„Donbas” – w drodze na Oscary: Ukraina

„Donbas” – w drodze na Oscary: Ukraina

Siergiej Łoźnica naprawdę nienawidzi Rosji. Widać to szczególnie w fabularnych obrazach tego uznanego dokumentalisty. „Szczęście ty moje” i „Łagodna” wręcz taplały się w morzu biedy, beznadziei, smutku i alkoholizmu. Trudno się było zatem spodziewać, że mieszkający we Francji Ukrainiec zdobędzie się na jakikolwiek obiektywizm, portretując wojnę w swojej ojczyźnie. Pytanie jednak, czy jednoznaczność „Donbasu” odbiła się na jego jakości?

Niestety tak. Przyjęta konwencja groteski filmowej narzuca pewne rozwiązania i wyostrzenie kontrastów, jednakże nawet pomimo tego trudno nie spostrzec tu pewnych tendencji. Wszyscy Noworosjanie są głupi, naiwni i otumanieni propagandą. Dodatkowo większość z nich jest skorumpowana i łakoma, dlatego chętnie współpracuje z Rosjanami. Ci z kolei stanowią pomiot szatana, mordują wszystkich bez mrugnięcia okiem, eksterminują i przeciwników, i zwolenników, jeśli zajdzie taka potrzeba. W rzeczywistości „Donbasu” wojna na Ukrainie jest najprawdopodobniej najbardziej zabójczym dla ludności cywilnej konfliktem w dziejach ludzkości.

By podkreślić efekt i przekaz, Łoźnica korzysta ze swojego doświadczenia w kręceniu non-fiction. Dzięki temu zostaje zachowany dokumentalny styl produkcji. Wiele scen jest kręconych z ręki, kamera pozostaje raczej na ziemi, nie ma tu prawie niczego, co nie mogłoby być nagrane przez odpowiednio przygotowanego reportera.

Takiej formie sprzyja też konstrukcja filmu. Jest to zbiór mniej lub bardziej luźno powiązanych ze sobą scen. Z planu propagandowego nagrania przenosimy się na ślub noworosyjskiego żołnierza, by zaraz potem wjechać na posterunek graniczny autobusem wiozącym naiwnych cywili próbujących powrócić do rodzinnego domu, a opuścić go z niemieckim dziennikarzem (oczywiście nazywanym przez nieokrzesane zwierzęta ze wschodu „faszystą”). Niestety ta epizodyczność bardzo męczy, luźne związki między scenami nie pozwalają na skupienie się na śledzeniu wydarzeń, a zastosowany przez Łoźnicę zabieg w stylu Taiki Waititiego – polegający na maksymalnym możliwym przeciąganiu opowiadanych żartów, tak by zdążyły nie tylko przestać śmieszyć, lecz zaczęły to robić ponownie – uniemożliwia złapanie jakiegokolwiek rytmu.

Technicznie „Donbas” wykonany został świetnie. Scenografii i kostiumom nie można nic zarzucić, a w połączeniu z bardzo dobrymi zdjęciami sprawiają, że chwilami łatwo uwierzyć, że oglądamy prawdziwe nagrania. Jest to prawdopodobnie najbardziej dopieszczona technicznie i realizacyjnie fabuła tego twórcy i nie dziwi, że w Cannes została doceniona akurat za reżyserię.

Najnowszy film Siergieja Łoźnicy to toporna w przekazie oraz sprawna, lecz perfidna w formie antyrosyjska propaganda. Trudno odmówić jej stania po słusznej stronie i świetnej realizacji technicznej a także potężnego ładunku emocjonalnego, ukrytego zwłaszcza w klamrze spajającej całość. Z drugiej strony brak jakichkolwiek subtelności oraz za duży, męczący wręcz, metraż sprawiają że nie sposób nazwać “Donbas” kinem spełnionym.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Donbas

Tytuł oryginalny: „Донбас”

Rok: 2018

Gatunek: komedia, polityczny, dramat

Kraj produkcji: Ukraina, Francja

Reżyser: Siergiej Łoźnica

Występują: Valeriu Andriuţă, Boris Kamorzin, Siergiej Kolesow i inni

Dystrybucja: Against Gravity

Ocena: 3/5