Nić widmo

W myśl zasady inżyniera Mamonia statystyczny polski widz lubi to, co dobrze zna. Dla niego właśnie Patryk Vega w ekspresowym tempie przygotował nową produkcję według sprawdzonej formuły, czyli „Kobiety mafii”. Mamy nadzieję, że tym razem nie sprawdzi się znów inny cytat z „Rejsu”. Jak to szło o tym polskim kinie…? My tymczasem szczególnie polecamy nowe dzieło legendarnego reżysera Paula Thomasa Andersona „Nić widmo” z (prawdopodobnie) ostatnią rolą Daniela Day Lewisa, a w przypadku zwiększonego apetytu również „W ułamku sekundy” Fatiha Akina z konkursu głównego w Cannes. Nieliczni szczęśliwcy będą też mogli zobaczyć na deser świetne, portugalskie "Gniazdo" z zeszłorocznego Berlinale.

PREMIERA TYGODNIA: Nić widmo

WYBIERAMY SIĘ: W ułamku sekundy, Jaskiniowiec, Gniazdo, The Place 

INNE PREMIERY: Wicher – dzikie konie, Kobiety mafii 

Premierą tygodnia bezdyskusyjnie została „Nić widmo” Paula Thomasa Andersona, którą już teraz śmiało uznajemy za mocnego kandydata do filmu roku. Zapraszamy do lektury entuzjastycznej opinii Grzegorza:

Paul Thomas Anderson to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych żyjących twórców kina. "Nić widmo" tylko potwierdza, że jego obecność w tym panteonie jest zasadna. Choć czerpie garściami z klasyki, ostatecznie mówi własnym językiem, a jego styl jest niepodrabialny. To perfekcjonista w każdym calu, podobnie zresztą jak grający w filmie główną rolę Daniel Day-Lewis. Tym bardziej dbałość o szczegóły jest tu porażająca, a wszystko zdaje się doskonale utkane i dopięte na ostatni guzik. Dosłownie, bowiem historia rozgrywa się w środowisku ekskluzywnego domu mody w Londynie lat pięćdziesiątych, a Day-Lewis wciela się w mistrza krawieckiego Reynoldsa Woodcocka. Sprawia on wrażenie mizantropa, który spełnienie odnajduje wyłącznie w pracy. Dochodzi do tego osobliwa relacja z apodyktyczną siostrą Cyril (także świetna Lesley Manville) oraz wręcz idolatryczna miłość do zmarłej matki. W jego zrytualizowanym życiu pojawia się niespodziewanie przypadkowo poznana kelnerka Alma (Vicky Krieps), burząc dotychczasowy porządek. Zachwycająco wypadają budowane subtelnie, z pietyzmem, pełne napięcia tarcia między trójką bohaterów. Anderson nigdy wcześniej nie był tak eklektyczny, z gracją żongluje gatunkami, łącząc melodramat, thriller i komedię. Warto też zwrócić uwagę na prowadzenie kamery (autorem zdjęć jest sam reżyser) i nadającą rytm całości, zapadającą w pamięć muzykę Jonny'ego Greenwooda.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
W ułamku sekundy
"W ułamku sekundy"

Z pewnością jednym z wartych uwagi tytułów będzie “W ułamku sekundy”, kolejny film z zeszłorocznego festiwalu w Cannes, który melduje się w polskich kinach. Przeczytajcie, co myśli o nim Marcin:

Najnowszy film Fatiha Akina to opowiedziana w trzech aktach, wręcz dosłownie zaznaczonych przez twórców, historia o zbrodni i karze. W pierwszej części budowana jest wizja szczęśliwego rodzinnego życia, zburzonego w tytułowym ułamku sekundy, przez wybuch bomby. Kolejne to proces, czyli zdecydowanie najmocniejsza część filmu, oraz wymierzenie kary. W każdej z nich Diane Kruger wspina się na wyżyny swoich umiejętności, w niezwykle sugestywny sposób przechodząc kolejne etapy żałoby po stracie ukochanych. “W ułamku sekundy” to obraz mocno zaangażowany, pokazujący, że terroryzm nie musi być związany z żadną religią, a jego ofiarą może paść każdy, nawet najbardziej przypadkowa osoba. Mimo tego dość wyraźnego przekazu film nie popada w moralizatorstwo, a trzyma się blisko języka uczuć i emocji, które wprost biją z każdego kadru. Chociaż ma swoje wady i niekiedy próbuje stosować na widzu tanie chwyty pozwala przeżyć prawdziwe katharsis, spełniając tym sposobem najważniejszą rolę sztuki.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

