Forty acres and a mule, a piano, a guitar  – recenzja filmu „Co zrobisz, gdy świat stanie w ogniu?”

Forty acres and a mule, a piano, a guitar – recenzja filmu „Co zrobisz, gdy świat stanie w ogniu?”

Najprawdziwszy z prawdziwych jazzów, parada Mardi Gras, voodoo – trzy ikoniczne obrazy, które budują w naszej popkulturowej świadomości zbiorowej portret największego miasta stanu Luizjana. Żadnego z nich nie doświadczycie w pełnej krasie w filmie Roberto Minerviniego, włoskiego imigranta, który zwraca uwagę na zupełnie inne rzeczy. Interesują go te mniej zapoznane strony „amerykańskiego snu”.

Jego Nowy Orlean jest szary, rozmyty i przygaszony. I to nie tylko za sprawą obranej techniki zdjęciowej. Przygotowania do Mardi Gras przez czarnoskórych odtwórców rdzennych Amerykanów, z ich jaskrawymi pióropuszami, funkcjonują jako efektowna wizualnie, choć trochę niepasująca klamra dla wydarzeń z filmu. Właściwe wątki można wyróżnić trzy: dwójki dorastających braci, właścicielki baru wraz z przyjaciółmi, oraz działalności Czarnych Panter na Głębokim Południu.

Reprezentantom młodego pokolenia, towarzyszymy w intymnych kadrach, czasami z cieplejszymi tonacjami, głównie podczas włóczenia się po przedmieściach, torowiskach czy placach budowy (koniecznie przed zmrokiem!). Jeden z chłopców jest ledwo w wieku szkolnym, drugi ma ukończone 14 lat. Są z rozbitej rodziny – ojciec kończy odsiadkę, a na ten moment obaj mieszkają z matką. Kobieta stara się wpoić synom zdrowe nawyki do trzymania się z dala od kłopotów i uchronić ich przed powtarzaniem błędów poprzedniego pokolenia afroamerykańskich mężczyzn. Tymczasem starszy chłopak uczy młodszego bardziej „praktycznych” umiejętności, np. walki na pięści. Jak sam mówi: niech braciak się broni w ten sposób, póki może, bo gdy sam wejdzie w wiek nastoletni, szybko się okaże, że szkolnym wyrostkom nie straszna będzie już broń palna.

Wątek kobiety po przejściach, doświadczonej przez uzależnienie od cracku i seksualną przemoc, jest zdecydowanie tym najbardziej poruszającym. Tu też na pierwszy plan wchodzi czasami muzyka, jako odskocznia od niepokojącej rzeczywistości, ale zwykle zawierająca ukrytą goryczkę, że sielanka może w każdym momencie zostać brutalnie przerwana. Sceny rozmów koleżanek podczas przerwy na papierosa, czy poszukiwań grobu matki przyjaciela, są pretekstem do chwytających za gardło zwierzeń, rzucających światło na bratobójcze skłonności, „krabią mentalność”, wyniszczającą lokalne społeczności od środka.

Równie nieprzyjemną diagnozę marazmu wśród niektórych Afroamerykanów, możemy dostrzec w scenie, gdy Czarne Pantery odwiedzają na przedmieściach Jackson dom sąsiada Jerome’a Jacksona, czyli ofiary dekapitacji, prawdopodobnie z rąk reaktywowanego Ku Klux Klanu. Pod pretekstem obywatelskiego śledztwa, obstawa z karabinem maszynowym puka do drzwi „jak policja”. Zastany lokator wydaje się kompletnie niezainteresowany sprawą i pytaniami, a wyrecytowane formułki typu „bardzo się tym przejąłem”, wzbogaca ziewaniem i dłubaniem w uchu.

Pantery bynajmniej nie wyglądają jak turyści, ze swoją charyzmatyczną mówczynią, donośnymi głosami sprzeciwu, mocnymi postulatami, hasłami „black power” zaczynającymi i kończącymi każdą wymianę przez krótkofalówkę, czy żywymi dyskusjami o, wciąż trwającej, historii systemowej dyskryminacji. Gdy wchodzą na scenę, wiemy że są tu „po coś”, czujemy do nich respekt, niezłomna wiara w swoje przekonania bije z ich prezencji. Tym bardziej szokuje to, jak bardzo wszyscy, od policji po zwykłych przechodniów, traktują ich jak powietrze. Krzykliwa mniejszość, która kręci się od czasu do czasu po okolicy, nigdy nic nie wywalczy i mało kto zwraca na jej istnienie uwagę. Każdy kto brał kiedyś udział w nieimponującej liczebnością manifestacji, ale wspieranej dużym zaangażowaniem uczestników, doświadczył wzroku gapiów mówiącego „O co tak krzyczycie? Przecież nikt was nie słucha” i bez trudu rozpozna gorycz społecznej obojętności.

„Co zrobisz, gdy świat stanie w ogniu?” jest dokumentem społecznie zaangażowanym, ale nie efekciarskim, grającym na emocjach, czy nawet retorycznym w swojej formie. Przeznaczony dla osób już uwrażliwionych na problem, zdolnych do łatwego empatyzowania z bohaterami, nawet w obliczu szkicowości niektórych wątków czy braku tradycyjnej dramaturgii. Można mu zarzucić jednostajne tempo, błędy montażowe czy niecodziennie długi metraż, gryzący się z obserwacyjną, „etiudową” formą, pozbawioną mocnych narracyjnych punktów zaczepienia.

To jednak niezwykle wartościowy materiał, eksponujący cały przekrój wielkomiejskich społeczności Afroamerykanów, od niepokojów przeciętnego życia rodzinnego, po niezauważane przez media twarze aktywizmu. Do tego jest to obraz oszałamiający pod kątem wizualnym, a przez swoje operowanie mocno kontrastowym światłem i kolorem i konsekwentnie rozmyte tło, znajoma mi osoba ochrzciła go czarno-białym „Moonlight”. Jeśli szukać dokumentalnego odpowiednika filmu Jenkinsa wśród filmowego  pokolenia Black Lives Matter, włoski imigrant okazuje się zaskakująco wartościowym głosem.

dawid smyk
Dawid Smyk

Co zrobisz, gdy świat stanie w ogniu?

Tytuł oryginalny: „What You Gonna Do When The World’s On Fire?”

Rok: 2018

Gatunek: dokumentalny

Kraj produkcji: USA / Włochy / Francja

Reżyser: Roberto Minervini

Ocena: 3/5