam tytułową bohaterkę, młodą, samotną wdowę nawiedzaną przez lokalnych rzezimieszków. W obliczu zagrożenia, zdana tylko na siebie, musi wykazać się wielką determinacją i heroizmem, żeby ujść z życiem. To wyjątkowo oryginalnie poprowadzony film zahaczający o rape and revenge i kino drogi, garściami czerpiący z estetyki spaghetti westernu. Formalnie zapiera dech w piersiach muzyką w duchu Ennio Morricone, majestatycznymi panoramami i symetrią kadru. Zdążymy nimi nacieszyć oko, bo całość, mimo kilku bardziej dynamicznych sekwencji poprowadzona jest raczej w duchu slow cinema, co pozwoliło mi jeszcze głębiej wniknąć w tę okrutną, ale niepozbawioną nadziei i wypełnioną czarnym humorem opowieść. Ze względu na połączenie wielu różnych stylów, jest spore prawdopodobieństwo, że każdy znajdzie w "Marlinie" coś dla siebie, Miłośnicy kina gatunkowego, docenią sprytną zabawę konwencją, a szukający głębszych treści dostrzegą odważny, szczególnie biorąc kraj jego pochodzenia, feministyczny manifest.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

Po nitce do kłębka (2017)

Reżyseria: Naoko Ogigami
Gatunek: dramat
Kraj: Japonia
Ocena: 4/5
Hugo

Po tym jak nieodpowiedzialna matka Tomo po raz kolejny znika z domu, jedenastolatka szuka schronienia u wujka Makio i jego nowej partnerki Rinko, która przeszła operację zmiany płci. Dziewczynka, otoczona czułą opieką, uczy się akceptować odmienność transseksualnej kobiety, znajdując z nią jednocześnie utraconą matczyną więź. Naoko Ogigami z charakterystycznym dla siebie humorem, subtelnością i jednocześnie unikając moralizatorstwa dotyka ważnego, ale będącego ciągle tematem tabu problemu. Pełnokrwiste postacie ułatwiają zaangażowanie się w ich losy, a nieoczywiste zakończenie dodaje historii autentyzmu. Wśród wielu scen, które zachowam w pamięci, wymienić warto oczyszczające spalenie stu ośmiu robótek na drutach o bardzo nietypowym kształcie. Na uwagę zasługuje również odważna rola Tômy Ikuty, znanego japońskiego aktora, idola młodej publiczności.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Podróżnicy i Magowie

Podróżnicy i magowie (2003)

Reżyseria: Khyentse Norbu
Gatunek: przygodowy, dramat
Kraj: Bhutan
Ocena: 4/5
Hugo

Pierwszy seans na festiwalu i od razu perełka. Byłem przygotowany na to, że dzieła raczkującej kinematografii Bhutanu zachwycą mnie malowniczymi pejzażami, ale nie spodziewałem się przy tym tak solidnej filmowej roboty! Dondup, młody urzędnik mieszkający w odciętej od cywilizacji bhutańskiej wiosce, jest zapatrzony w USA jak w obrazek. Nosi t-shirt z napisem "I love New York" w zestawie ze sportowym obuwiem. Pali papierosy, słucha zachodniej muzyki oraz marzy o karierze w Stanach i amerykańskich dziewczynach. Kiedy nadarza się okazja na wyjazd, nie omieszka czym prędzej z niej skorzystać. Najpierw jednak musi dostać się do Thimphu, stolicy państwa, co wbrew pozorom okaże się karkołomnym zadaniem. Na swojej drodze spotyka innych podróżnych, w tym mnicha umilającego czas wspólnej wędrówki opowieścią o pożądaniu i jego skutkach. Reżyser także potrafi w sposób lekki, acz angażujący snuć swoją historię. Główna oś fabularna zręcznie przeplata się z bajaniem mnicha, tworząc paralelę z losami protagonisty. Film, mimo odrobinę dydaktycznego tonu, niepozbawiony jest naturalnego humoru i dystansu, przez co ogląda się go z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Warto zaznaczyć, że sam twórca jest buddyjskim lamą, a aktorzy to naturszczycy. Głównym bohaterem pozostaje przy tym sam Bhutan, który w istocie przypomina mityczną krainę Shangri-La z kart powieści Jamesa Hiltona. Warto!

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Wilgotna kobieta na wietrze

Wilgotna kobieta na wietrze (2016)

Reżyseria: Akihiko Shiota
Gatunek: erotyczny
Kraj: Japonia
Ocena: 4/5
Hugo

Jak znaleźć olbrzymie pokłady czasu na obcowanie ze sztuką? Główny bohater filmu odkrył idealny sposób. Wyrzekł się kobiet. W jego życie niespodziewanie wkrada się jednak atrakcyjna nieznajoma, wywracając do góry nogami przyjęty system wartości. Wynikiem tego starcia płci oraz ideałów, jest prawdopodobnie jeden z najciekawszych erotyków, jakie dane mi było zobaczyć. Znajdziemy tutaj odwieczny spór między ciałem i umysłem, a także humorystyczne dywagacje na temat pożądania tego, co niedostępne. Jednak nie to jest największą zaletą. "Wilgotna kobieta na wietrze" zawiera perfekcyjnie nakręcone sceny seksu. Choreografia ciał, idealne wyczucie tempa, odpowiednio dawkowana śmiałość sekwencji. Dowód, iż erotyka ma swoje miejsce na dużym ekranie, choć tak rzadko tam gości.

