Szalone nożyczki – recenzja filmu “Na noże”

Szalone nożyczki – recenzja filmu “Na noże”

Rian Johnson, świeżo po ambiwalentnym przyjęciu Ostatniego Jedi, podjął się kolejnego ryzykownego przedsięwzięcia. Tym razem jednak, zamiast słynnej i uwielbianej serii filmowej, wziął na tapet jeden z najstarszych i najbardziej skodyfikowanych filmowych gatunków. Kryminał, a konkretnie film detektywistyczny (tzw. whodunit), obecny jest na ekranach kin od początku XX wieku, a przecież jego książkowy odpowiednik stworzył już w połowie XIX wieku Edgar Allan Poe.

Znając poprzednie dokonania Johnsona, nie sposób było spodziewać się jednak kolejnego sztampowego procedurala. Potwierdzonym tropem okazało się nawiązanie do twórczości królowej kryminału Agathy Christie. Obco brzmiące nazwisko detektywa granego przez Daniela Craiga, czyli Benoita Blanca, od razu wywołało skojarzenia ze słynnym Herculesem Poirot. Już tutaj wkrada się natura Johnsona, gdyż zamiast spodziewanego francuskiego akcentu słyszymy amerykański z południowych stanów.

Reżyser jako źródło inspiracji podaje takie dzieła jak Morderstwo w Orient Expressie Sidneya Lumeta i Śmierć na Nilu Johna Guillermina. Podobnie jak tam Johnson zgromadził zatem liczną obsadę złożoną z uznanych i lubianych aktorów. Christopher Plummer gra Harlana Thrombeya, bogatego i sędziwego autora (jakby inaczej) kryminałów. Już na samym początku filmu dowiadujemy się o jego śmierci, jednak jego postać poznajemy lepiej w dozowanych umiejętnie retrospekcjach z poprzedniego wieczoru, kiedy to z okazji 85. urodzin nestora do posiadłości rodowej zjechała się cała rodzina. I to właśnie wśród niej Blanc musi szukać prawdopodobnego mordercę. Mimo iż akcja dzieje się w stanie Massachusetts, nietrudno odnieść wrażenie pewnej brytyjskości domu rodzinnego. Cała sytuacja bezwiednie przywołuje skojarzenia z „Gosford Park” Roberta Altmana, podejmującego zaskakująco podobne tematy. Klasyczny styl ubioru bohaterów, mimo iż pokazany w trakcie okolicznościowego spotkania, ciekawie kontrastuje z wyciąganym bezwiednie co i rusz telefonem komórkowym.

Szybko okazuje się, że kluczową rolę w rozwikłaniu tajemniczej śmierci odegra pielęgniarka i osobista asystentka Thrombeya, Marta Cabrera, grana przez Anę de Armas. Dzięki nietypowej skłonności w postaci odruchu wymiotnego w obliczu kłamstwa, staje się ona de facto papierkiem lakmusowym w rękach detektywa. Niejako wbrew swojej woli potwierdza zawiłe relacje między członkami rodziny, które mogłyby stanowić motyw zbrodni. Za pośrednictwem Marty demaskuje obłudę, z jaką traktowana jest służba i każda osoba o niższym statusie. Bohaterowie ze swadą dywagują nad sytuacją imigrantów, jednocześnie raz twierdząc, że Marta pochodzi z Paragwaju, a innym wskazując na Urugwaj czy Ekwador. Johnson z typowym dla siebie humorem obnaża cynizm pozornie liberalnej klasy posiadaczy, pokazując ich oderwanie od problemów współczesnego świata. Gdy sprawa skręca bowiem na tak pożądane pieniądze, bohaterowie już nawet przestają zważać na jakiekolwiek pozory. I nie ma tutaj już znaczenia czy mówimy o lifestylowym guru Joni (Toni Collette) czy narodowcu Jacobie (Jaeden Martell).

Ostoją dobroci i ostatnią nadzieją ludzkości zdaje się być jedynie poczciwa Marta. Czemu zatem Blanc nie odstępuje jej ani na krok niczym porucznik Colombo od mordercy, którego już na początku każdego odcinka bezbłędnie rozgryzł? W końcu nawet Marta przyparta do ściany i w trosce o matkę potrafi ujawnić swoje drugie oblicze. Dodatkowego smaczku dodaje również konstrukcja zbliżona do słynnego filmu Alfreda Hitchcocka Zawrót głowy, ujawniająca wiele z pierwotnej intrygi już w początkowej fazie produkcji. Johnson jednak nie byłby sobą, gdyby nie igrał z oczekiwaniami jeszcze wielokrotnie w czasie seansu.

Ostatecznie, nie samo rozwiązanie zagadki okazuje się najważniejsze. Oczywiście, wątek kryminalny, jak to zwykle w jego naturze bywa, przysparza wielu atrakcji oglądającemu. Co więcej, nie jest to również jedynie pusta zabawa konwencją. Nie sądzę, aby choć jedna osoba krusząca kopie po seansie Ostatniego Jedi, pikietowała pod domem amerykańskiego reżysera po seansie „Na noże”. Dla mnie, jako widza, obok wyśmienitego aktorstwa i kunsztu reżyserskiego, to zwykła obserwacja ludzkich charakterów, choć oczywiście znana w kinie nie od dzisiaj, stanowi największy atut dzieła Johnsona.

Krystian Prusak
Krystian Prusak

Na noże

Tytuł oryginalny: „Knives Out”

Rok: 2019

Gatunek: komedia kryminalna, dramat

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: Rian Johnson

Występują: Daniel Craig, Ana de Armas, Christopher Plummer i inni

Dystrybucja: Monolith Films

Ocena: 4/5