Choroba duszy – recenzja filmu „When the Waves Are Gone” – Wenecja 2022

Filipiński mistrz kina Lav Diaz po zdobyciu w 2016 roku Złotego Lwa za Kobietę, która odeszła i Srebrnego Niedźwiedzia za Kołysankę do bolesnej tajemnicy ponownie przestał się pojawiać w głównych konkursach wielkich festiwali. Nie znaczy to bynajmniej, że ograniczył swoją twórczą aktywność, albo obniżył loty. Mimo wielkiego doświadczenia jedna z ikon slow cinema wciąż poszukuje nowych form wyrazu, a pokazywane w tym roku w Wenecji When the Waves Are Gone stanowi na to najlepszy dowód.

Pozbawiony formalnego filmowego wykształcenia autor technicznych aspektów swojej pracy uczy się wraz z produkcją kolejnych obrazów. Zaczynając od obserwacyjnego, niemal pozbawionego montażu i nieco amatorskiego wizualnie ultra-slow cinema z czasem uzupełniał swoje prace o bardziej koherentne scenariusze, skracał sceny a nawet zaczął stosować efekty specjalne. Po Złotym Lwie odważnieeksperymentuje z silnym wprowadzaniem gatunkowości: Sezon diabła (2018) był awangardowym musicalem, a Ang Hupa (2019) bliskie science fiction. Teraz pierwszy krytyk współczesnych Filipin sięgnął po elementarną broń w walce filmowców z patologiami narodu – kryminał, a kontetnie swoiste anty-noir.

Opowieść, jak to zwykle u Diaza, snuje się nieśpiesznie i chwilami niejasno. Śledzimy równoległe losy dwóch policjantów, szalenie utalentowanych śledczych, których błyskotliwe sukcesy połączone z brakiem ambicji zajmowania generalskich stanowisk pchnęły do wykładania na Akademii Policyjnej. Dojście do para-dyktatorskiej władzy prezydenta Rodrigo Duterte (znienawidzony polityk często był krytykowany w twórczości Diaza, ale dopiero w tym filmie po raz pierwszy zostaje wymieniony z nazwiska) zaowocowało nadaniem wielkich uprawnień policji w imię domniemanej wojny z narkotykami. Nowy system otworzył zarówno starszemu – porucznikowi Primo Macabantay’owi jak i młodszemu – Sierżantowi Hermesowi Papauranowi szerokie ścieżki rozwoju zawodowego. W sytuacji pokusy niczym w legendarnym hongkońskim Internal Affairs stanęli po dwóch stronach walki. Macabantay za kulisami swojej policyjnej kariery rozpoczął budować przestępcze imperium, Papauran przeczuwając grzechy swojego nauczyciela zainicjował na niego polowanie.

Lata później bohaterowie są ludźmi złamanymi. Operacja przeciw Macabantay’owi okazała się sukcesem, skorumpowany glina trafił do więzienia, dowodzona przez Papaurana akcja kosztowała jednak życie całej rodziny jego dawnego mentora i pogrążyła młodszego z oficerów w poczuciu winy. Wyrok przeciw porucznikowi został jednak złagodzony, a na ulicach Manili poczęły pojawiać się ciała kolejnych ofiar tajemniczego seryjnego mordercy. Sierżant nie umiejąc zidentyfikować zbrodniarza coraz bardziej ulega deformującej jego ciało chorobie dermatologicznej i wyjeżdża nad morze by zamieszkać na prowincji ze starszą siostrą. Z kolei w więzieniu Macabantay z zapalczywością neofity zaczął wierzyć w swoją zdolność czynienia cudów.