Adrian Burz
Adrian Burz

Gra cieni (2016)

Reżyseria: Jee-woon Kim
Gatunek: szpiegowski
Kraj: Korea Południowa
Ocena: 4/5
Hugo

Jee-woon Kim dał się poznać jako twórca, który odnajduje się w różnych gatunkach. Począwszy od świetnie napisanego horroru "Opowieść o dwóch siostrach", po wielokrotnie nagradzany dramat "Życie słodko-gorzkie" i szalony western "Dobry, zły i zakręcony" wypełniony akcją. Kolejne dzieło reżysera jest wypadkową jego poprzednich, ekscytujących produkcji. Film rozgrywa się w latach dwudziestych podczas okupacji japońskiej. Grupa bojowników walczy niewzruszenie o wolność Korei Południowej, ale kolejne niepowodzenia rodzą wątpliwość w powodzenie misji. Rebelianci zwracają się o pomoc do kapitana policji Kong-ho Song (Lee Jung-chool), który w młodości działał w ruchu oporu. Gdy staje się podwójnym agentem do samego końca nie ma pewności po której jest stronie. Otoczka tajemniczości budowana wokół tej postaci tylko podsyca napięcie. Niewiele wiadomo o priorytetach Kong-ho Song. Czy nie ma skrupułów i działa wyłącznie na swoją korzyść? Gardzimy dwuznacznymi poczynaniami targanego niepewnościami bohatera. Postawa Kima Woo-Jin (Yoo Gong znany z "Train to Busan"), zdeterminowanego agenta ruchu oporu kontrastuje z działaniami japońskiego oficera targanego dylematami dotyczącymi tożsamości narodowej. Tworzą na ekranie świetną parę prowadzącą zawoalowaną grę w kotka i myszkę, którą trzeba śledzić z wytężeniem, by się nie pogubić. Jednak przy całej zawiłości historii spiskowej, film zapewnia przystępną rozrywkę. Choreografia brawurowych sekwencji pościgów podana jest z elegancką precyzją. Można powątpiewać w zasadność wprowadzenia niektórych rozwiązań fabularnych, ale podawane są z wdziękiem i nutką poezji, którym trudno się oprzeć. Przemyślane użycie muzyki Ravela, czy Armstronga działa odświeżająco na całość i stanowi świetne dopełnienie obrazu. Tak jak ścieżka dźwiękowa leje miód w serce widza, tak ucztę dla oczu stanowią klimatyczne ujęcia i solidna praca kamery z wykorzystaniem gry cieni. Drobnym minusem jest łopatologiczna końcówka specyficzna dla produkcji amerykańskich. Te elektryzujące kino szpiegowskie wiedzie nas po rozpoznawalnych tropach, czy stereotypach, ale robi to dozując napięcie i w dobrym stylu południowokoreańskiego thrillera.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
Obłąkany świat

Obłąkany świat (2016)

Reżyseria: Chun Wong
Gatunek: dramat
Kraj: Hongkong
Ocena: 4/5
Hugo

W dzisiejszym świecie ciągle gonimy za sukcesem, efektywnością, bogactwem. Wszystko musi być piękne, proste, zdrowe, jasne i przewidywalne. Słabym umysłom ciężko przetrwać w tej niekończącej się pogoni. Jednym z nich jest Tung, główny bohater tegorocznego hongkońskiego kandydata do Oscara. Młody, utalentowany finansista, mający piękną narzeczoną, kupione na kredyt mieszkanie w centrum miasta i liczne nadgodziny. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze opieka nad chorą psychicznie matką powodująca konflikty oraz związek z partnerką zazdrosną o brak czasu. Pewnego dnia bohater nie wytrzymuje, załamuje się. Być może kryzysy zdarzały się mu już wcześniej, ale były ignorowane, zrzucane na ekstrawagancję, zmęczenie, frustrację. Tym razem stało się coś, czego nie można zamieść pod dywan. Przyjeżdża policja, w trakcie procesu biegli podejmują decyzję – choroba afektywna dwubiegunowa. Po roku leczenie się kończy, gwałtownie, naiwnie, ale łóżka same się nie zwolnią, a późny kapitalizm „wariatów” produkuje na pęczki. Tung sam, a właściwie pod opieką ojca, którego praktycznie nie zna i który pochodzi z całkiem innego świata, próbuje odnaleźć się w rzeczywistości. Między ludzką hipokryzją, nieufnością, wrogością. Próbuje odbudować swoje dawne życie, odzyskać to co utracił, bo nic innego nie zna i nie umie. Ta bardzo amerykańska w realizacji produkcja dusi nas klimatem ciasnych pomieszczeń biednej dzielnicy azjatyckiego gospodarczego tygrysa. Jedyny kontrapunkt dla ciasnoty korytarzy i umysłów stanowi dach – przestrzeń wolności, gdzie Tung z małym synem sąsiadki znajdują ucieczkę, wspólnie dając się ponieść swojej fantazji i zrozumieć się. Obłąkany świat to wchodząca do głębi historia o ludziach systemu korporacji, którego wieszczony przed dwoma dekadami przez Kazika krach nie następuje i który pożera kolejne umysły i ciała. Szkoda, że twórcy w trzecim akcie poszli w przesadny dydaktyzm, przez co obraz zaczyna wtedy trącić szkolną pogadanką.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Hema Hema

Hema Hema (2016)

Reżyseria:  Khyentse Norbu
Gatunek: dramat
Kraj: Bhutan, Hong Kong
Ocena: 4/5
Hugo

