Anioł i złoczyńca – recenzja filmu „Dogman” – Cannes 2018

Anioł i złoczyńca – recenzja filmu „Dogman” – Cannes 2018

Jak mówią sami Włosi, największą tragedią ich współczesnego kina jest zanik gatunkowości. Ojczyzna Lucio Fulciego, Dario Argento, kraj w którym powstawały westerny bijące na głowę te amerykańskie, teraz prawie całkowicie odszedł od swoich korzeni. Nadzieją na pewną zmianę trendów może być Matteo Garrone, co pokazuje już po raz kolejny, tym razem w wyświetlanym w Cannes „Dogmanie”.

Twórca „Gomorry” przenosi nas na nadmorskie pustkowia centralnej Italii, pogranicze prowincji Lazio i Kampanii. Opisana w najsłynniejszym filmie Włocha neapolitańska mafia  zmuszona była ustąpić miejsca drobnym prowincjonalnym rzezimieszkom. Niczym w rasowym westernie przyglądamy się małej i blisko trzymającej się społeczności, która musi się mierzyć z nieobliczalnym zagrożeniem. Tutaj jest nim Simoncino, dawny bokser, aktualnie dwumetrowa kupa uzależnionych od kokainy mięśni, gotowa brutalnie rozprawić się z każdym kto stanie jej na drodze. Simoncino jest problemem, nie tylko ze względu na zagrożenie jakie sobą reprezentuje, ale zwłaszcza na to że jest „swój”. Czy można przyłożyć rękę do śmierci kuma?

Prawdopodobnie największym przyjacielem i stronnikiem opresora jest Marcello (rewelacyjny Marcello Fonte, słusznie nagrodzony Złotą Palmą za swoją kreację). Drobny pięćdziesięcioparolatek prowadzi w centrum dzielnicy hotelik i schronisko dla psów. Drobny, niespecjalnie inteligentny, za to dysponujący wielkim sercem człowiek opiera całą swoją egzystencję na byciu użytecznym i lubianym przez wszystkich. W jego głowie bliskość z Simoncino jest nobilitacją, pewnym uznaniem go za godnego innego, „lepszego” życia. Jako słabsza jednostka w zamian za przyjaźń liderów musi coś dawać, Marcello pełni rolę lokalnego dilera dostarczając kokainę miejscowym, zwłaszcza właścicielowi punktu skupu złota i bokserowi. Codzienną uciechą i jedynym bodźcem, który blokuje Marcello przed pełnym podporządkowaniem się jest jego córka i ich wspólna pasja do nurkowania.

Produkcja Garrone stanowi fascynujące studium umysłu słabego i podległego. Całkowicie uzależnionego od woli, sympatii i poparcia innych. Stanowi swoistą antytezę klasycznego motywu wycofanego i silnego samotnika. Kiedy tytułowy człowiek od psów coraz bardziej wprowadzany jest w spiralę zbrodni i występku, czerpie też z tego coraz większą, niemoralną i trudną do wytłumaczenia nawet dla niego samego, radość. W jego głowie to kolejny stopień akceptacji i nobilitacji społecznej. Osiągnięcie, takie jakim dla kogoś innego mógłby być awans w pracy, albo wyjazd na duży festiwal filmowy. A że przy okazji racjonalizuje to sobie tłumaczeniem, że zbiera na wakacje dla córki? Tym lepiej dla jego sumienia.

Przy tym wszystkim godna podziwu i szacunku jest dobroć postaci granej przez Fonte. Mężczyzna poświęcił całe życie opiece nad zwierzętami, istotami które umieją docenić to co jest im dawane. Nie przez przypadek sceną otwarcia filmu jest mycie agresywnego i ujadającego pitbulla. W swojej codziennej świętości nawet nie wyobraża sobie, że z człowiekiem mogłoby działać to inaczej.

Przepiękne zdjęcia: klaustrofobiczne, wąskie uliczki nocą, szerokie plany nadmorskiego świtu, czy wspaniała sekwencja strzelaniny w magazynie figur gipsowych to kolejny powód, aby przyjrzeć się tej produkcji. Umiejętne używanie obrazu do podkreślania charakterów postaci i nastroju chwili to coś, co wciąż zasługuje na wielkie uznanie. W filmie ukryty jest bardzo mocny ładunek emocjonalny i sporo społecznego komentarza co do upadku współczesnego archetypu mężczyzny oraz naszego ślepego podążania za uznaniem i autorytetami.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Dogman


Rok: 2018

Gatunek: western

Reżyser: Matteo Garrone

Występują: Marcello Fonte, Edoardo Pesce, Adamo Dionisi i inni

Ocena: 4/5