Zespół numer jeden na Ziemi – recenzja filmu „The Sparks Brothers” – Nowe Horyzonty

Zespół numer jeden na Ziemi – recenzja filmu „The Sparks Brothers” – Nowe Horyzonty

Odpowiadając na tytułowe pytanie przeboju When Do I Get To Sing ‘My Way’?, którym autorzy filmu nawiązują do wykonań tego kultowego utworu przez Sinatrę i Sida Viciousa, należałoby stwierdzić, że ten czas właśnie nadszedł. Przynajmniej z perspektywy dzisiejszego słuchacza bowiem ciągła rewolucja estetyczna i nieustanna metamorfoza stylu Sparks przysporzyła im wielokrotnych wzlotów i upadków. Dowodem na innowacyjne podejście do muzyki, często wyprzedzającej swoje czasy, jak w przypadku elektronicznych eksperymentów z syntezatorami, są ślady ich zapomnianej twórczości w brzmieniu zespołów całkiem nieświadomych źródeł swych inspiracji. W ostatnich miesiącach obecność braci Mael w mediach ograniczyła się jednak przede wszystkim do kina.

W programach największych festiwali filmowych tego roku pojawiły się dwie pozycje, w których produkcję zaangażowany był amerykański duet. Jednym z projektów jest napisana przez nich Annette (https://pelnasala.pl/annette) w reżyserii Leosa Caraxa – przepiękna baśń i szalony musical o braku nadziei na szczerość uczuć w warunkach ponowoczesnej kultury ikonicznej, gdzie coraz trudniej odróżnić rzeczywistość od scenicznej fikcji. Kolejny to  dzieło Edgara Wrighta (autora Scott Pilgrim kontra świat), dokumentalny film biograficzny poświęcony tej ekscentrycznej parze, przekornie, bo wbrew im samym, nazwanym The Sparks Brothers – marka zespołu pierwotnie zasugerowana przez wydawcę, wskazującego na ich sympatię do Braci Marx.

Zresztą kino było i jest ich wielką pasją. Wyświetlany w Cannes obraz Caraxa, z Adamem Driverem i Marion Cotillard w rolach głównych, wcale nie był jedyną tego rodzaju inicjatywą, ale pierwszą udaną – nie tylko pod kątem artystycznym. Jeszcze w latach 70. Sparks mieli zrealizować wspólny film z Jacques’em Tatim, z którym na pewno dzielili specyficzne poczucie humoru, lecz zły stan zdrowia Francuza nie pozwolił na manifestację tej fantazji. Przedsięwzięcie, za którego sterem stanął początkowo Tim Burton ostatecznie również nie doszło do skutku, a najbliżej tego medium było Amerykanom przy okazji gościnnego występu w katastroficznym filmie Rollercoaster, lub gdy użyczali muzyki na potrzeby konkretnych scen, jak chociażby w Holy Motors.

Z filmem – szczególnie spod znaku szeroko rozumianego kina artystycznego, które sedno przekazu w zawoalowany sposób ukrywa przed widzem, zamiast podawać gotowy produkt na srebrnej tacy – łączy braci także charakter ich utworów, nierzadko tworzących własne światy z osobliwymi bohaterami, niecodziennymi historiami i niekonwencjonalną narracją. Toteż nie dziwią słowa Pattona Oswalta, padające w jednym z wywiadów, w których pobrzmiewa echo myśli Barthes’a, wskazującego na rozróżnienie między instancją mówiącą, autorem tekstu i człowiekiem za nim stojącym. Przywołanie persony Godarda i diagnoza wykazująca analogiczny tryb pracy Francuza i braci Mae, także wydają się do pewnego stopnia trafne. Autor Żyć własnym życiem krytykował przemysł filmowy, jednocześnie tworząc filmy, i w podobnym tonie można wypowiedzieć się o etykiecie Sparks – pokazywanie środkowego palca w żartobliwy i satyryczny sposób, jak przewrotne tytuły piosenek, jest wpisane w kod genetyczny zespołu.

Utwory, bogate w powtórzenia, ale cechujące się strukturalnym rygorem, co w pełni oddaje osobistą rutynę i rytuały tych dwóch istot nie z tego świata, miejscami przypominają wczesne dzieła Petera Greenawaya – zarówno pod kątem fetyszyzacji katalogowania, jak i ze względu na oryginalny sposób przekazywania treści i humor ukryty w konstrukcjach słowno-lirycznych, wyłaniających na jaw absurdy prostych czynności i zależności świata codziennego. Umiejętność czytania między wierszami, abstrakcyjnego myślenia i zachowania – jakkolwiek banalnie to nie brzmi – dystansu wobec otaczającej rzeczywistości zdają się być kluczowe dla przyswajalności i czerpania przyjemności z ich muzyki. Treść ma często prowokować słuchacza i zadawać pytanie jedynie pośrednio – poprzez sam radykalizm aktu, więc interpretacja nierzadko wymaga odarcia go z szaty popowego show. Polityczna poprawność nie jest ich mocną stroną, aczkolwiek za burzliwą fasadą ironii często kryje się przekaz pełen szlachetnych emocji – empatii i szacunku.

Dokument Wrighta, któremu nie można odmówić formalnych atrakcji, mimo schematycznej struktury, to na pewno owoc wielkiej sympatii i podziwu, jakimi reżyser darzy swoich idoli; próba podzielenia się twórczością Sparks z potencjalnie nową grupą sympatyków, których przyciągnie nazwisko filmowca; a także kompendium wiedzy na temat zespołu, które w nieco ponad dwugodzinnym metrażu stara się zmieścić skrajnie eklektyczną historię – 25 albumów, niedających się wpisać w ramy pojedynczego gatunku. The Sparks Brothers to też gratka dla wiernych fanów twórczości braci Mael, którzy ponownie zechcą wyruszyć w podróż aleją wspomnień, jak wtedy, gdy po raz pierwszy trafili na ich enigmatyczne brzmienia w radiowej stacji lub równie zagadkowy wizerunek na okładkach płyt.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

The Sparks Brothers

Tytuł oryginalny: The Sparks Brothers

Rok: 2021

Gatunek: dokumentalny, muzyczny

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: Edgar Wright

Występują: Ron Mael, Russell Mael

Ocena: 3,5/5