Khyentse Norbu (autor “Podróżników i magów“, innego filmu pokazywanego w ramach sekcji Focus: Bhutan) będąc konsultantem na planie “Małego Buddy” Bernardo Bertolucciego poznał Jeremy’ego Thomasa. Brytyjski producent pracował, z takimi tuzami jak Skolimowski, Roeg, Ôshima, Cronenberg, Kitano, Miike, Wenders czy Jarmusch. Dostrzegł w skromnym buddyjskim mnichu talent reżyserski i zachęcił go do debiutu. “Hema Hema” jest ich czwartym wspólnym projektem. Tym razem, żeby pozyskać pieniądze została zorganizowana specjalna akcja crowdfundingowa. O zdjęciach dowiedzieli się też chińscy filmowcy, dzięki temu za montaż odpowiadał znany reżyser Tian Zhuangzhuang (!), a na ekranie zobaczyliśmy sławy pokroju Zhou Xun (główna rola w pokazywanym na 5 Smakach “Nadejdzie nasz czas” Ann Hui) czy Tony’ego Leunga (ulubiony aktor Wong Kar-Waia). W języku dzongkha tytuł oznacza “Dawno, dawno temu”, choć w istocie opowiada o świecie zawieszonym pomiędzy 24-letnimi cyklami czasowymi. W roku małpy w obozie położonym głęboko w dżungli spotykają się wybrani śmiałkowie. Zostają oni poddani rytuałowi bardo (stan pośredni między życiem a śmiercią), który ma ich duchowo odnowić. Uczestnicy zakładają kolorowe maski, tracąc tym samym tożsamość. Odtąd każdy zostaje wystawiony na pokuszenie! O tym swoistym pojęciu, który w uproszczeniu nazwę tutaj “karnawałem” (chodzi o święty czas, wyjęty z ram profanum dnia codziennego, rządzący się osobnymi często nielogicznymi zasadami) pisał choćby Bachtin czy Huzinga. Reżyser porusza zatem tematykę, z którą zmagało się zarówno kino artystyczne (“Madeinusa”) jak i rozrywkowe (“Noc oczyszczenia”, “Battle Royale”). W kontekście bhutańskim, wydaje się to nawet donioślejsze. Podczas, gdy inni krajowi reżyserzy z trudem opowiadają nawet najprostsze historie, Norbu urealnia swoją wizję z pomocą symboli, obrzędów, barw. Przy całej pompie i bogactwie przedsięwzięcia “Hema Hema” pozostaje kameralnym dramatem jednostki. Jeszcze jedna mądra lekcja, którą może otrzymać widz europejski od azjatyckiej kinematografii.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Boat people

Boat people - uchodźcy z Wietnamu (1982)

Reżyseria: Ann Hui
Gatunek: dramat społeczny
Kraj: Hong Kong
Ocena: 4/5
Hugo

W 1978 roku, trzy lata po zakończeniu wojny wietnamskiej tysiące mieszkańców (tak zwanych "Boat people") ryzykowało życie opuszczając drogą morską kraj pogrążony przez komunistyczny reżim w biedzie i tyranii. Film skupia się na ukazaniu nieszczęśliwego i udręczonego życia ludzi walczących o przerwanie, uwięzionych w pułapce przeznaczenia skazującej na los uchodźcy. Ann Hui rezygnuje z akcentowania politycznych aspektów historii na rzecz humanitarnego podejścia do tematu. Otrzymano odpowiednią perspektywę umieszczając w centrum wydarzeń ludzkiego i ciepłego reportera, Akutagawę. Fotografuje on okrutną rzeczywistość jako honorowy gość wysłany do wynędzniałej strefy dla modelowych obywateli. Tym samym staje się świadkiem: głodu w slamsach, korupcji urzędników, brutalności policji, ciężkiej egzystencji dzieci. Sentymentalny Japończyk nieświadomy jest piekła rozgrywającego się w tej niedostępnej z zewnątrz Nowej Stefie Ekonomicznej (N.E.Z.) przeznaczonej dla jednostek uznawanych za zagrożenie. Pierwotnie większość filmu miała rozgrywając się na wodzie, ale po przepisaniu scenariusza na nowo miejsce akcji stanowi głównie ląd. Pozwala to na optymalne przedstawienie treści: wpierw poświęcono czas na wprowadzenie postaci i kształtowanie się relacji między bohaterami, by po włączeniu do fabuły tych niepokojących i poruszających wątków historia mogła oddziaływać z pełną mocą.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
czysty interes

Czysty interes (2017)

Reżyseria: Jun Geng
Gatunek: czarna komedia, satyra
Kraj: Chiny
Ocena: 3,5/5
Star_rating_3.5_of_5

Obraz Chin jaki serwuje reżyser "Czystego interesu" to widok niecodzienny. Prawie opuszczone, ponure, post-industrialne miasteczko, kojarzące się z rodzimym PGR-em po apokalipsie. To środowisko jest mekką dla typków spod ciemnej gwiazdy. Jednak owi oszuści nie mają łatwej pracy, bowiem właściwie nikt nie ma tu czystych intencji. Korupcja stała się nowym niepisanym prawem, a garstka pozostałych na służbie funkcjonariuszy cicho temu przyklaskuje. Brzmi jak ponury dramat społeczny? Nic bardziej mylnego. To satyra pełną gębą wypełniona absurdalnym humorem, podanym w formie pozornie oderwanych od siebie skeczy. Jeśli przyswoicie ślimacze tempo filmu, bardzo prawdopodobne, że będziecie się dobrze bawić. Mnie najbardziej ujął kontrast, między przygnębiającym otoczeniem, a błąznującymi bohaterami wypowiadającymi swoje kwestie z długimi pauzami, z kamienną twarzą i długimi pauzami. Trochę jak w kinie Kaurismakiego. Jest to dzieło minimalistycznie, ale w żadnym wypadku nie można mówić o braku dbałości o szczegóły. Długie, spokojne ujęcia podkreślają atmosferę zawieszenia, a okazyjnie pobrzmiewająca gitara akustyczna tylko dopełnia dzieła. Niewątpliwie to jeden z mocniejszych tytułów tegorocznego konkursu.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
noc kociaków

