Prywatna mitologia – recenzja filmu „The Hand of God”

Prywatna mitologia – recenzja filmu „The Hand of God”

Odbierając przed siedmiu laty Oscara za Wielkie piękno, Paolo Sorrentino dziękował swoim inspiracjom, wśród których – obok Federica Felliniego i Martina Scorsese – wymienił Diego Armando Maradonę. Znaczenie tego legendarnego argentyńskiego piłkarza dla Neapolitańczyka to jeden z wątków jego najnowszego, autobiograficznego filmu – The Hand of God.

Główny bohater, Fabietto (Filippo Scotti, wyróżniony w Wenecji nagrodą im. Marcello Mastroianniego), stanowi wyraźne alter ego reżysera, którego nawet nieco przypomina z wyglądu, zaś fabuła filmu silnie nawiązuje do biografii samego Sorrentino, choćby poprzez takie elementy zbieżne jak młodość spędzona w Neapolu, szerokie grono rodzinne czy dotykająca bohatera tragedia. Szczególne miejsce w tej autokreacyjnej narracji zajmują dwie fascynacje: futbol i kino. Pierwszą uosabia postać Maradony, której recepcja przez Fabietta i jego otoczenie przechodzi ciekawą ewolucję. Najpierw to podziwiany zawodnik z zagranicznego klubu, którego potencjalny transfer do Napoli stanowi przedmiot gorących dyskusji, a dla niektórych bohaterów urasta wręcz do rangi ostatecznej. Potem następuje oczekiwany transfer, odebrany niemal jak cud (Sorrentino komentuje to zdarzenie w dostępnym na Netflixie, 8-minutowym aneksie do filmu: „Maradona nie przyjechał do Neapolu. On się objawił”). Piłkarz staje się integralnym elementem neapolitańskiego kolorytu i lokalnej dumy – całe osiedle entuzjastycznie ogląda mecz, w którym strzelił on ręką najsłynniejszego gola w historii swojej dyscypliny. Z bramką tą, nieprzypadkowo przywoływaną w tytule filmu, wiąże się też ostatnie ze znaczeń, jakie ma Maradona dla Fabietta: przypadkowe powiązanie z rodzinną tragedią nierozerwalnie wpisuje zawodnika w prywatną mitologię, nie tylko poprzez udział w ogólnospołecznym entuzjazmie, ale też na najgłębiej intymnym poziomie.

O drugiej fascynacji bohatera, kinie, Sorrentino opowiada, podobnie jak o futbolu, z oddolnej perspektywy młodego entuzjasty, jednak w tym wypadku łączy się ona z większymi aspiracjami, bowiem Fabietto chce kręcić filmy. Postacią kluczową dla wejścia na drogę realizacji tego marzenia będzie neapolitański reżyser Antonio Capuano – wprowadzony w świat przedstawiony jako nieobecny w kadrze demiurg przekształcający przestrzeń miejską w scenerię odgrywania się filmowego cudu kreacji. Wrażenie wywołane przypadkową wizytą na planie i późniejszym obejrzeniem tych samych scen na ekranie kinowym będzie silnym bodźcem dla pielęgnującego twórcze zamiary Fabietta; chłopak odważy się nawiązać kontakt z reżyserem i stać się, przynajmniej na moment, jego samozwańczym uczniem. Capuano, podobnie jak Maradona, podlega w The Hand of God mitologizacji, choć nie idealizacji, jawi się bowiem jako człowiek dość zmęczony swoją pracą i o niezbyt przyjemnym charakterze.

Kinowym kontekstem nie do zlekceważenia jest też kluczowa dla twórczości Sorrentino postać Federica Felliniego. Mistrza bezpośrednio przywołuje zwłaszcza scena, w której Marchino, brat Fabietta, bierze udział w castingu do jego filmu, a chłopak czeka na niego w poczekalni, zaludnionej postaciami żywcem wyjętymi z charakterystycznego świata wyobraźni autora La Strady. Fellini wydaje się również niezmiennie najważniejszym źródłem inspiracji Sorrentino. Tak jak Wielkie piękno powszechnie porównywano ze Słodkim życiem, tak już pierwsze doniesienia na temat The Hand of God narzucały wręcz skojarzenia z Amarcordem. Powrót Paola do Neapolu odbywa się jednak na nieco innych zasadach niż Federica do Rimini – Sorrentino spogląda wstecz z mniejszą nostalgią, mniej tematyzuje dystans czasowy i pracę pamięci (sam tytuł Amarcord oznacza „pamiętam”). Ducha Felliniego można jednak tu wyczuć, szczególnie w pierwszej połowie filmu, w nasączonych spojrzeniem karykaturalnym obrazach rodziny bohatera, jak i w wątku jego erotycznego dojrzewania.

The Hand of God przedstawia historię bardziej kameralną niż wcześniejsze dzieła reżysera, jednak Sorrentino prowadzi tę prywatną narrację z charakterystycznym dla siebie epickim oddechem. Na taką poetykę wyraźnie wskazuje już otwierająca film, szeroka, wręcz wszechogarniająca panorama Zatoki Neapolitańskiej, na której tle wyświetlają się napisy początkowe. Później zresztą opowieść też często rozgląda się na boki, zostawiając chwilowo Fabietta na dalszym planie. Dzieje się tak zwłaszcza w pierwszej połowie filmu, bardziej „amarcordowskiej”, skupionej na odmalowaniu barwnego świata młodości bohatera, różnych obecnych w niej typów ludzkich i doświadczeń okresu dojrzewania. W drugiej części punkt ciężkości opowieści przenosi się na samego Fabietta, a dotychczasowa luźniejsza struktura przekształca się w bardziej zwartą narrację. Zmiana ta jest dobrze uzasadniona dramaturgicznie, ale oddala film od tego, co było w nim dotąd najciekawsze (może Sorrentino sportretuje kiedyś Neapol na wzór Rzymu?), w kierunku bardziej konwencjonalnie prowadzonej fabuły. Także powściągliwy Scotti lepiej odnajduje się jako przewodnik dla widza po otaczającej go rzeczywistości niż po świecie wewnętrznym swojego bohatera. Ostatecznie, The Hand of God ląduje w rozkroku między felliniowskim odtworzeniem świata dzieciństwa a autobiograficzną historią inicjacyjną, nie znajdując absolutnego spełnienia na żadnym z tych pól – a warto pamiętać, że Sorrentino ma na koncie bardzo udany portret podwójny (człowieka i jego rzeczywistości) w Wielkim pięknie. Pomimo tych niedoskonałości, film broni się mnogością ciekawych wątków, z tymi sportowo-kinowymi na czele, a także stanowiącym specjalność Sorrentino sugestywnie estetycznym „opakowaniem” formalnym. Fani raczej nie będą zawiedzeni.

Jędrzej Sławnikowski
Jędrzej Sławnikowski

The Hand of God

Tytuł oryginalny:
È stata la mano di Dio

Rok: 2021

Kraj produkcji: Włochy, USA

Reżyseria: Paolo Sorrentino

Występują: Filippo Scotti, Toni Servillo, Teresa Saponangelo i inni

Dystrybucja: Gutek Film / Netflix

Ocena: 3,5/5