Zeszłoroczni Skomplikowani przetarli szlak komedii dla dorosłych, stając się pewnym wzorem do naśladowania dla kolejnych twórców i twórczyń. Długo nie musieliśmy czekać na podobne produkcje – debiutujący w Sundance trzeci długi metraż Olivii Wilde w słodko-gorzkim tonie bierze na warsztat współczesną wojnę dwóch odmiennych perspektyw: gnicia w stagnacji oraz otwarcia się na intymne doznania. Co najważniejsze, jest to redemption arc twórczyni po dwóch poprzednich, nieudanych w moim odczuciu, projektach.
Czy seks ma właściwości uzdrawiające? Wyzwala w końcu spore dawki oksytocyny oraz endorfin, co redukuje stres, łagodzi ból oraz poniekąd wzmacnia odporność. Sprawia, że człowiek jest szczęśliwszy, pobudzony, czuje się atrakcyjniejszy. Po jednym z duetów Zaproszenia widać, że intymne zbliżenia to melodia przeszłości. Angela (Olivia Wilde) rzuciła swoją artystyczną pracę dla podtrzymywania gasnącego ogniska domowego. Recepty na poprawę związku czerpie z podcastów, ponieważ nie ma przyjaciółek, które mogłyby ją podnieść na duchu. Joe (Seth Rogen) przeżywa załamanie – nienawidzi swojej pracy, życia oraz żony. Czuje się nieudacznikiem, skazanym na uczenie w podrzędnej szkole muzycznej i wegetację w mieszkaniu odziedziczonym po rodzicach. Jedyne co trzyma ich przy sobie, podobnie jak w wielu nieudanych małżeństwach, to dziecko, w tym wypadku córka. Jej wyjazd na studia prawdopodobnie doprowadzi do rozwodu, co między wierszami sugeruje Angela. Zmienić perspektywę na związek może wieczór z sąsiadami, Hawkiem (Edward Norton) i Píną (Penelope Cruz), którzy w trakcie jednego wieczoru spróbują wprowadzić parę do świata cielesnych rozkoszy.
Całość otwiera cytat z Oscara Wilde’a „człowiek powinien być zawsze zakochany, to jedyny powód, dla którego nigdy nie powinien się żenić”. Z jednej strony nie wiesz czy na ekranie pojawi się Kuba Wojewódzki, żeby pochwalić się listą swoich młodszych kochanek, czy rozpocznie się odcinek Shameless lub Californication. Jednak te słowa Lorda Darlingtona z dramatu Kobieta bez znaczenia, które niegdyś chłostały hipokryzję epoki wiktoriańskiej, do dziś bezbłędnie chwytają melancholijny stan ducha współczesnych millenialsów. Nie bez powodu powracają do łask zjadliwe żarty z małżeńskiej niewoli, bolesny brak autentycznej komunikacji czy powolne zatracanie się w rutynie codzienności.
Baczne oko od razu zauważy tutaj dużo podobieństw do Rzezi Romana Polańskiego czy Kto się boi Virginii Woolf w reżyserii Mike’a Nicholsa. Wszystkie trzy filmy łączy analogiczna struktura: jedność czasu i miejsca (zawsze to było mieszkanie), para gospodarzy i gości, alkohol jako katalizator i wreszcie stopniowe zrywanie masek. Podobieństwo to sięga jednak głębiej, aż do filozoficznego jądra tych historii – we wszystkich dziełach salonowa uprzejmość okazuje się ledwie kruchą błoną oddzielającą wykwintny savoir-vivre od drapieżnego, zwierzęcego instynktu. Za to rytuał wspólnego posiłku, uświęcony tradycją komunii i bliskości, przepoczwarza się w wyrafinowaną egzekucję.