Noc kociaków (1972)

Reżyseria:  Noboru Tanaka
Gatunek: dramat, erotyczny
Kraj: Japonia
Ocena: 3,5/5
Star_rating_3.5_of_5

To, co zrobiło studio Nikkatsu w przypadku serii Roman porno, śmiało można nazwać "trollingiem". Pozornie kino dla masowego widza, w rzeczywistości wieloznaczne, awangardowe eksperymenty. "Noc kociaków" długo ukrywa swe prawdziwe intencje. Z początku jest przaśną komedyjką o perypetiach masażystek z salonu, świadczącego nieco większy zakres usług, niż można się spodziewać po takim przybytku. Obserwujemy wyścig kochanków "które pierwsze dojdzie", zobaczymy fetyszystę czystości, przychodzącego by myć swą kochankę, wreszcie poznamy właściciela lokalu, piastującego ten urząd z powodu wojerystycznych ciągotek. Gdzieś w połowie seansu, śmiechy widowni zaczęły cisnąć. W centrum opowieści znalazła się bowiem postać młodego geja oraz jego dramaty. Stopniowo, ale konsekwentnie, dzieło przybiera coraz bardziej szare barwy. To fascynujące w jaki sposób reżyser, Noboru Tanaka umie zmienić temperaturę filmu. Nagle zarzuca nas surrealistycznymi wizjami, które łatwo odczytać, ale ciężko się o nich myśli. Egzystencja uwiera bowiem bohaterów z potężną siłą. Tytułowa noc, będzie czasem pytań i odpowiedzi, na temat samych siebie. Widz chcąc nie chcąc, zada sobie niektóre z nich, nawet jeśli przyszedł do kina "pooglądać cycki". W tym tkwi sukces reżysera.

Adrian Burz
Adrian Burz
Yamato (California)

Yamato (Kalifornia) (2016)

Reżyseria: Daisuke Miyazaki
Gatunek: dramat, muzyczny
Kraj: Japonia
Ocena: 3,5/5
Star_rating_3.5_of_5

Połowę miasta Yamato zajmuje baza amerykańskiej marynarki wojennej. Film demistyfikuje wyidealizowany obraz niezależnego finansowo i unikalnego kulturowo Kraju Kwitnącej Wiśni utrwalony w świadomości zachodniego społeczeństwa. Prezentowany świat nie jest już Japonią portretowaną przez Ozu. Roi się tu od sugestywnych ujęć rozgrywających się na "ziemi niczyjej" leżącej wzdłuż bazy wojskowej, czy też na złomowiskach i w odrapanych budynkach. Nastoletnia Sakura (Hanae Kan) rapuje, by znaleźć ujście dla kumulującej się bezsilności i złości. Brak jej pewności siebie czy umiejętności? Kolejne rymy wyrzuca z siebie niedbale, do czasu aż zabierze głos w debacie dotyczącej tożsamości narodowej i zacznie wyrażać siebie, własne pragnienie wolności. Wartością samą w sobie stanie się uwolnienie się od wątpliwości, zagubienia, bezładu. By żyć pełniej w kraju, gdzie tradycja staje się obca. Czasy się zmieniają i zachodzi potrzeba identyfikowania na nowo zwyczajów. Zmniejszania dystansu, ale z możliwością zachowania odrębności w wielorasowym społeczeństwie.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

Strażnik tradycji (2017)

Reżyseria: Arun Bhatterai, Dorottya Zurbó
Gatunek: dokumentalny
Kraj: Bhutan, Wegry
Ocena: 3,5/5
Star_rating_3.5_of_5

Niemałym zaskoczeniem na tegorocznej edycji festiwalu Pięć Smaków był dla mnie bhutańsko-węgierski dokument „Strażnik tradycji”. Arun Bhatterai i Dorottya Zurbó pokazują wycinek z życia zwykłej rodziny z Królestwa smoka grzmotu. Skupiając się na codziennych czynnościach i problemach, marzeniach i obawach oraz relacji między bohaterami potrafią w subtelny i przykuwający uwagę sposób opowiedzieć o społeczeństwie Bhutanu, gdzie kultywowana tradycja styka się coraz częściej ze współczesnością prowadząc nierzadko do konfliktu pokoleń. Głową rodziny jest tytułowy strażnik świątyni należącej do jego przodków od pokoleń. Chcąc zachować spuściznę naciska na syna, by został mnichem i przejął po nim opiekę nad sakralnym budynkiem. Chłopcu trudno jest jednak wyobrazić sobie przyszłe życie w celibacie. Tymczasem, jego siostra źle czuje się w ciele kobiety, a jej główną pasją jest piłka nożna. Mimo docinek ze strony rówieśników, rodzina obdarza ją zrozumieniem i potrzebnym wsparciem. Tradycyjna forma dokumentu, pozbawiona jednak „gadających głów”, nie odciąga uwagi od przekazywanej treści, będąc z nią w niemal buddyjskiej harmonii.

