(b)rat – recenzja filmu „The Moment” – Berlinale 2026

„Współczucie jest jak nóż” – taki wers wyśpiewuje Charli XCX w jednym z utworów na najnowszym albumie. Sztyletów w branży rozrywkowej znajdziemy co niemiara, o czym co scenę usiłują nas przekonać artystka wespół z Aidanem Zamirim w The Moment. Jednak to wbijanie szpilek przypomina raczej kuglarską sztuczkę magicznym nożem: mami oczy, lecz w żaden sposób nie rani.

Brat stało się światowym fenomenem. Album z jaskrawą limonkową okładką i z napisem fontem Arial był soundtrackiem lata 2024 r. Wokół niego stworzył się oddolny ruch, który z czasem ewoluował w kult bycia „brat”. Promuje on postawę buntowniczą, pewną siebie, bezczelną, a zarazem afirmującą niedoskonałości oraz życiowy bałagan. Sama identyfikacja albumu: użycie “neonowego” koloru i podstawowego fontu, stanowiła estetyczny manifest artystki. Jednak co najważniejsze, Brat obroniło się warstwą muzyczną, zdobywając wysokie oceny słuchaczy, krytyczny poklask oraz mnóstwo nagród. Wprowadzając na salony mainstreamu rave, hyperpop, elektro czy EDM, Charli dokonała brawurowej transgresji, na przekór bezpiecznemu, wręcz sterylnemu popowi, proponowanemu przez gwiazdy pokroju Taylor Swift.

W The Moment powracamy do września 2024 r. Kurz po wydaniu nowego albumu powoli opada, choć artystka wciąż jest w epicentrum medialnego zainteresowania. Każdy chce współpracować z Brytyjką na różnych płaszczyznach, od sesji zdjęciowych po nagrywanie wspólnie piosenek. Jednak „you can’t spell brat without rat”. Wokół Charli zaczynają zbierać się sępy w postaci dyrektorki wytwórni czy ekscentrycznego reżysera (Alexander Skarsgård), których jedynym imperatywem jest monetyzacja buntu i przekucie go w bezpieczny, skrojony pod masowego odbiorcę produkt. Rozpoczyna się subtelna, lecz bezlitosna walka o ugrzecznienie wizerunku, symboliczną kastrację dzikiej energii w imię ekskluzywnych kontraktów i stabilizacji.

U źródeł inspiracji Zamiriego szczególnie czuć Spinal Tap. Improwizowane dialogi, kamera krążąca między bohaterami niczym duch czy wykorzystanie mockumentu, żeby obśmiać rzeczywistość – to jedne z licznych nawiązań do projektu niedawno zmarłego Roba Reinera. Szkocki reżyser nie potrafi jednak uchwycić rzeczywistości w krzywym zwierciadle satyry. Brakuje tu przede wszystkim humoru, który znajdziemy w Popstar: Never Stop Never Stopping. Zamiast eksplorować potencjał mockumentu, twórcy grzęzną w nadmiarze celebryckich cameo od Rachel Sennott po Kylie Jenner, jałowych konfliktach w ekipie oraz w quasi-ironicznych, mało błyskotliwych dygresjach.

Niedosyt pozostawia przede wszystkim kreacja Charli, alternatywna wersja samej siebie. Ten zabieg otwierał pole do fascynującej dekonstrukcji celebryckiej tożsamości. Artystka mogła ukazać sztuczność kreacji oraz czysto merkantylny rodowód. W obiektywie Zamiriego pozostaje niemal krystaliczna. Reżyser portretuje ją jako osobę błyskotliwą, samoświadomą, etycznie stojącą kilka stopni wyżej od bezdusznego świata komercji. Pozostali bohaterowie, od agentów po dyrektorkę wytwórni, zostali zredukowani do roli karykaturalnych trybików. Po seansie wydaje się, że ta fasadowa autoironia to idealny zabieg PR-owy. Film, zamiast kontestować reguły show-biznesu, zdaje się jedynie cementować aurę „zajebistości”, którą Charli z sukcesem sprzedaje od premiery płyty.

To też obraz pewnego paradoksu – niekończącego się końca. Choć Brytyjka wielokrotnie deklarowała w wywiadach czy w trakcie koncertów zamknięcie etapu promocji albumu, to obraz Zamiriego funkcjonuje jako immanentne przedłużenie cyklu życia ery. Kolejne sceny wpadają w pułapkę autoparodii. Przykładowo wprowadzenie wątku karty kredytowej Brat mogłoby posłużyć za przenikliwą alegorię finansjalizacji popkultury oraz jej całkowitego zawłaszczenia przez kapitał. Tymczasem zostaje ona sprowadzona do błahego gagu, błyskawicznie ulatującego z pola widzenia widza. Wiele scen otwierało przestrzeń do szpilek w kierunku Taylor Swift czy Sabriny Carpenter, których wykreowane przez tysiące PR-owców wizerunki mają generować wielkie zyski przy minimalnym wysiłku twórczym. Gdy tylko znajduje się przestrzeń na uszczypnięcie pasożytów muzycznej branży, to brakuje odwagi, jakby cała ekipa obawiała się negatywnych reperkusji czy pozwów.

80 lat temu Theodor Adorno pisał, że masowa produkcja kultury przekształca sztukę w serię powtarzalnych towarów. The Moment jest tego współczesnym przykładem, reanimacją „trupa”, którego chciała zabić sama piosenkarka, lecz z przyczyn czysto ekonomicznych nie potrafi dokończyć dzieła. I mając zamiar być diagnozą współczesnej sceny, staje się jej symptomem, kolejną iteracją nieskończonego korowodu kumulacji kapitału. Bunt traci swój potencjał wywrotowy, pisząc kolejny rozdział spektaklu, gdzie popkultura przegląda się w lustrze własnej promocji, a artystka staje się tym, czego najbardziej się boi. Brat summer naprawdę warto już zakończyć. 

Szymon Pazera
Szymon Pazera

The Moment

 

Rok: 2026

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: Aidan Zamiri

Występują: Charli XCX, Rosanna Arquette, Alexander Skarsgård, Kylie Jenner

Ocena: 2/5

2/5