Przestrzeń zaaranżowana przez scenografkę Jade Healy imituje architektoniczny labirynt, stanowiący wizualny ekwiwalent emocjonalnego zagubienia protagonistów. Wąskie korytarze potęgują wrażenie osaczenia, uniemożliwiając katharsis pośród piętrzących się pretensji. Mętna, zgniła zieleń ścian – będąca paradoksalnie obiektem werbalnego zachwytu sąsiadów, stanowi wizualną sygnaturę rozkładu relacji Angeli i Joe. Zdjęcia Adama Newporta-Berry, często duszne niczym w canneńskim Club Kid, imitują stałe oddalanie się postaci od siebie, nawet jeśli stoją obok. Podczas gdy rok temu w Skomplikowanych amerykański operator subtelnie bawił się geometrią przestrzeni, tym razem idzie o krok dalej, składając intrygujący ukłon w stronę Okna na podwórze. W oczy rzuca się również nienaturalna liczba luster, rozsianych po całym mieszkaniu. Motyw stary jak świat, gdzie odbicia bohaterów służą za metaforę skrywanych sekretów czy masek. Wilde korzysta z niego bardzo świadomie, wykorzystuje jako niezobowiązujące tło, z podobnym sznytem niczym Joao Canijo w swoim dyptyku Złe życie/Życie złe.
Tragikomedia nie wybrzmiałaby tak przejmująco, gdyby nie ciekawy scenariusz, zachowujący idealną równowagę między dowcipem a egzystencjalnym ciężarem. Zaproszenie to już piąty filmowy remake sztuki teatralnej Cesca Gaya. Wilde w wywiadach mówiła, że inspirowała się kinem Lanthimosa – w jej interpretacji dobrze to widać, a Jorgos Mavropsaridis nie jest jedynym mostem łączącym świat greckiego twórcy z uniwersum Zaproszenia. Słowne szermierki śledzi się z niemal perwersyjną, intelektualną rozkoszą. Kolejne sekrety, które wychodzą na światło dzienne zarazem bawią, wywołują bolesny skurcz żołądka z zażenowania oraz skłaniają do głębokiej zadumy i angażują emocjonalnie. Nie udałoby się jednak wykrzesać tych iskier bez świetnego aktorstwa. W tym współczesnym antycznym teatrze najjaśniej błyszczy gwiazda Setha Rogena, którego neurotyczny Joe przypomina chwilami naszego Adasia Miauczyńskiego. Jest w tej postaci uderzająco dużo z polskiego archetypu – zwłaszcza w tym bezsilnym gniewie, bezwstydnie wulgarnym sposobie ekspresji i wymuszonym uśmiechu w stylu smiles in polish. Kunsztownie wtórują mu na ekranie Wilde oraz Cruz, a Edward Norton dawno nie był tak magnetycznie zabawny.
Po falstarcie ze Szkołą melanżu i fatalnym Nie martw się kochanie, gdzie królowały afery na planie, kontrowersyjny związek reżyserki z Harrym Stylesem oraz inne plotki grzejące portale typu TMZ lub Pudelek, Po współpracy z Warnerem, Wilde zdecydowała się na swój niezależny projekt, sprzedany dopiero po pokazach w Sundance, pod postacią kameralnego rollercoastera o ukrytych pragnieniach i próbach naprawy małżeństwa. Zabawne, że Amerykanka jest kolejną osobą, która w swoim trzecim filmie stawia na raczej intymne tony – niczym Bradley Cooper w tegorocznym Czy mnie słychać? I choć podobnych produkcji doświadczamy co roku, to na korzyść Zaproszenia działa jego dosyć świeże i trafne spojrzenie na współczesne związki millenialsów, lekkość w opowiadaniu i bardzo mądre wykorzystanie podgatunku dramatu salonowego. To idealny film na upały i sezon ogórkowy, gdy w kinach częściej leci tynk ze ścian, niż dobre produkcje.
Zaproszenie
Tytuł oryginalny: The Invite
Rok: 2026
Kraj produkcji: USA
Reżyseria: Olivia Wilde
Występują: Olivia Wilde, Seth Rogen, Penelope Cruz, Edward Norton
Dystrybucja: Monolith Films
Ocena: 4/5