Krystian Prusak
Krystian Prusak

Świt kociaków (2017)

Reżyseria: Kazuya Shiraishi
Gatunek: dramat, erotyczny
Kraj: Japonia
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

Produkcja z reaktywowanego po latach, japońskiego cyklu wytwórni Nikatsu - Roman Porno, który wbrew nazwie z pornografią ma niewiele wspólnego. To artystyczne filmy erotyczne, gdzie jedynym warunkiem narzuconym przez producenta jest scena seksu przynajmniej raz na ok. 10 minut. Cała reszta całkowicie zależy od twórców, którzy sięgają po rozmaite konwencje. "Świt kociaków" jest akurat ciekawym przykładem kina społecznie zaangażowanego. To wycinek z życia trzech pracownic podupadającej tokijskiej agencji towarzyskiej, a przy okazji pretekst do ukazania palących problemów współczesnej Japonii. Wyobcowanie, uzależnienie od internetu, ból po stracie ukochanej osoby, odpowiedzialność rodzicielska i wiele innych. Liczbą poruszanych kwestii można by obdarować jeszcze co najmniej kilka produkcji. Mam wrażenie, że twórca chciał złapać zbyt wiele srok za ogon. Biorąc pod uwagę dość krótki metraż (84 min.) i obowiązkowe sceny erotyczne, których część wydaje się tu być niepotrzebna, można uznać film za dzieło nie do końca spełnione. Tym bardziej, że większość wątków prowadzi donikąd, lub ostatecznie trąci łopatologią. Całość świetnie sprawdza się za to jako nocna wycieczka po mrocznej stronie miasta. Technicznie trudno coś zarzucić, a pojedyncze, czasem mocno kontrowersyjne sceny zostają w głowie na długo. Choć pojawiają się elementy humorystyczne, to i tak prawdopodobnie jeden z najbardziej przygnębiających filmów erotycznych, jakie zobaczycie.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Szczęśliwej drogi

Szerokiej drogi (2016)

Reżyseria:  Chung Mong-hong
Gatunek: dramat, czarna komedia
Kraj: Tajwan
Ocena: 3,5/5
Star_rating_3.5_of_5

Młody przemytnik potrzebuje przewieźć z Taipei do Tainan na południu Tajwanu torbę wypełnioną narkotykami. Pozbawiony optymizmu grubasek jest obiektem kpin ze strony gangsterów. Z pomocą przychodzi mu stonowany taksówkarz (legendarny komik Michael Hui). Stary Xu staje się przeciwwagą dla młodziaka, a komiczne sekwencje z udziałem wyłysiałego poczciwiny równoważą drastyczne sceny porachunków gangsterskich. Handlarze narkotyków tkwią w chaosie, który sami sobie zgotowali. Dużo czasu ekranowego poświęcono na udane zwizualizowanie brutalnych potyczek, ale sedno historii stanowią akcenty o łagodniejszym wydźwięku. Makabryczne sceny, gdzie dilerzy pełni apatii z obojętnością zadają sobie cierpienie kontrastują z przejawami empatii. Mimo prozy życia to właśnie postać grana przez Hui jako jedyna akceptuje codzienność taką jaka jest. Film ma zwłaszcza na początku ospałe tempo. Często zbacza z wątków charakterystycznych dla kina gangsterskiego. Rzekome minusy produkcji ostatecznie działają na jej korzyść. Nieprzewidywalny, ale wyważony miks przemocy i ironii działa pobudzająco. Powątpiewamy czy coś dobrego wyniknie z tej mieszanki skrajnych nastrojów, ale odnalezienie nadziei w absurdalnej rzeczywistości jest możliwe. Doświadczamy osobliwego kina drogi, gdzie dwójka udręczonych towarzyszy zbliża się do siebie i obdarza nawzajem szacunkiem.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

Tajemnica (1979)

Reżyseria: Ann Hui
Gatunek: dramat, kryminał
Kraj: Hongkong
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

Swój filmowy debiut Ann Hui oparła na prawdziwych wydarzeniach. To historia śledztwa w sprawie wstrząsającego morderstwa. Para Hongkończyków zostaje znaleziona w środku lasu martwa, okaleczona i zawieszona w dziwnych pozach. Policja szybko znajduje osobę odpowiedzialną za te "makabryczne dzieło sztuki". Pozostaje jednak sporo innych tropów. Lin, mieszkająca w sąsiedztwie ofiar, postanawia wszcząć prywatne śledztwo, by dowiedzieć się "jak było na prawdę". Mamy do czynienia z kryminałem, co wskazuje opis. Niestety, reżyserka nieco gubi się w narracji. Trudno połapać się w tym filmie "kto jest kim", a tym bardziej, które sceny są retrospekcjami, gdyż takowych wyraźnie nie odznaczono. Jako widz czułem się niestety wyłączony ze śledztwa, co uważam za wadę. Na szczęście finał w czytelny sposób pomógł mi ułożyć zawiłości. Nie zagadka jest w tym filmie magnesem, a wątek sił nadprzyrodzonych. Ann Hui sprawnie buduje klimat tajemnicy, która zdaje się wykraczać poza realny świat. Daje to dziełu jedyną w swoim rodzaju oniryczną atmosferę, idealnie zgrywającą się z tematyką chińskich wierzeń. Trzeba napomknąć, sporo tu zapożyczeń, ale warto zobaczyć, by poczuć na własnej skórze ten niepokój.

Adrian Burz
Adrian Burz

Letni śnieg (1995)

Reżyseria:  Ann Hui
Gatunek: dramat, komedia
Kraj: Hong Kong
Ocena: 3,5/5
Star_rating_3.5_of_5

