Pociąg do wolności – recenzja filmu „Love Express. Zaginięcie Waleriana Borowczyka”

Pociąg do wolności – recenzja filmu „Love Express. Zaginięcie Waleriana Borowczyka”

Walerian Borowczyk to artysta, którego nazwisko raczej nie utrwaliło się w świadomości polskiego widza. Mimo zdumiewających osiągnięć w dziedzinie surrealistycznej animacji, udziału w największych światowych festiwalach oraz będąc inspiracją dla takich twórców jak Terry Gilliam, czy Neil Jordan, został zapomniany i ostatecznie zaszufladkowany jako twórca b-klasowych filmów erotycznych. Jaka była tego przyczyna? Na to pytanie stara się odpowiedzieć uznany filmoznawca Kuba Mikurda w swoim debiutanckim dokumencie.

Kontrowersyjna postać Borowczyka była w komunistycznej Polsce lat 60. tyleż interesująca, co w pewnym sensie niewygodna. To Polak, który nie chciał tworzyć w rodzimym kraju, gdyż ówczesna władza mocno ograniczała mu wolność twórczą. Słynął też z niewybrednych wypowiedzi w kierunku polskich filmowców, a w szczególności krytyków.  Do tego głównym przedmiotem jego artystycznych zainteresowań była seksualność i sfera zmysłowa. Za kolebkę wolnej sztuki uważał Francję, gdzie stworzył większość filmów. Jak dowiemy się z dokumentu, trafił w swój czas i miejsce, bowiem rodząca się na przełomie lat 60. i 70. rewolucja obyczajowa sprzyjała popularności jego dzieł. Lecz jako, że każda rewolucja zjada własne dzieci, ostatecznie stracił tak ważną dla niego niezależność, kończąc karierę na smyczy producentów taśmowo robionej szmiry.

On sam nigdy nie identyfikował się z przypiętą mu łatką, twierdząc, że nawet w filmach Disneya jest więcej erotyki. Faktycznie w pierwszym etapie twórczości, w którym wraz z Janem Lenicą tworzył wspaniałe animacje, takie jak “Dom”, trudno znaleźć bezpośrednie odwołania do seksualności. Jednak jego sztukę od zawsze cechowała pewna zmysłowość,  czy nawet perwersja, która po prostu z czasem znalazła ujście w bardziej bezpośrednich, wręcz kiczowatych dziełach, czego apogeum była “Bestia”, po której nastąpiło załamanie.

Mikurda dzieląc film na rozdziały, opatrzone planszami z komentarzami krytyków lub samego bohatera, zabiera nas w przekrojową podróż przez poszczególne etapy twórczości artysty. Od początków kariery, przez jej rozkwit, aż do upadku. Przewodnikami będą zaproszeni goście, wśród których znajdziemy takie osobistości jak wspomniani Gilliam i Jordan, ale także choćby Andrzej Wajda, czy Slavoj Žižek. Prym jednak wiedzie operator Noël Véry, wieloletni współpracownik Borowczyka. Opowiada on o nietypowych metodach jego pracy reżyserskiej przy wczesnych filmach, takich jak “Goto. Wyspa miłości”, gdzie wartością nadrzędną była całkowita bezkompromisowość i kontrola nad każdym elementem pracy na planie. Wszystko, począwszy od scenografii (którą zresztą osobiście malował), na aktorach skończywszy, traktował wyłącznie jak narzędzia i gdyby to było technicznie możliwe, najchętniej zrealizowałby film całkowicie samodzielnie.

Autor dokumentu podchodzi do tematu z wielką subtelnością i szacunkiem, zręcznie  omijając wszelkie zagadnienia związane z życiem prywatnym Borowczyka. Jedyne czego się o nim dowiadujemy w tej dziedzinie to fakt, że lubił ziemniaki z serem. Chociaż kwestia sera też została poddana pod wątpliwość przez jednego z rozmówców. Także nie wszystkie najważniejsze filmy zostały omówione. Wzmiankowo potraktowano polski epizod twórczości, czyli adaptację “Dziejów grzechu” Stefana Żeromskiego. Jest to świadomy wybór twórców, by nie rozwadniać myśli przewodniej, której rytm nadaje narracja Véry’ego.

Przed seansem odrobinę obawiałem się, że otrzymam merytorycznie wartościowy, ale mało filmowy wykład z gadającymi głowami. Nic bardziej mylnego, bowiem reżyser doskonale zadbał także o atrakcyjną formę. Nie dość, że sami rozmówcy przyciągali uwagę nie tylko tym co mówią, ale też widoczną pasją i zaangażowaniem, to ich sylwetki zostały pięknie sfilmowane przez obiektywy Piotra Stasika i Radosława Ładczuka. Wzbogacono to o animacje przedstawiające m.in. opracowane przez samego Borowczyka, projekty szalenie oryginalnych rekwizytów używanych na planie i sceny z jego filmów. Całość dynamicznie zmontowano i okraszono charakterystycznym motywem muzycznym, który z miejsca angażuje widza.

“Love Express” to produkcja zrealizowana z prawdziwie kinofilskim zacięciem. Nie tylko zachęca do zgłębienia  filmografii ekscentrycznego twórcy, ale też zadaje pytania o wolność i niezależność w sztuce, których bezgraniczne pragnienie, jak pokazuje przykład  Borowczyka, stało się w tym przypadku mieczem obosiecznym i doprowadziło do tego, że stał się niejako ich zakładnikiem. Zachęcam do udziału w tej uczcie wszystkich miłośników X muzy i już teraz czekam na kolejne projekty reżysera.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
borowczyk plakat

Love Express. Zaginięcie Waleriana Borowczyka


Rok: 2018

Gatunek: dokumentalny

Reżyser: Kuba Mikurda

Ocena: 4/5