Samotny wilk i szczenię – recenzja filmu „Krew wilków” – Pięć Smaków

Samotny wilk i szczenię – recenzja filmu „Krew wilków” – Pięć Smaków

W 1991 roku w Kraju Kwitnącej Wiśni wszedł w życie pierwszy z serii aktów prawnych podcinających skrzydła zorganizowanej przestępczości. Upoważniał on władze do prowadzenia listy grup stosujących przemoc, dla których stosowano określenie bōryokudan1, oraz ułatwiał prowadzenie śledztwa i kontroli nad podejrzaną działalnością. Zmusiło to yakuzę do zwrócenia się ku nowym obszarom aktywności. Jednak trzy lata wcześniej zajmowała się ona jeszcze tym, z czym najlepiej jest kojarzona. „Łomot to nasza specjalność” – prostolinijnie stwierdza jeden z bohaterów „Krwi wilków”, najnowszego dzieła Kazuyi Shiraishiego. Jeśli film rozpoczyna scena karmienia nieszczęśnika świńskimi odchodami i obcinania palca tępym sekatorem, możecie być pewni, że atrakcji będzie co niemiara. Pozostaje tylko wygodnie rozsiąść się w fotelu i rozkoszować krajobrazami malowanymi krwią.

Hiroszima, 63. rok ery Shōwa2. Nie chcielibyście znaleźć się na ulicy po zmroku. Gwałty, napaści, krwawe strzelaniny, gangsterska walka o terytorium. Na domiar złego bezkompromisowy weteran policyjnego wydziału do walki z przestępczością dostaje nowego partnera: strachliwego wymoczka, i to – o zgrozo – po uniwersytetach. Ale cóż, trzeba działać! Do rozwiązania jest tajemnicza sprawa zaginięcia niepozornego pracownika banku. Samotny wilk i jego kulawe szczenię wyruszają więc w miasto, by zapobiec nadchodzącej wielkimi krokami wojnie między dwiema rodzinami yakuzy: Odani-gumi i Kakomura-gumi.

Choć fabuła wydaje się prosta, szybko przekonujemy się, że filmowa rzeczywistość kryje wiele zagadek. Odpowiedzi na nie szukamy z młodym Shūichim Hioką (Tōri Matsuzaka), dla którego każdy dzień w pracy kończy się przymusowym przewartościowaniem spojrzenia na świat. Młody idealista stopniowo poznaje kruche podstawy, na jakich oparte są relacje między stróżami prawa a półświatkiem. Te stosunki trudne do jednoznacznego podsumowania przypominają grę w pokera, a jeszcze lepiej – spacer po linie, wymagający niezwykłego wyczucia. Takim zdolnym akrobatą jest szczwany lis Shōgo Ōgami (w wybitnej interpretacji Kōjiego Yakusho). Metody detektywa nie mają wiele wspólnego z honorem i człowieczeństwem, o jego motywacjach trudno powiedzieć coś niepodważalnego, a w słowniku brak pojęcia „sprawiedliwość”. Ambiwalentna filozofia detektywa i zderzenie jej z naiwnością młodszego partnera rozpędza początkową intrygę do niebezpiecznych prędkości.

Nie ma jednak obaw, gdy za kierownicą siedzi tak zdolny kierowca, jak Kazuya Shiraishi. Na jego dotychczasowy dorobek składa się szesnaście produkcji oscylujących między dramatami obyczajowymi z autorskim sznytem a oryginalnie interpretowanym kinem gatunkowym. Teraz Japończyk próbuje swych sił w nurcie yakuza eiga i trzeba powiedzieć, że z wyśmienitym skutkiem.

Scenariusz autorstwa Junyi Ikegamiego, będący adaptacją powieści Yūko Yuzuki, zmyślnie uzupełnia klasyczną intrygę o na wskroś współczesne pogłębienie portretu psychologicznego protagonistów, a Shiraishi czuje się w temacie jak ryba w wodzie. Z łatwością przywołuje, żongluje i rozbija schematy kina gangsterskiego i policyjnego, z rozmysłem przyspiesza tempo, by nagle (ale nigdy bez powodu) zatrzymać się i powoli zbudować napięcie przed kolejnymi baletami śmierci. Przede wszystkim jednak „Krew wilków” przepracowuje klasyczną estetykę jitsuroku eiga, otwarcie nawiązując do twórczości mistrzów.