May Sun, około 40-letnia bizneswoman, próbuje pogodzić karierę zawodową z rolą żony i matki w patriarchalnym społeczeństwie Hongkongu. Po śmierci teściowej przypada jej obowiązek opieki nad starzejącym się wdowcem Lin Sunem, od którego doznała wcześniej wiele przykrości. Z czasem okazuje się, że mężczyzna choruje na chorobę Alzheimera a pilnowanie go staje się coraz bardziej uciążliwe. May będzie zmuszona zmierzyć się z trudną decyzją o umieszczeniu teścia w domu spokojnej starości. Ann Hui podejmuje w swoim filmie trudny i ważny temat starości a także nieznanej szerzej w swoim kraju choroby. Mieszając powagę i humor udało się reżyserce osiągając odpowiedni dla całości obrazu balans, co zaowocowało licznymi nagrodami, między innymi nagrodą Jury Ekumenicznego na festiwalu w Berlinie. Co więcej, Josephine Siao za rolę zapracowanej synowej otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia, a Roya Chiao, znanego wcześniej zachodniemu widzowi głównie z małej roli w filmie „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”, doceniono za oddanie choroby Alzheimera wyróżniając go nagrodą Hong Kong Film Awards. Żałuję jedynie, że Ann Hui nie pogłębiła relacji między bohaterami decydując się na dłuższy czas trwania obrazu.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Nadejdzie nasz czas

Nadejdzie nasz czas (2017)

Reżyseria: Ann Hui
Gatunek: dramat, wojenny
Kraj: Chiny, Hong Kong
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

W latach 40-stych w Honkongu pod okupacją japońską partyzant Czarny Lau (Eddie Peng) rekrutuje do jednostki miejskiej lokalnego zgrupowania Dongjiang młodą nauczycielkę Fang Lan (Zhou Xun). Zatroskaną matkę dziewczyny gra Deanie Ip (znana z "Prostego życia"). Występ Ip stanowi stonowany i przejmujący kontrast względem działań młodych protagonistów. Interakcje między postaciami są oszczędne. Historia oparta jest na faktach, ale jej fabularne przedstawienie porusza pobieżnie. Luźno wpleciono czarno-białe retrospekcje z udziałem ocalałego weterana (Tony Leung Ka-fai). Wspomnienia te wypadają blado na tle całości, która mogła być bardziej ożywcza i w większej mierze epizodyczna. Jednakże wkład wielokrotnie nagradzanych twórców odpowiedzialnych za skrupulatny montaż, zdjęcia i muzykę (Joe Hisashi) sprawia, że najnowsze dzieło Hui dobrze się prezentuje na ekranie.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

Miód dla dakini (2016)

Reżyseria: Dechen Roder
Gatunek: kryminał
Kraj: Bhuthan
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

Deszcz, mrok, noc, mała wioska na końcu świata, policjanci dobijają się do jednej z chat, w tym samym czasie mała dziewczynka wydostaje się tylnymi drzwiami i biegnie ostrzec swoją przyjaciółkę. Gdy chwile później oficerowie wchodzą do położonego na uboczu domu Choden, tam nie ma już nikogo. Morderczyni jest na wolności. Tak rozpoczyna się bardzo ciekawe połączenie kryminału i filmu drogi rodem z Bhutanu. Historia wzajemnego poznawania się oficera policji Kinleya, z ludową szamanką Choden przeplatana przypowieściami opowiadanymi przez kobietę jest bardzo intrygująca i pozwala choć trochę zrozumieć tak inny od naszego świat. Niestety intryga kryminalna jest jednocześnie bardzo dziurawa, film często ucieka się do mechanizmu deus ex machiny, gdy reżyserka zapędza się w fabularny kozi róg.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
pani K

Pani K. (2016)

Reżyseria: Yuhang Ho
Gatunek: akcja
Kraj: Hongkong, Malezja
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

Perfekcyjny przestępca zrywa z zawodem, znajduje rodzinę i ukrywa się w małym miasteczku. Nagle upomina się o niego przeszłość. Dla kina akcji to temat nieśmiertelny. Ho Yuhang sięga po popularny motyw, by stworzyć swoisty hołd dla gatunku. Jednocześnie celuje w pastisz oraz stara się, by był to atrakcyjny akcyjniak. W obu wypadkach chybia o kilka milimetrów. Teoretycznie niczego tu nie brakuje: mamy gwiazdy kina akcji (w roli głównej Kara Wai!), jest jako taki budżet, klimatycznych lokacji także sporo. Nic tylko zaplanować rozróbę. Niestety, reżyser się nie wywiązuje. Za często każe widzowi czekać lub ucieka w oniryczne sekwencje. Brakuje długich walk, nie za często też mruga się do nas okiem. Dopiero finałowe starcie przynosi spełnienie moich oczekiwań. Czy to aby nie za późno? Oczywiście doceniam zaangażowanie twórców w kwestii kompozycji kadru, a także potwierdzam, to przyjemna rozrywka. Problem w tym, iż zbyt wiele obiecująca.

Adrian Burz
Adrian Burz
Noce Bangkoku

Noce Bangkoku (2016)

Reżyseria: Katsuya Tomita
Gatunek: dramat
Kraj: Japonia, Tajlandia, Laos, Francja
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

