Mężczyzno! Puchu marny! – recenzja filmu „W trójkącie” – Nowe Horyzonty

Ruben Östlund, naczelny prześmiewca współczesnego kina, dostąpił zaszczytu dołączenia do ósemki reżyserów dzierżących aż dwie Złote Palmy z Cannes. W swoim najnowszym obrazie kurek śmiechu odkręca do oporu – dostaje się wszystkim, bez wyjątku, ale jak na Szweda przystało, najbardziej mężczyznom. Zostajemy upojeni doskonałym, błyskotliwym humorem, szydzącym przede wszystkim z hipokryzji elit, szumnych, acz pustych deklaracji współczesnego świata, systemu kapitalistycznego oraz narkotyku władzy. Zapnijcie pasy.

W trójkącie dzieli się na trzy części, z których pierwsza może sprawiać wrażenie odklejonej od całości. Stanowi jednak swoistą klamrę, która w finale wybrzmiewa dość niespodziewaną jak na dorobek reżysera puentą. Pierwszy segment należy do supermodelki i influencerki, Yayi (Charlbi Dean), oraz jej chłopaka, Carla (Harris Dickinson), również zajmującego się modelingiem, lecz mimo doskonałych atrybutów fizycznych, odsyłanego z castingów z kwitkiem. Kwitek, nieco inny, bo z rachunkiem za kolację w ekskluzywnej restauracji, stanie zaraz tej dwójce ością w gardle. Kto powinien zapłacić i dlaczego? Ten, kto zapraszał, zgodnie z zasadami savoir-vivre, ten, kto więcej zarabia, a może „tradycyjnie” – mężczyzna? Komiczna kłótnia o pieniądze stanowi oczywiście jedynie pretekst do rozważań nad współczesnymi wzorcami męstwa.

Druga część rozgrywa się na ekskluzywnym jachcie, na którym wypoczywa nasza para. Statkiem dowodzi Kapitan (Woody Harrelson), hybryda marksisty i alkoholika, gardzący swoimi obrzydliwie bogatymi gośćmi, ale już trochę mniej ich pieniędzmi. Konstrukcja łajby odzwierciedla tkankę warstw społecznych. Na górnym pokładzie ciała wygrzewają majętni wczasowicze, żądający natychmiastowego spełniania nawet najdziwniejszych zachcianek, jak choćby ta, aby wszyscy pracownicy skorzystali z dmuchanej zjeżdżalni, zarezerwowanej tylko dla gości. Kto bogatemu zabroni, zapytacie. Piętro niżej kierowniczka załogi prowadzi trening motywacyjny, korporacyjny znak naszych czasów, przypominając podwładnym o czekających ich sutych napiwkach w zamian za grzeczne usługiwanie wczasowiczom. Najniższy pokład należy oczywiście do pracowników fizycznych, których kolor skóry z białym ma niewiele wspólnego. Hierarchia nie dziwi nikogo, wszyscy to znamy aż za dobrze, wszyscy w tym uczestniczymy. Skarga niezadowolonego gościa oznacza tu być albo nie być, nawet jeśli jej przyczyną jest czysta męska zazdrość, a nie faktyczne przewinienie. Östlund znowu puszcza oko do białego, heteroseksualnego mężczyzny, mającego finansową i pochodzeniową przewagę nad potencjalnym rywalem, testując granice jego ego i obnażając kompleksy.  

Kapitan, tonący w procentach dnia przeszłego i teraźniejszego, ignorujący ostrzeżenia załogi o zbliżającym się sztormie, zamiast kamizelek ratunkowych, każe serwować kawior i szampana. Zasady BHP muszą ustąpić uciesze gości i potencjalnemu zarobkowi. Katastrofa wisi w powietrzu i wydaje się być nieuniknionym elementem scenariuszowej układanki. Ci, którzy ją przetrwają, doświadczą ostatniej scenerii Östlunda – bezludnej wyspy, na której dotychczasowy podział władzy ulegnie niespodziewanemu przetasowaniu, a tresura samozwańczych liderów będzie tyleż zabawna, co tragicznie namacalna i uniwersalna. Czy nowe okoliczności przyrody będą w stanie zmienić dotychczasowe nawyki? A może raz zaznane standardy wygody: smak kawioru, tykanie Rolexa, przyzwyczajenie do służby, zostają w człowieku na zawsze i w nawet najbardziej odwróconych warunkach dadzą o sobie znać? I w końcu co z tymi, których marzenia o lepszym świecie wreszcie staną się rzeczywistością? Czy będą w stanie oddać bez walki to, na co tak długo czekali, przez lata poniżani burżuazyjnymi kaprysami? Czy poświęcą moralną czystość dla obezwładniającego narkotyku władzy?

Östlund uwielbia portretować hipokryzję, szczególnie tę sączoną przez elity. Już w scenie otwierającej film, dostaje się, słusznie zresztą, modowym korporacjom. Z jednej strony dzielące klientów na zamożnych wielbicieli wyrafinowanego Balenciagi i biednych zjadaczy basicowych koszulek z H&M-u, z drugiej pompujące bez omasty równościowe hasła, są najwdzięczniejszym tematem do kpin. Więcej tu znaków czasu niż byśmy zapewne chcieli. Ale czy to nie jest przedmiotem naszego pożądania? Bycie jednym z trybików tej machiny? Lub – co gorsza – partycypowanie w niej przy jednoczesnych próbach zmazania z siebie konsumpcyjnego grzechu?

Warto też spojrzeć na W trójkącie przez pryzmat powielanego w filmowej sztuce przez dekady obrazu kobiecego ciała, o którym mówiła chociażby Nina Menkes w swoim dokumentalizowanym wykładzie Brainwashed: seks, kamera, władza. Szwedzki twórca za centrum estetycznych wrażeń stawia bowiem nie ciało kobiety, a mężczyzny. Fetyszyzuje je i seksualizuje już od pierwszych scen, żeby w akcie trzecim poczęstować tym, co uznawane jest za iście damską profesję, a co coraz śmielej zmienia się za sprawą takich filmów jak na przykład Powodzenia, Leo Grande Sophii Hyde [NASZA RECENZJA]. To w końcu kobieta bierze, a nie jest brana – stosunek władzy ulega przetasowaniu również w tym aspekcie.

Można mieć oczywiście do szwedzkiego reżysera pretensje o wiele rzeczy. Serwowana przez niego diagnoza współczesnego świata jest dość łopatologiczna, a interpretacje symboli nad wyraz oczywiste. Fekalny humor, bazujący na najniższych instynktach, też nie wydaje się szczytem kinofilskich marzeń i aspiracji. Mimo tego kinowa sala, zamieniająca się w wielką tkankę rażącą śmiechem, mówi coś innego. Östlund jak nikt potrafi ubrać rozrywkę w inteligencki płaszcz i nadać jej wyrafinowanego smaku. A przy tym dalej pozostaje niedościgniony pod względem lekkości w diagnozowaniu współczesnych bolączek. Uważni widzowie nie doznają tu zapewne objawienia, ale nie musi to przeszkadzać w pysznej zabawie. Jednak to nie ładunek humorystyczny stanowi o sile tego obrazu, a to, że uhonorowany licznymi nagrodami twórca w końcu daje mężczyźnie jako podmiotowi moc sprawczą, z której wykastrował go zarówno w Turyście, jak i w The Square. Czy to forma zadośćuczynienia po latach „kopania leżącego”, czy nowy etap w twórczości mistrza? Tego dowiemy się zapewne z jego kolejnego dzieła.

Agnieszka Pilacińska
Agnieszka Pilacińska

W trójkącie
Tytuł oryginalny:
Triangle of Sadness

Rok: 2022

Kraj produkcji: Szwecja, Wielka Brytania, Francja, Niemcy

Reżyseria: Ruben Östlund

Występują: Harris Dickinson, Charlbi Dean, Woody Harrelson

Dystrybucja: Gutek Film

Ocena: 4/5

4/5