Miejsce akcji, czyli Hiroszima, realistyczne ukazanie przemocy oraz odarcie gangsterów z długo przypisywanego im przez artystów honoru to oczywiste ukłony w stronę Kinjiego Fukasaku i jego przełomowego cyklu „Jingi naki tatakai” (dwie serie w latach 1973-1976). Faktograficzna podbudowa, dynamiczne zbliżenia, odważne wpatrywanie się kamery w akty przemocy przy jednoczesnym ich artystycznym przetworzeniu są być może echem pionierskiej produkcji Teruo Ishiiego „Yakuza keibatsu-shi: Rinchi!” (1969). Stylizacja na kinematografię lat 70. to zatem nie tylko akwarele malowane krwią, diabelnie pomysłowe sceny tortur (podczas których widzowie uciekają z sali) czy komiksowe postacie (wspaniale obsadzony drugi plan!), ale też okazjonalna narracja z offu towarzysząca cieplejszym kolorystycznie sekwencjom przyspieszającym intrygę, stopklatki stosowane w najmniej spodziewanych momentach oraz zaskakujące nagłymi przejściami sceny pojedynków i aresztowań, łączące nagość z przemocą. Twórczą koncepcję uzupełnia ponadto eklektyczna muzyka Gorō Yasukawy operująca brzęczącymi gitarami elektrycznymi, energetycznymi bębnami taiko, funkującym basem, jak również lirycznymi partiami fortepianu. Wyszukiwanie takich nawiązań to przyjemność sama w sobie.

Autorzy nie boją się też sięgać po motywy z kina proceduralnego, policyjnej (czarnej) komedii oraz zupełnie już współczesne wątki dramatyczne. Tak, jest też temat miłosny, ale nie bójcie się – tak samo zakręcony, jak wszystkie inne (pamiętacie „Świt kociaków”?). „Krew wilków”, przy niezaprzeczalnym realizmie w oddaniu charakteru epoki i ludzkich postępków, urzeka bowiem także uroczą komiksowością. Nie tylko gangsterzy z drugiego planu, lecz przede wszystkim Shōgo Ōgami mógłby wejść na ekran prosto z kart mangi. Trochę szkoda, że pewne poważniejsze wątki nazbyt obciążają narrację, przez co całość chwilami przypomina mainstreamowy dramat, lecz tak soczystych postaci i intrygi balansującej na granicy niesamowitości nie powstydziłby się sam Kazuo Koike. Ōgami – niczym bohater mangi „Samotny wilk i szczenię”, nieustępliwy kaishakunin3 szoguna – musi łamać reguły, by walczyć o to, co uważa za słuszne. A że w trakcie tych zmagań polecą głowy? Tym lepiej dla widza!

Przypisy:

1 Edward F. Reilly, Jr., Criminalizing Yakuza Membership: A Comparative Study of the Anti-Boryokudan Law, „Washington University Global Studies Law Review”, Vol. 13, nr 4, 2014, s. 807-808, [dostęp: 14.11.2018],  https://openscholarship.wustl.edu/cgi/viewcontent.cgi?referer=&httpsredir=1&article=1511&context=law_globalstudies

2 Rok 1988. Era Shōwa to lata 1926-1989, okres panowania cesarza Hirohito.

3 Kaishakunin – pomocnik niezbędny podczas rytuału seppuku. Jego zadaniem było precyzyjne ścięcie głowy samuraja odbierającego sobie życie po rozpłataniu przez niego własnego brzucha (stąd czasem bywa błędnie tłumaczony jako „kat”). Funkcja ta została spopularyzowana dzięki postaci Ittō Ogamiego, bohatera mangi autorstwa Kazuo Koike i Gōsekiego Kojimy pt. „Samotny wilk i szczenię” (1970-1976) oraz filmów, w tym serii z lat 1972-1974 (reż. Kenji Misumi, Buichi Saitō, Yoshiyuki Kuroda).

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap

Krew wilków

Tytuł oryginalny: Korō no chi

Rok: 2018

Gatunek: dramat kryminalny

Kraj produkcji: Japonia

Reżyser: Kazuya Shiraishi

Występują: Kōji Yakusho, Tori Matsuzaka, Yōsuke Eguchi i inni

Ocena: 4/5