W mojej wyobraźni to było dzieło doskonałe. Odyseja po jednym z najbardziej obleganych przez turystów miast na świecie. Dzika i szaloną podróż pełna narkotyków i wyuzdanego seksu, z muzyką pulsującą basem rozsadzającym trzewia. Jednocześnie wyciszony i poetycki portret molocha, kapitalistycznego raju, będącego zarazem przedsionkiem piekła. Tomita wbrew temu, co sugerują materiały promocyjne ujął temat nieco inaczej. To nie jest film o Bangkoku. Bardziej paradokument zaglądający za kulisy seksturystyki i komentarz społeczny w sprawie postkolonializmu. Choć w tle przewija się mnóstwo postaci, kamera skupia się przede wszystkim na dwójce bohaterów. Luksusowej prostytutce Luck oraz Ozawie (granym przez samego reżysera), japońskim ekspartiancie i jednym z jej klientów. Oboje, choć pochodzą z dwóch różnych światów, razem miotają się szukając wyjścia z systemu karmiącego się wyzyskiem. On nie znalazł dla siebie miejsca w ojczystej Japonii i szuka spełnienia w słabiej rozwiniętych ekonomicznie krajach granicznych, wśród zubożałych społeczności. Ona trudni się nierządem nie całkiem z wyboru. Utrzymuje z tego całą swoją rodzinę, mieszkającą na prowincji. Znajduje się w pułapce cyklu trwającego pokolenia, będącego następstwem ucisku kolonialnego, który wyzyskuje całe rodziny. Owszem "Noce Bangkoku" to rozległy portret stanowiący sporą wartość kulturoznawczą, lecz niekoniecznie spełniony jako dzieło filmowe. Rozwleczony na 3 godziny, mający problemy z kompozycją i utrzymaniem tempa, przegadany, czasem zwyczajnie nudny. Znamienne, że połowa filmu dzieje się w prowincjonalnym Isan, najbiedniejszym regionie Tajlandii, przy granicy z Laosem i Kambodżą, a bohaterowie zaglądają też do sąsiadujących krajów. Paradoksalnie ta część filmu wypada znacznie lepiej od bangkokijskiej, zrealizowanej w dość surowym dokumentalnym stylu. Dopiero wtedy Tomita zaczyna trochę eksperymentować z formą, poprzez bardziej finezyjną pracę kamery, dłuższe, bardziej ekspresyjne ujęcia, slow motion i zdjęcia z drona. Moją ulubioną scena to ta, w której słyszymy ogłuszające wybuchy, a kamera przelatuje nad dżunglą, ukazując wielkie leje po amerykańskich bombach. W jednym z nich siedzą bohaterowie rozprawiając o wolności. Dla takich fragmentów warto było poświęcić tej produkcji czas. .

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Przepowiednia

Przepowiednia (2015)

Reżyseria: Zuri Rinpoche
Gatunek: dramat
Kraj: Bhutan
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

Himalajska sceneria, chłopak i dziewczyna, oboje młodzi i piękni. Rzucają sobie zalotne spojrzenia. Coś wisi w powietrzu, brak tylko nastrojowej muzyki. Jednak to nie bajka, ale historia o miłości niemożliwej. Ona to dziewczyna, która przed laty wyjechała do stolicy Bhutanu na studia, ale powraca w rodzinne strony. On został przeznaczony jeszcze jako dziecko do najwyższych godności w buddyjskim klasztorze, ma być przewodnikiem duchowym i nauczycielem. W wieku trzech lat został zabrany z rodzinnego domu jako inkarnacja tertona Ringiza Limpy. Tytułowa przepowiednia Trzech Klejnotów odkryła przez lamami, jak znaleźć pośród nowo narodzonych dzieci Rinpocze. Wszelka zażyłość między parą zostaje odrzucona jako nieprzystojna i niewłaściwa. Nawet ustami dawnego wychowawcy chłopaka, lamy Singye dziewczyna zostaje skarcona, że rozprasza nie tylko Limpę, ale i jego uczniów. Wybór między powinnością a osobistym spełnieniem to tylko jeden z tematów filmu Zuriego Rinpochego. Pobrzmiewają echa świetnego “Stając się, kim byłem”, gdy ujawnia się ojcowsko-synowska relacja Ringiza Limpy z lamą Singyem. Najbardziej odświeżającą kwestią, jaką podjęto, pozostaje jednak rola kobiety w kostycznym systemie buddyjskim. Zazwyczaj obserwujemy malownicze wyrywki z życia buddyjskiego klasztoru z perspektywy reżyserów, którzy nie rozumieją do końca co w trawie piszczy (“Mały Budda” Bertolucciego, “Kundun” Scorsese, "Siedem lat w Tybecie" Annaud). Patrzą oni na buddyjskie obrzędy z boku, z pozycji życzliwego, ale jednak intruza. Tymczasem reżyser filmu sam będący inkarnacją mnicha Thrangu w Qinghai doskonale rozumie, jaki bagaż nosi taki wybraniec. Nie musi poznawać rytuałów, tajemnic, zasad. To dla niego chleb powszedni. Może dlatego otrzymujemy dzieło czyste jak kropla wody, nieskażone cyniczną chęcią uzyskania mistyki na taśmie filmowej.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Norbu, mój ukochany jak

Norbu, mój ukochany jak (2006)

Reżyseria: Pelden Dorji
Gatunek: dramat
Kraj: Bhutan
Ocena: 3/5
Star_rating_3_of_5

Kino Bhutanu dopiero raczkuje, więc nie dziwi, że film Peldena Dorjiego ma sporo problemów technicznych (kiepski montaż, asynchrony dźwięku i obrazu, naturszczycy, którzy z trudem wygłaszają dialogi, słabo zastosowany bullet time). Mimo tych uchybień posiada skarb, którego nie mają większe i bardziej profesjonalne produkcje. Z ekranu płynie bowiem szczerość, która umarła już dawno temu. Ostatnio takie pokłady niewymuszonego humanizmu widziałem w filmach Kurosawy (“Rudobrody”, “Piętno śmierci”). Być może odcięta od świata społeczność bhutańska zachowała tę dziecięcą niewinność, którą zepsuty, zachodni świat zatracił. Choć twórcy deklarują, że “Norbu…” został oparty na pieśni ludowej to jestem w stanie uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Będąc niemowlakiem Samten traci matkę, więc musi wykarmić go samica jaka. W ten sposób jego mlecznym bratem zostaje tytułowe bydlątko. Jeśli myślicie, że szykuje się kolejna ckliwa, familijna historia o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem, muszę Was rozczarować. Mimo, że fabuła jest prosta to dzięki kontekstom takim jak buddyjskie wierzenia i rytuały miejscowej ludności, mamy do czynienia z donioślejszym dziełem. Protagonista staje przed szalenie trudnym wyborem, w którym musi postawić na szali życie przyjaciela i swoje osobiste szczęście. Karkołomność tego położenia polega na tym, że Samten zdaje sobie sprawę, że Norbu to nie tylko ukochany jak czy ofiara przeznaczona bogom, ale też dusza, która w procesie reinkarnacji może powrócić do świata żywych.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Zapiski z przyjaźni

