Zakochane Kutaisi – recenzja filmu „What Do We See When We Look at the Sky?” – Berlinale 2021

Zakochane Kutaisi – recenzja filmu „What Do We See When We Look at the Sky?” – Berlinale 2021

Kino to sztuka opowiadania. Od samego zarania jego istnienia artyści prześcigali się w tym, w jaki sposób można przenieść opowieść na owo, bardzo pojemne, medium. Lata mijają, X muza liczy już sobie dobrze ponad 125 lat, ale eksperymenty wciąż mają się w jej ramach bardzo dobrze. Jednym z takich eksperymentatorów jest Argentyńczyk Mariano Llinás, który wytworzył formułę monumentalnego, wielowątkowego filmu-powieści, na taśmie utrwalając zabiegi kojarzone raczej z literaturą. Za kontynuatora myśli twórcy La Flor i Historias extraordinarias możemy uznać Gruzina Alexandre Koberidze, którego What Do We See When We Look at the Sky? zdobyło właśnie nagrodę FIPRESCI na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie.

Koberidze, podobnie jak wielu innych gruzińskich twórców, takich jak Nana Ekvtimishvili, filmowo kształcił się w Niemczech, także zza naszej zachodniej granicy czerpie finansowanie swoich projektów. Berlin w ostatnich latach stał się przystanią dla wielu odważnych eksperymentatorów światowego kina, by wymienić tu chociażby Lemohanga Jeremiaha Mosese, twórcę wspaniałego To nie pogrzeb, to zmartwychwstanie (NASZA RECENZJA). Chociaż to dopiero jego druga fabuła, to twórcza odwaga zaprezentowana przez Gruzina w What Do We See When We Look at the Sky? może być już porównywana do twórczości takich legend jak Jean-Luc Godard, czy Ildikó Enyedi (która swoją drogą zasiada w tym roku w berlińskim jury).

W przypadku gruzińskiego filmu trudno mówić o fabule jako takiej. Chociaż jest tu ona niewątpliwie obecna, to stanowi raczej funkcję służalczą, tak jak w pracach Gaspara Noe, czy Abdellatifa Kechiche., Istotą odbioru What Do We See When We Look at the Sky? jest doznanie zmysłowe. Serce wygrywa z mędrca szkiełkiem i okiem, co pozwala produkcję Koberidze umieścić na przeciwnym biegunie w stosunku do innego odrzucającego tradycyjną narrację arcydzieła tegorocznego Berlinale – Bad Luck Banging or Loony Porn Radu Jude (NASZA RECENZJA), które było doznaniem typowo intelektualnym.  

Punkt wyjściowy historii przypomina współczesne węgierskie anty-komedie romantyczne jak Przygotowania, żeby być razem przez czas nieokreślony Lili Horvát. Główni bohaterowie spotykają się i pierwszy raz zdając sobie sprawę z własnego istnienia momentalnie się w sobie zakochują, lecz przez iście greckie fatum nie mogą się spotkać po raz kolejny. Dodatkowo główną osią narracji staje się piłka nożna – przez całą fabułę przewija się motyw trwającego mundialu, gdzie o medale ma walczyć reprezentacja Argentyny, której wielkim fanem jest Giorgi, sam zresztą trener. Wierzy on, że dzięki gigantycznym umiejętnościom Leo Messiego, jego ukochana kadra da radę przełamać kryzys. Dla Lisy futbol nie jest czymś tak istotnym i to nieporozumienie jest jedną z sił odpychających ich od siebie.

Chociaż sukces Filmowego neomodernizmu Rafała Syski sprawił, że całe pokolenie kinomanów i filmoznawców zaczęło utożsamiać kino przełamujce granice czasu z nurtem slow cinema, to gruzińska produkcja udowadnia, że to nie jedyny możliwy kierunek. Koberidze idzie raczej śladem Jacques’a Rivette’a, zmieniając film w znajdujące się poza czasem, i odrwające od rzeczywistości, doznanie, przy jednoczesnym szarpanym tempie, dynamicznym montażu i performatywnych zabiegach.  Można tu wspomnieć chociażby to, że w pewnym momencie widzowie zostają poproszeni o zamknięcie oczu i otwarcie ich ponownie, gdy usłyszą odpowiedni dźwięk, dzięki czemu mogą się „obudzić” równo z bohaterką. To szarpanie tempa objawia się chociażby ciągłym przeskakiwaniem między długimi monologami powieściowego narratora (jak u Llinása), teledyskowymi montażami (jak dzieci grające w piłkę przy dźwiękach Ue estatate Italiana Gianny Nanni & Edoardo Bennato, oficjalnego hymnu mundialu Italia 1990), a panoramą letniego miesiąca w Kutaisi. Zresztą to antyczne miasto, w którym Jazon miał poszukiwać Złotego Runa, jest tu prawdopodobnie najważniejszym z bohaterów. Koberidze, niczym portretujący swoją ukochaną dzielnicę Ginza japoński reżyser Yūzō Kawashima w latach 50. i 60., zalewa nas ciekawostkami, anegdotami i informacjami. Możemy m.in. przez chwilę potowarzyszyć dwójce psów, które nie mogą się odnaleźć, czy dowiedzieć się do jakich barów starsi mieszkańcy Kutaisi chodzą oglądać mecze piłkarskie.

Bardzo żałuję, że nie miałem możliwości przeżycia tego filmu w sali kinowej, gdyż jest on stworzony do takiej formy obcowania, kiedy muzyka, dźwięki, dialogi otaczają widza zewsząd, a zmieniające się obrazy i kolory można chłonąć w najlepszej możliwej jakości. Koberidze zarządza swoim filmem niczym dyrygent orkiestrą najlepszych filharmoników, czasem oddziałując tylko na jeden z naszych zmysłów, czy to obrazem na wzrok, czy to muzyką i dźwiękami na słuch, czy to narracją na umysł, by w kluczowych momentach wszystkie instrumenty zagrały na raz.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

What Do We See When We Look at the Sky?

Tytuł oryginalny: „Ras vkhedavt, rodesac cas vukurebt?”

Rok: 2021

Gatunek: poetycki, komedia, romans

Kraj produkcji: Gruzja / Niemcy

Reżyseria: Aleksandre Koberidze

Występują: Giorgi Ambroladze, Giorgi Bochorishvili, Irina Chelidze i inni

Ocena: 4/5