Sknocony Top Detektyw – recenzja filmu „Detektyw samuraj”

Fala nostalgii za latami 80. i 90. jest nadal bardzo wysoka. W dyskontach kuszą gumy „Turbo”, młode dziewczyny z dumą noszą niegdyś obciachowe wytarte jeansy z wysokim stanem, a w kinach i serwisach VOD co i rusz pojawiają się produkcje hołdujące klasykom z ery VHS-ów. „Detektyw samuraj” pokazuje kult, jakim w Australii obrósł japoński serial „Top Knot Detective” z początku lat 90. Na konwentach fani przebierają się za swojego idola-ronina i ze srogą miną wypowiadają motto bohatera: „Deductive reasoning!”. W tym momencie powstaje jednak pewien problem… Taki serial nigdy nie powstał.

Mockument w reżyserii Aarona McCanna i Dominica Pearce’a stanowi porywający zapis śledztwa, jakie australijscy dziennikarze wykonali, by zbadać historię powstania i zakończenia produkcji uwielbianego w swoim kraju serialu z kategorii „guilty pleasure”. Z wywiadów z aktorami, członkami ekipy i dziennikarzami dowiadujemy się zakulisowych szczegółów sprawy.

No dobra, dość tej sztywnej pisaniny. Do rzeczy. Jak wiadomo, za wszystkimi decyzjami na świecie stoją wielkie korporacje. Tak też było i w tym przypadku. Prezes Sutaffu, wiodącego producenta mydła i powidła, w myśl hasła „Sutafu makes stuff” postanowił pewnego pięknego dnia zawojować rynek telewizyjny filmowym stuffem w postaci hitowego serialu. Jako że największa gwiazda firmy odmówiła, zwrócono się do Takashiego Takamoto, piosenkarza znanego z reklam Sutaffu. Ten najwyraźniej zakochany był w hongkońskich filmach o ninja tworzonych metodą „kopiuj, wklej” przez takich wielkich twórców kina jak Godfrey Ho, a w dzieciństwie przedawkował zapewne „Yattamana” i seriale z gatunku Super Sentai. Ewidentnie musiał też przewidzieć powstanie Power Rangers. Ale do rzeczy, ten pan miał już gotowy pomysł na serial, w którym nie tylko zagra, ale i wyreżyseruje, zmontuje, poderwie wszystkie aktorki i tak dalej. Jak się okazało trafił w dziesiątkę.

Ale o czym to w ogóle jest? Główny bohater, samuraj Surei Tatei, był świadkiem śmierci swojego mistrza. Niesiony niezwykłą mocą dedukcji (stuprocentowo skuteczny okrzyk „Deductive reasoning!”) obarcza winą za zabójstwo mentora niejakiego Kurosakiego Itto. Jak przystało na arcydzieło spoza znaku Kurosawy samotny mściciel będzie od teraz roninem. W ruch pójdzie nie tylko oklepana katana, ale też napędzana błyskawicą gitara elektryczna czy mordercze penisy. Niezwykły urok osobisty Tateia pozwoli mu przeciągnąć na swoją stronę poplecznicę znienawidzonego wroga, a gdzieś między jedną a drugą dekapitacją zaplącze się w to wszystko jakiś robot niszczyciel czy podróż w czasie.

Z relacji naocznych świadków dowiemy się o rodzącym się na planie romansie, o tym czemu syn prezesa Sutaffu grający czarny charakter tak nienawidzi swojego reżysera czy wreszcie dlaczego tak dobrze zapowiadający się serial (pustkę po którym zapełniła dopiero „Rodzina Soprano”) znikł tak nagle z anteny mimo ewidentnego sukcesu crossoveru z niezawodnym Timestrykerem. Ale tego już, Drodzy Czytelnicy, musicie się sami dowiedzieć z filmu. Moje usta milczą.

A co, jeśli nie lubicie dokumentów, a na głos Krystyny Czubówny dostajecie niekontrolowanego napadu padaczki? Wiedzcie źe jest on gwarantowany, ale konia bez rzędu temu, kto nie doświadczy go ze śmiechu. Hektolitry sztucznej krwi, kiepskie praktyczne (i niepraktyczne) efekty specjalne, słitaśny synth pop i przystojny inaczej główny bohater. Czego chcieć więcej? No tak, Davida Hasselhoffa rzeczywiście nie ma. Nic tylko czekać na wydanie VHS z Tomaszem Knapikiem jako lektorem. Ja już składam pre-order.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
samuraj detektyw plakat

Detektyw samuraj


Rok: 2016

Gatunek: mockument

Reżyser: Aaron McCann, Dominic Pearce

Występują: Toshi Okuzaki, Masa Yamaguchi, Mayu Iwasaki i inni

Ocena: 3,5/5