Autorskie piętno od pierwszego spojrzenia zauważamy także w “Jaskiniowcu”. Nick Park, laureat aż czterech Oscarów i ojciec serii o przygodach Wallace’a i Gromita, powraca na fotel reżysera po dekadzie milczenia. Swoich wiernych fanów przyzwyczaił do kunsztownych modeli i scenografii ulepionych z plasteliny, które potem ożywają na ekranie. Fabularnie twórca “Uciekających kurczaków” zazwyczaj trzyma się twardo ram obranego gatunku. Jednak na widza czeka moc niespodzianek w postaci odniesień do innych dzieł popkultury okraszonych brytyjskim czarnym humorem zmiksowanym ze slapstickiem, w którym odnajdą się najmłodsi. Park ze swadą traktuje historię świata, więc tytułowy jaskiniowiec, Dug i jego ziomkowie, prymitywni, choć sympatyczni, przedstawiciele epoki kamienia łupanego zostają zderzeni z wysoce wykwalifikowaną cywilizacją brązu (wszak Park nie mógł zrezygnować ze swoich ulubionych maszynerii). To starcie dwóch światów, pozwala na wprowadzenie konwencji filmu sportowego. Odnajdziemy tu, więc echa “Kosmicznego meczu” czy “Ucieczki do zwycięstwa” Johna Hustona, a fani piłki nożnej z łatwością odkryją, że produkcja wytwórni Aardman to nic innego jak fantazja na temat finału Mistrzostw Świata w 1966 roku.

"Jaskiniowiec"

Jedna z najciekawszych, i zapewne najubożej dystrybuowanych, premier tego tygodnia jest “Gniazdo”, nowość od Bomba Film. Przeczytajcie opinię Marcina Prymasa, który widział już film:

Slow Cinema rodem z Portugalii miało swoją premierę na zeszłorocznym Berlinale i niestety przeszło na tamtym festiwalu kompletnie bez echa. Iberyjska kinematografia po raz kolejny porusza temat kryzysu ekonomicznego. Gospodarczy upadek państwa prowadzący do rozpadu podstawowych wartości i ideałów stanowi prawdziwą emocjonalną bombę ukrytą pod warstwą milczenia i codziennych czynności. Film opowiada o Marii, ułożonej i cichej nastolatce z dobrego domu na przedmieściach Lizbony i najbliższych jej osobach – rodzicach i przyjaciółce. Jest to specyficzne coming-of-age, łączące opowieść o wchodzeniu w dorosłość z dramatami dorosłych postawionych w niespodziewanej i odczłowieczającej sytuacji stanowi chyba najciekawszy i najlepszy film jaki w lutym wchodzi na polskie ekrany.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Hitem kin studyjnych ma prawo okazać się „The Place” Paolo Genovese. Wszakże poprzedni film reżysera, „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, wstrząsnął polskim box officem. Zgromadził ponad 100 tysięcy widzów mimo ograniczonej dystrybucji, a w rankingu światowego kina według użytkowników filmwebu, zajmuje obecnie 210 miejsce. „The Place” nie jest komedią, ale znów twórca korzysta z ograniczonej przestrzeni, by opowiedzieć o ukrytych pragnieniach człowieka. Adrian był już na seansie, poniżej możecie przeczytać jego krótką opinię:

Tytuł tego filmu, to nazwa restauracji, w której spotykają się bohaterowie. Można tam dobrze zjeść, ukradkiem spoglądając na ładną kelnerkę. Nie taki jest jednak główny cel wizyty postaci wyróżnionych przez kamerę. Każda ma jakieś życzenie. Aby je spełnić, wystarczy poprosić mężczyznę siedzącego w rogu. Jedni chcą zdrowia dla bliskich, inni się od nich uwolnić, a są też tacy, którzy pragną przespać się ze znaną modelką. Usłyszawszy te marzenia, tajemniczy jegomość notuje coś w zeszycie, po czym zleca im zadanie. Spełniwszy je, dostaną czego pragną. Zadania nie są moralnie łatwe. Polegają głównie na wyrządzaniu krzywd innym. Czy mimo szlachetnych pobudek, pozornie dobrzy ludzie zdecydują się, by uczynić zło?

"The Place" to audiobook przyozdobiony obrazem. Jest zapisem rozmów, często przybierających formę relacji. Jak na gadane kino przystało, broni się głównie aktorstwem. Co do reszty, wiele zależy już od tego, czy podobało wam się "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie". Nie bez powodu zestawia się te dwa dzieła Genovese. Są one zarówno pomysłowymi spektaklami, jak i nie stronią od naiwnych zwrotów akcji. W obu filmach w pewnym momencie bohaterowie prawią innym morały, a w tle usłyszymy prostą, ckliwą muzykę. Jeśli stronicie od tego typu zabiegów, lepiej omijać kino. Natomiast, jeżeli mimo wszystko podoba wam się styl Włocha, tym razem również was nie zawiedzie.

Adrian Burz
Adrian Burz
Gniazdo
"Gniazdo"

Trzecia część przygód Miki to ponownie solidne kino dla miłośników koni. Podczas gdy pierwszy film dotyczył dziewczyny, która musiała odnaleźć siebie i swoje przeznaczenie, to druga odnosiła się do finansowych kłopotów stadniny w Kaltenbach. Tym razem chodzi o ocalenie andaluzyjskiego ośrodka hodowli koni. To powinno ziścić się wraz z odrodzeniem tradycyjnego wyścigu, który odbył się po raz ostatni dziesiątki lat temu. „Wicher – dzikie konie” to opowieść , która opiera się na sprawdzonej, acz konwencjonalnej formule, która będzie zapewne bardziej czytelna dla fanów sagi i zapewne zainspiruje młodszą publiczność. Drażnić może  miejscami tandetna inscenizacja, czy wciskanie natrętnych piosenek popowych. Główni bohaterowie grają przekonująco swoje role, ale nie należy się spodziewać po tej historii pomysłowych zwrotów akcji. Jednakże zawsze można skupić się na pięknie krajobrazów, któremu wtóruje miła dla ucha ścieżka dźwiękowa w wykonaniu jednej z najbardziej popularnych niemieckich twórców muzyki filmowej i kompozycji na orkiestrę, Annette Focks.


Polska ledwo zdążyła odetchnąć po “Botoksie”, a już dostaje kolejne dzieło Patryka Vegi. Na fali feminizmu także reżyser zdecydował się w centrum swojego filmu umieścić nieprzeciętne bohaterki, tytułowe ”Kobiety mafii”. Bohaterki mają nadzwyczaj oryginalne pseudonimy jak Spuchnięta Anka (w tej roli Katarzyna Warnke) czy Siekiera (Aleksandra Popławska). Na ekranie nie zabrakło przedstawicielki młodego pokolenia – w filmie zobaczymy Julię Wieniawę pod kryptonimem Futro. Patryk Vega nie zapomniał o swoich starych druhach z planu, zatem do współpracy zostali zaproszeni Tomasz Oświeciński i Agnieszka Dygant. To właśnie ona gra główną rolę. Bela, grana przez Olgę Bołądź, w ramach współpracy z ABW ma za zadanie rozbić szajkę narkotykową. Żeby wykonać swoje zadanie musi wkupić się w łaski mafii. Możemy być pewni, że na ekranie nie zabraknie widowiskowych strzelanin, porywających dialogów i przekleństw w roli przecinków.