When the Waves Are Gone

Lav Diaz w najnowszej fabule pokazuje nam niemal westernowy pojedynek dwóch nadzwyczajnych jednostek, które zostały zniszczone i przemielone przez bród i zepsucie swojej ojczyzny. Piękne zdjęcia Larry’ego Mandy (po raz pierwszy materia taśmy zostaje tak podkreślona i wykorzystana w obrazie autora Norte) mimo swojej malarskości wciąż przesiąknięte są obrzydliwością świata. Diaz, niczym Nadav Lapid w Kolanie Ahed (NASZA RECENZJA) po raz pierwszy w pełni odpina wrotki w krytyce kraju, narodu i systemu, co zostaje podkreślone ostatnim padającym w produkcji zdaniu „Jebać Filipiny”. Mimo kuriozalności i swoistego odczłowieczenia dwójki protagonistów reżyser zdaje się podkreślać, że są oni jedynie ofiarami. To system w jakim się znaleźli, zarówno wielopokoleniowe zepsucie i wykluczenie mas pod dyktatorskimi rządami, jak i brak rozliczenia z kolonialnymi traumami i kompleksami, zmusza ludzi do ich zwierzęcenia (które rozkładał na czynniki pierwsze w poprzednim obrazie – Genus Pan).

Przy tym całym mroku i beznadziei w When the Waves Are Gone z Diaza co rusz wychodzi komik. Humor kontrapunktujący psychiczny ciężar całości pojawia się w najmniej spodziewanych momentach, jakby mając na celu skonfundowanie widza. Od performatywnych działań protagonistów, którzy jakby zdając sobie sprawę z kliszowości ich sytuacji próbują naśladować kino i zachowywać się możliwie cool, po słowne nieporozumienia i przypadki niszczące starannie skonstruowaną podniosłość chwil. Komediowość najnowszej produkcji mistrza to kolejna metoda na podkreślenie słabości i małości jednostek wobec świata, społeczeństwa i systemu. Policjanci w gruncie rzeczy są tu bezradni, a ich decyzje, dylematy, grzechy i bohaterstwa zdają się nie wpływać na nikogo i nic poza nimi samymi.

W tym podejściu zdaje się odbijać psychiczny stan samego Diaza. Po dwóch dekadach krytykowania w swojej sztuce patologii narodu, po zdobyciu międzynarodowego uznania i rozpoznawalności, po organizowaniu akcji społecznych, prezydentem zostaje syn dawnego dyktatora. Chciałoby się zapytać, na co to wszystko. Nie ma przypadku w tym, że w wywiadzie z Łukaszem Mańkowskim Diaz miał powiedzieć, iż rozważa stworzenie filmu za granicą, skoro został sprowadzony do pozycji poetyckiej Kasandry.

Z zafascynowaniem przyglądam się twórczemu rozwojowi, dojrzewaniu i ciągłemu poszukiwaniu jakie dokonuje się w twórczości Lava Diaza. W stworzonej na początku istnienia Pełnej Sali analizie dorobku Filipińczyka Adrian Burz podkreślał po pierwsze odrzucenie czasu i jego ulotności (CAŁY TEKST). Chociaż to wciąż jest prawdą i cechą dystynktywną, to pół dekady później spojrzenie tylko w ten sposób byłoby krzywdzące. Wraz ze skracaniem metraży (od lat nie przekroczył pięciu godzin, co kiedyś było standardem) ilość dodawanej do scenariusza treści i wieloznaczeniowości zdaje się tylko rosnąć. Z obserwatora Diaz staje się jednym z najważniejszych współczesnych autorów kina politycznego, śmiało wchodząc w buty takich artystów przeszłości jak Costa-Gavras. I obserwowanie tej ewolucji to jedna z największych filmoznawczych uczt naszych czasów. 

Marcin Prymas
Marcin Prymas

When the Waves Are Gone

Tytuł oryginalny:
Kapag Wala Nang Mga Alon

Rok: 2022

Kraj produkcji: Filipiny, Dania, Francja, Portugalia

Reżyseria: Lav Diaz

Występują: John Lloyd Cruz, Ronnie Lazaro, Shamaine Buencamino i inni

Ocena: 4/5

4/5