The other side of hope

Finlandia nie jest pierwszym krajem, jaki przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o losie uchodźców z Bliskiego Wschodu. Patrząc na błękitny krzyż na białej fladze, zamiast śniadych ofiar konfliktu, przed oczyma pojawiają nam się raczej renifery, alkoholicy i Janne Ahonen. Aki Kaurismäki, prawdopodobnie najważniejszy Fin w świecie filmu, w swoim najnowszym obrazie próbuje nas przekonać, że to błąd.

Na początek chwila szczerości. Nigdy nie widziałem żadnego innego dzieła tego twórcy. Nawet dość głośnego „Człowieka z Hawru” sprzed paru lat, dlatego patrzę na ten obraz z perspektywy takiej jak większość potencjalnych widzów — człowieka, który idąc do kina nie do końca wiedział, co zastanie na miejscu. Z seansu wyszedłem zaintrygowany, rozbawiony, ale też trochę zmęczony. Kaurismaki wykorzystuje ciekawy zabieg, podobno charakterystyczny dla jego produkcji. Łączy współczesny supercyfrowy świat z mnogością przedmiotów i elementów jak gdyby wyjętych z poprzednich epok. Na przykład, kiedy jeden z bohaterów udaje się na komisariat, odciski palców są pobierane przez nowoczesny czytnik, ale jednocześnie policjant sporządza raport na wiekowej maszynie do pisania. Tego typu kreacja ma za zadanie uzewnętrznić skostniałość Finlandczyków. Pokazać, że pod nowymi fatałaszkami postępowego narodu kryją się wciąż lata 70.

Film składa się z dwóch równolegle prowadzonych, początkowo niezawiązanych ze sobą, wątków. Gdzieś w połowie filmu zaczynają się one przeplatać i scalać. Pierwszy z nich to historia Syryjczyka Khaleda, który po pobiciu przez neonazistów przypłynął wraz z transportem węgla z Gdańska do Helsinek. Rejestruje się tam jako uchodźca i w ośrodku oczekuje na decyzje urzędników, czy w bombardowanym przez trzy strony konfliktu Aleppo jest wystarczająco niebezpiecznie, czy jednak nie. Khaled próbuje odnaleźć się w tym „nowym wspaniałym świecie”, wprowadzany przez swojego nowopoznanego przewodnika i przyjaciela Irakijczyka Mazada. Prawdziwym celem bohatera jest jednak odnalezienie swojej, zagubionej podczas podróży przez Europę, siostry i wspólne zamieszkanie w lepszym miejscu.

Drugi wątek to historia wiecznie zachmurzonego, zimnego Fina Wikströma, brawurowo zagranego przez ulubieńca reżysera Sakariego Kuosmanenena. Mężczyzna jest obwoźnym sprzedawcą koszul, który pewnego dnia postanawia odmienić swoje życie. Oświadcza pogrążonej w alkoholowym nałogu żonie, że od niej odchodzi, sprzedaje hurtowni swój zapas towaru, a zarobione w ten sposób pieniądze „inwestuje” w kasynie. W tych wszystkich działaniach przyświeca mu jeden cel – zrealizowanie marzenia o posiadaniu własnej restauracji.

Podobieństw między losami Khaleda i Wikströma jest wiele. Obaj przez długi czas posiadali wielkie marzenie, obaj wiele zaryzykowali i poświęcili, by je zrealizować. Wspólnie również zdają się nie zauważać bardzo licznych wad i mankamentów tego, co zastali u kresu ich podróży, bo prawda w ich głowie nie jest tą prawdą odczuwaną zmysłowo. Fin w zapyziałej, przestarzałej, taniej spelunie widzi swoją wymarzoną, przyjemną restaurację. Syryjczyk z kolei odbiera Finlandię jako krainę wolności i możliwości, niejako ignorując chcących go zabić nacjonalistów i nieprzychylną biurokrację.

„Po tamtej stronie” to na poły czarna komedia, wręcz przepełniona gagami i dowcipami, słownymi, sytuacyjnymi, jak również wizualnymi. Wszelkie mrugnięcia okiem i humor są bardzo inteligentnie wprowadzone, w dużej mierze służą również jakiemuś konkretnemu celowi, czy to wyśmianiu konkretnej patologii działania państwa, czy pokazaniu desperacji bohaterów, ewentualnie wyolbrzymieniu jakiś przywar. Niestety takie nagromadzenie zawartości, które ma na celu cię rozśmieszyć, spowodowało u mnie „efekt McDonalda”, gdzie każda kolejna kanapka wciąż smakuje, ale uczucie zaspokojenia głodu nadejść nie chce.

Do takiego odbioru obrazu przyczynia się również wyjątkowo rozczarowujący finał, budzący raczej uśmiech politowania, niż jakiekolwiek głębsze uczucia. Przez to film możemy przyrównać do bardzo długiego, bardzo śmiesznego, dobrze napisanego skeczu. Jest świetnie odgrywany przez utalentowanego komika, publika zwija się ze śmiechu. W pewnym momencie komik orientuje się, że nie pamięta co miało być dalej, jaka jest pointa. Aby nie zakończyć występu krępującym milczeniem, mówi cokolwiek i robi dobrą minę, a publika klaszcząc, czuje świdrujący niedosyt. 

Czy warto iść na „Po tamtej stronie” do kina? Oczywiście, że tak. Czy jest sens tworzyć sobie duże oczekiwania przed seansem? Tu odpowiedź na pytanie nie jest tak jednoznaczna. Gutkowa nowość rozbawi, być może zmusi do paru przemyśleń, ale poczucie zawodu wydaje się niestety nieuniknioną częścią tego seansu.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Po tamtej stronie

Po tamtej stronie


Rok: 2017

Gatunek: Komedia

Twórcy: Aki Kaurismäki

Występują: Sherwan Haji, Sakari Kuosmanen i inni

Ocena: 3,5/5