Perfect Strangers – recenzja filmu „(Nie)znajomi”

Perfect Strangers – recenzja filmu „(Nie)znajomi”

Gdy na początku nowego tysiąclecia do naszego kraju trafiały polskie odpowiedniki zachodnich programów rozrywkowych niejeden rodak pomyślał, że jesteśmy coraz bliżej Ameryki. Jednak w czasach, gdy całe mnóstwo seriali z rodzimej telewizji jest adaptacjami sprawdzonych scenariuszy z innych części świata, dużo częściej takie zabiegi spotykają się z zarzutami o brak oryginalności. Polskie kino do tej pory nieśmiało korzystało z przerabiania zagranicznych filmów. Znany jest przypadek „Listów do M.”, bazujących swoją strukturą i pomysłem na brytyjskim „To właśnie miłość”. Jednak zważywszy na całkowicie inny scenariusz trudno byłoby mówić tutaj nawet o luźnym remake’u.

Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w przypadku „(Nie)znajomych”, pełnometrażowym debiucie reżyserskim Tadeusza Śliwy. Mamy bowiem do czynienia z zakupieniem licencji od twórców włoskiego komediodramatu w reżyserii Paolo Genovese, który w Polsce mogliśmy oglądać w kinach pod tytułem „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Prosty pomysł scenarzystów z Italii szybko podbił dziesiątki krajów na całym świecie, stając się niespodziewanie sporym sukcesem zarazem komercyjnym, jak i artystycznym (m.in. nagroda włoskiej Akademii Filmowej, David di Donatello za najlepszy film i, co ważne, scenariusz). Nie trzeba było długo czekać zanim Amerykanie wykupili prawa do adaptacji. Zapewne jednak za sprawą afery Harveya Weinsteina, który miał film wyprodukować, projekt został zawieszony i nic nie wskazuje na to by miano go szybko sfinalizować. Tymczasem wiele innych państw, w tym Francja, Hiszpania, Korea Południowa czy Turcja, w krótkim czasie stworzyło własne remaki. Jak się okazuje, ledwo dwa lata i kilka miesięcy po premierze oryginału, w lipcu 2019 roku Księga Rekordów Guinnessa odnotowała pobicie rekordu największej liczby wersji jednego filmu w historii kina. Powstało bowiem do tamtego momentu aż 18 produkcji na podstawie włoskiego scenariusza.

Polscy „(Nie)znajomi” są zatem kolejną adaptacją dzieła Paolo Genovese. Podobnie jak w oryginale bohaterami jest siedmioro znajomych, którzy spotykają się na kolacji w mieszkaniu jednej z par. Akcja dzieję się tym razem w Warszawie, na co wskazują postępujące budowy wieżowców widoczne z balkonu i znajome przystanki autobusowe. W czasie spotkania na skutek rozmowy o sekretach i prywatności, pada propozycja pewnej gry. Wszyscy mają odtąd ujawniać wszelkie SMS-y, które otrzymali i rozmawiać przez telefon tak, aby każdy ze zgromadzonych mógł słyszeć treść konwersacji. Jak można się domyślić (nawet nie znając żadnej z poprzednich wersji) wielu ma mniejsze lub większe tajemnice.

Jak zatem twórcy „(Nie)znajomych” sprawili, że polska produkcja jest filmem potrzebnym i wyróżniającym się z tłumu międzynarodowej konkurencji? Przede wszystkim, podobnie jak w oryginale, większość sukcesu polega tutaj na odpowiednim castingu. „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” to dzieło mocno teatralne w swej konstrukcji, dziejące się niemal wyłącznie w jednym miejscu przy zachowanej ciągłości czasowej. To tzw. kino gadane, gdzie zachwyt publiczności bierze się w dużej mierze z gry aktorskiej całej siedmioosobowej ekipy. Trzeba przyznać, że polscy artyści stanęli na wysokości zadania i w moich oczach przebili włoską obsadę. Co ciekawe, w rolę Ewy, podobnie jak wcześniej Evy, wcieliła się Kasia Smutniak, co pozwoliło w ciekawy sposób nawiązać do włoskiego rodowodu zarówno aktorki jak i samego filmu. Największe brawa należą się jednak duetowi Mai Ostaszewskiej i Łukasza Simlata, którzy nadali swoim bohaterom olbrzymiej ekspresji, mocniej niż w oryginale akcentując niektóre wątki. Wiedząc, że Polska, podobnie jak Włochy, to kraj zakorzeniony w patriarchacie i mający duże problemy z homofobią, w ustach wspomnianej pary jeszcze dobitniej wybrzmiały powyższe problemy. Bohaterka Ostaszewskiej poświęcając się wychowaniu dzieci i będąc nagminnie krytykowana przez teściową wypadła dużo bardziej przekonująco niż choćby jej odpowiedniczka z francuskiej wersji.

W przeciwieństwie do wariacji znad Sekwany, gdzie zachowane zostały niemal wszystkie szczegóły dotyczące postaci, w rodzimej produkcji zmieniono niektóre zawody bohaterów i zrezygnowano z nielicznych pobocznych wątków. We Francji położono silniejszy niż w oryginale nacisk na baśniowość historii, akcentując wpływ pełni księżyca na nietypowe wydarzenia i dobitniej tłumacząc zakończenie. Zmiany w scenariuszu polskiej adaptacji, wraz z nieznacznie dłuższym metrażem, sprawiają zaś, że całość wybrzmiewa pełniej, dobitniej i bardziej życiowo. Talent komediowy rodzimej śmietanki aktorskiej idealnie współbrzmi zaś z niewątpliwie gorzką wymową. Naprawiony został zatem jeden z mniej przekonujących elementów włoskiego dzieła.

Czy zatem wprowadzone niewielkie zmiany są wystarczające aby uzasadnić celowość ponownej wizyty w kinie? Trudno powiedzieć jednoznacznie. Czy twórcy nie mogli pokusić się o całkiem nową historię, pozostawiając jedynie pomysł wyjściowy? Nie da się ukryć, że pewien niedosyt pozostaje i podziwiam osoby, które wytrwają w oglądaniu wszystkich wersji filmu. Na pewno jednak mogę powiedzieć, że uważam polską produkcję za najbardziej udaną z obejrzanej przeze mnie trójki. Może warto potraktować “(Nie)znajomych” jak kolejną adaptację znanej sztuki teatralnej lub poczuć się jak na koncercie, gdy ulubiony zespół gra piosenkę po raz tysięczny i cieszyć się, kiedy aranżacja zostaje po latach dopracowana i wzbogacona.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
(nie)znajomi

(Nie)znajomi

Rok: 2019

Gatunek: komediodramat

Kraj produkcji: Polska

Reżyser: Tadeusz Śliwa

Występują: Maja Ostaszewska, Łukasz Simlat, Aleksandra Domańska i inni

Dystrybucja: Mówi Serwis

Ocena: 3,5/5