Kinoorgazm kinooka – recenzja filmu „The Image Book

Kinoorgazm kinooka – recenzja filmu „The Image Book

11 maja geniusz kina autorskiego Jean-Luc Godard powrócił do Cannes ze swoim nowym esejem filmowym “Le livre d’image”, dzięki któremu wysadził mózgi widzów.

W “Le livre d’image” widz porusza się pomiędzy “Młodością Lincolna” Johna Forda a “Salo, czyli 120 dni Sodomy” Pasoliniego, “Piękną i Bestią” Jeana Cocteau a “Johnnym Guitarem” Nicholasa Ray’a, “Zawrotem głowy” Hitchcocka a dokumentalnym filmem “Ludzie w niedzielę”. W warstwie muzycznej utwory Johanna Sebastiana Bacha i Scotta Walkera, spotykają piosenkę Władimira Wysockiego i muzykę Siergieja Prokofiewa. Cytuję się tu także fragmenty z “Raju utraconego” Johna Miltona i “Idioty” Dostojewskiego. Found footage uzupełniają brutalne morderstwa nagrywane przez ISIS. Odbiorca na początku nawet nie zdaje sobie sprawy, że ten kolaż jest labiryntem bez wyjścia. Potem sytuacja staje się beznadziejna, widz próbując znaleźć rzeczywistość, wpada w panikę i zaczyna biec do utraty tchu. Natomiast francuski reżyser, patrząc na to wszystko, śmieje się i dodaje jeszcze więcej VHS do swojego dzieła. „Nie znam ani reguł, ani wyjątków” mówi sam Godard w “Le livre d’image”. Trudno temu zaprzeczyć.

Na ekranie ciągle pojawiają się bardzo słabej jakości zdjęcia i wydaje się, że jest to prezentacja gimnazjalisty, który nie pojął podstaw korzystania z Painta. Rozmiar kadru nieustannie się zmienia, przez co pomstujemy na montażystę. Ale czasami Godard daje widowni odpocząć — obraz lub dźwięk znikają i salę filmową otacza tylko ciemność i cisza. W tej pustce staramy się znaleźć wyjście z tego Tartaru, ale maestro blokuje wszystkie drzwi i kontynuuje swoją audiowizualną grę.

„Społeczeństwo opiera się na wspólnym morderstwie” mówi Godard i otwiera ostatni rozdział swojej „filmowej księgi”, składający się z wojen, wybuchów oraz zbrodni Państwa Islamskiego. Widzowska ucieczka zostaje przerwana ze smutną konstatacją: „w krajach arabskich są tylko morderstwa”. Jednak chodzi tu o  wymiar uniwersalny, o każdego z nas – jesteśmy społeczeństwem krwiożerczych zabójców. Zniszczyliśmy wszystko, co nas otacza. Ale warto się przejrzeć i można zauważyć, że wśród tych trupów kultury przeżył tylko obraz. I właśnie Godard odważył się zaśpiewać odę jego żywotności, podczas gdy widzowie klaskają, nie zauważając, że mają ręce we krwi.

W ciągu osiemdziesięciu pięciu minut w filmie nic się nie dzieje, ale i to wystarczy  – wychodząc z sali kinowej, nikt nie ocaleje i pozostaje tylko żyć z urazem psychicznym, wywołanym urodą i pustką dostarczoną przez francuskiego reżysera. Żeby zadowolić się tym bolesnym pięknem, warto się przyznać, że każdy z nas jest ślepy i głuchy, co podkreśla czarny ekran i brak dźwięku. Rzeczywistość już dawno nie istnieje – poszukiwania są bezsensowne. Przez cały ten czas przebywaliśmy w oceanie erudycji, pośród którego dział się cud kinematografii. Godardowi udało się jeszcze raz uzasadnić czemu został obwołany iluzjonistą kina. Publiczność jest zszokowana – główna sztuczka 71. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes się udała i nawet David Copperfield nie będzie w stanie jej wyjaśnić

Vira Zborovska
Image Book plakat

The Image Book


Tytuł oryginalny: Le livre d'image

Rok: 2018

Gatunek: dramat

Reżyser: Jean-Luc Godard

Ocena: 5/5