„Rodzina” – w drodze na Oscary: Wenezuela

„Rodzina” – w drodze na Oscary: Wenezuela

"Rodzina", reż. Gustavo Rondón Córdova

Ocena: 3/5

Życie w plemieniu jest proste, tak samo jak świat widziany oczyma „dzikiego” dziecka na ulicy.. Bronić „swoich” przed „obcymi”. Taka jest codzienność Pedra, dwunastolatka wychowującego się w miejskiej dżungli Caracas, gdy jego ojciec walczy o pieniądze na egzystencję. Chłopak z ekipą przeżywają pierwsze miłosne uniesienia, wykonują drobne usługi dla napotkanych ludzi w zamian za skromne kwoty, a poza tym odkrywają swą seksualność i się bawią. Gdy nachodzi ich obcy równolatek z pistoletem w ręce, Pedro nie ma wątpliwości i decyduje się stanąć w obronie przyjaciół. Chwilę później napastnik leży w kałuży krwi, a bohater jest już skazany, choć jeszcze o tym nie wie. Dziecko z bronią pochodziło ze slumsów, a tamtejsi mieszkańcy nie odpuszczą śmierci jednego ze swoich.

Mężczyźni muszą zatem uciekać, nawet jeśli ten mniejszy nie do końca sobie zdaje sprawę z tej konieczności albo jakiejkolwiek swojej przewiny. A my im towarzyszymy. Trafiamy do remontowanego domu miejscowej wyższej klasy średniej, a raczej rodziny walczącej o utrzymanie tego statusu mimo wszystko. Gdzie robotnicy z dnia na dzień proszą o podwojenie pensji, by móc z czegoś wyżywić rodzinę wśród szalejącej inflacji. Odwiedzamy także bankiet, na którym członkowie Rodziny (w domyśle pozostawiając widzowi, czy to rodzina mafijna, czy też może rządowa, ale czy to jakakolwiek różnica?) bawią się, popijając kawior litrami szampana.

U Córdovy miast pokazania czegoś nowego otrzymujemy raczej „jazdę obowiązkową” utartych klisz, sprawdzonych schematów portretowania kryzysu i biedy. Realizacyjnie obraz stoi na wysokim poziomie, zdjęcia są estetycze, a młodziutki Reggie Reyes rewelacyjnie portretuje swojego niewinnego, a już naznaczonego życiem bohatera. Trudno jednak w wenezuelskim kandydacie upatrywać szans na udaną oscarową kampanię, gdyż brak mu oryginalności. To kompetentne, acz letnie kino festiwalowe, które raczej nie wniesie wiele do życia widza.

Marcin Prymas
Marcin Prymas