Zapiski z przyjaźni (2016)

Reżyseria: Kwok Cheung Tsang
Gatunek: melodramat
Kraj: Chiny, Hong Kong
Ocena: 2,5/5
Star_rating_2.5_of_5

Dzieło zrealizowane przez Dereka Tsanga, znanego hongkońskiego aktora, ma interesujący punkt wyjścia. Otóż scenariusz oparto na podstawie niezwykle popularnych w Chinach powieści internetowych, a na początku filmu zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń jednego z takich utworów. Qiyue i Ansheng poznają się w szczenięcym wieku. Dziewczynki od pierwszego wejrzenia przypadają sobie do gustu i zostają przyjaciółkami. Ich bezpretensjonalnej relacji, przynajmniej na starcie, nie wadzi to, że pochodzą z różnych światów. Pierwsza wywodzi się z dobrego domu, świetnie się uczy, choć raczej należy do szarych myszek, które przeżywają życie bez wyskoków. Tymczasem druga to niespokojna dusza, pełna energii i szaleństwa, co jednak jest zasłoną dymną, która kryje jej smutek i zagubienie wobec bycia sierotą. Jak każda młodzieńcza przyjaźń i ta wydaje się wieczna, lecz dorosłe życie może zmienić stan rzeczy. Kobiety muszą wybrać priorytety, ruszyć swoją drogą, założyć rodzinę i poświęcić się karierze. Czy ich piękna więź na tym nie ucierpi? Reżyser serwuje w drugiej części kilka wolt fabularnych, które dodatkowo podbijają i tak melodramatyczny wydźwięk. Nie zdziwię się, jeśli ten szantaż zostanie odebrany pozytywnie, bo obie aktorki (Zhou Dongyu, Ma Sichun) wychodzą z siebie, żeby uprawomocnić wymuszone zabiegi skryptu.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
KFC

KFC (2016)

Reżyseria: Lê Bình Giang
Gatunek: horror
Kraj: Wietnam
Ocena: 2/5
Star_rating_2_of_5

Któż by się spodziewał, że wietnamska kuchnia filmowa uraczy nas tak krwistym daniem. W tym filmie znajdziemy wyrywanie zębów, dekapitacje i palenie ludzi żywcem. Mało... Jest jeszcze picie wymiotów, okaleczanie genitaliów, znęcanie się nad dziećmi. Przyznać należy, sowita dawka makabry, obok której fani tego typu atrakcji nie powinni przejść obojętnie. Tyle że francuska nowa ekstrema udowodniła, iż gore może być emocjonującym przeżyciem. Zaś serbskie torture porn pokazało jak wpleść w festiwal obrzydliwości komentarz polityczny. Co zrobił Lê Bình Giang w swym filmie? Prócz kompilacji szoku, nic. Bo zaburzona chronologia jest tu wymuszona, humor czerstwy, zabawa możliwościami programów montażowych niepotrzebna. Jedynie gore się broni. Przynajmniej łatwo określić target filmu. .

Adrian Burz
Adrian Burz

Zepsuty świat (2016)

Reżyseria: Wangchuk Talop
Gatunek: dramat
Kraj: Bhutan
Ocena: 0,5/5
Star_rating_0.5_of_5

Nie każdy może pamiętać niezwykle popularny polski serial "W labiryncie". W moich koszmarach czasem objawia się grający tam Leszek Teleszyński, piękny Boguś Radziwiłł z "Potopu", ulubieniec Żuławskiego, a dla większości rodaków Kowalski ze "Złotopolskich", który był Januszem Traczem zanim w ogóle powstała "Plebania". Otóż aktor w owym tasiemcu, którym zachwycały się wszystkie matki i babki, grał jakąś poboczną postać. W moim mózgu na trwałe został obraz: Teleszyński w różowym, ortalionowym dresie we wnętrzu wykładanym boazerią. Bhutański "Zepsuty świat" jest podobną katuszą. Pierwsza scena sugeruje nam, że będzie to obraz co najmniej mrożący krew w żyłach - kobietę ściga jakiś szaleniec, ta niczym w slasherze ukrywa się za drzewami, ale jej prześladowca ją dopada. O dziwo podobny pościg odnajdziemy w niesławnym "Zerwanym kłosie", które w tym roku wprowadzili do naszych kin studenci ojca Rydzyka. Właściwa fabuła rozpoczyna się jednak dużo łagodniej i jawi się raczej jako komedia romantyczna w górskiej scenerii. Twórcy wyznają jednak zasadę, że "Jedyną wartością w kobiecie jest jej czystość" (autentyczny cytat ze spotkania po filmie). Fabuła napędzana takim paliwem wtacza się na trajektoria schematycznej opowieści o zepsuciu i odkupieniu. Największymi przestępstwami są tu lichwa i seks przedmałżeński. Choć punkt wyjścia dawał nikłą nadzieję to amatorska realizacja (brudny obiektyw!), fatalne aktorstwo (Lhaki Dolma zasłużyła na himalajską Złotą Malinę) i zupełna miałkość fabularna składają się na obraz mierny i nieudany. Jeżeli chcecie poznawać kinematografię Bhutanu zdecydowanie wybierzcie inny tytuł niż "dzieło" Talopa Wangchuka.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk